„Strach, brak wsparcia i układ” – tak Joanna Solak tłumaczy fiasko inicjatywy referendum

1 godzina temu

Pełnomocnik inicjatora referendum w Bochni Joanna Solak w liście otwartym rozesłanym do mediów szeroko wyjaśnia, dlaczego nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów pod wnioskiem o odwołanie burmistrz Magdaleny Łacnej. W jej ocenie o niepowodzeniu zdecydowało kilka czynników – od obaw mieszkańców, przez rozczarowującą postawę części środowisk politycznych, po – jak twierdzi – wpływ lokalnego „układu”.

Jak już informowaliśmy, inicjatywa zakończyła się fiaskiem – zebrano 953 prawidłowe podpisy, a potrzeba było co najmniej 2256. Więcej na ten temat TUTAJ.

Mieszkańcy bali się podpisać?

Jednym z kluczowych powodów niepowodzenia – według autorki listu – był strach części mieszkańców przed konsekwencjami poparcia referendum. Jak twierdzi, temat ten regularnie wracał podczas zbiórki podpisów, zwraca też uwagę, iż w niewielkiej społeczności łatwo zidentyfikować osoby angażujące się publicznie. – Niezależnie od tego, czy te obawy były uzasadnione, sam fakt ich istnienia pokazuje, jak duży poziom nieufności i napięcia towarzyszy dziś życiu publicznemu w naszym mieście – stwierdza.

Pretensje do PiS i Konfederacji Brauna

Wyraźnie wybrzmiewają również zarzuty wobec środowisk politycznych, które – jak wskazuje Solak – deklarowały wsparcie jeszcze przed startem inicjatywy, ale nie przełożyło się to na realne działania.

– Rozczarowujące okazało się to, iż deklarowane wcześniej (…) wsparcie ze strony środowiska Prawa i Sprawiedliwości i przewodniczącej Marty Mrzygłód Konfederacja Korony Polskiej okazało się niewielkie. Padały zapewnienia o zaangażowaniu i pomocy, jednak w praktyce inicjatywa została pozostawiona bez deklarowanego wsparcia. W ocenie wielu zaangażowanych w inicjatywę referendalną mieszkańców Bochni, można odnieść wrażenie, iż oczekiwano, iż ciężar całej sprawy zostanie podjęty wyłącznie przez obywateli, bez rzeczywistego włączenia się tych, którzy wcześniej obiecywali gotowość do działania.

Sugestie nacisków

– Jednak nie zapominamy o tej części środowiska Prawa i Sprawiedliwości, które faktycznie zaangażowało się w inicjatywę referendalną i zbieranie podpisów. Jednak wiemy, iż w to środowisko również wniknął rodzinno- dewelopersko-polityczny wirus.

Czy Krzysztof Nowak nie dzwonił do Piotra Dziurdzi, aby wymusić na nim zakaz zaangażowania się środowiska PiS w referendum? Czy Krzysztof Kokoszka nie dzwonił do Ireneusza Sobasa, aby również zatrzymać wszelkie działania mające na celu wsparcie inicjatywy referendalnej? Te nasuwające się pytania pokazują jak głęboko mogą sięgać macki układu i jak bardzo rozpleniło się zło w naszym mieście. Nie może być zgody na to, aby zło rządziło w Bochni – czytamy w liście.

        „Nie spoczniemy”

        Mimo niepowodzenia inicjatywy, Joanna Solak przekonuje, iż przyniosła ona wymierny efekt w postaci nagłośnienia pewnych spraw, „o których wcześniej mówiono jedynie w kuluarach„. Jej zdaniem mieszkańcy zaczęli dzięki temu uważniej przyglądać się powiązaniom i zależnościom w lokalnym życiu publicznym.

        Jednocześnie deklaruje: – Możemy obiecać, iż nie spoczniemy i dalej będziemy ujawniać wszelkie powiązania bocheńskiego układu. (…) Będziemy wskazywać mieszkańcom osoby, które działają nie z korzyścią dla nich, ale z korzyścią dla swoich mocodawców ukrytych za mackami bocheńskiej ośmiornicy o tarnowskim rodowodzie. Inicjatywa referendalna to był początek końca układu rodzinno-dewelopersko-politycznego. Czas wyplenić zło, które rozpanoszyło się w Bochni – na przekór wszelkim Maconiom, Nowakom i Kokoszkom. I tego dokonamy!

          Idź do oryginalnego materiału