Starosta mówi jedno, robi drugie? Budasz zapewnia o lojalności, ale rozmawiał z Gruszczyńskim o następcy

6 dni temu

Po środowej publikacji, w której ujawniliśmy, iż starosta Tomasz Budasz może niedługo opuścić swój gabinet i objąć fotel prezesa Gnieźnieńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, wydawało się, iż czwartkowa sesja Rady Powiatu przyniesie przełom. Tak się jednak nie stało. Starosta publicznie zapewnił radnych, iż nie planuje rezygnacji z urzędu. Jednocześnie – jak wynika z naszych ustaleń – podczas nieformalnego spotkania z Piotrem Gruszczyńskim miał powiedzieć coś zupełnie innego.

Sprzeczności jest więcej. jeżeli Budasz nie zamierza odchodzić, dlaczego rozmawiał z Piotrem Gruszczyńskim o jego ewentualnym powrocie na stanowisko starosty? Zapytaliśmy Gruszczyńskiego wprost. Jego odpowiedź studzi emocje i stawia całą sprawę w nowym świetle.

Na sesji: zapewnienia o lojalności

Czwartkowa sesja Rady Powiatu – zarówno absolutoryjna, jak i ta „normalna” – przebiegła w atmosferze napięcia. Radni, którzy czytali nasz artykuł, spodziewali się ruchu ze strony starosty. Ten jednak stanął przed radą i publicznie oświadczył, iż nie ma w planach rezygnacji z urzędu i nie zamienia fotela starosty na prezesa GSM. Słowa te – przynajmniej formalnie – powinny zamknąć temat. Ale polityka rzadko toczy się na sali sesyjnej.

Po sesji: „Dopóki mam silną pozycję w PO, Gruszczyński nie wróci”

Jak ustaliliśmy, podczas nieformalnego spotkania z samorządowcami (które miało miejsce po oficjalnych obradach) Budasz miał powiedzieć wprost: dopóki jego pozycja w Platformie Obywatelskiej jest silna, Piotr Gruszczyński i „jego świta” nie wrócą do starostwa. To zdanie – jeżeli zostało wypowiedziane – jest kluczowe. Oznacza bowiem, iż starosta nie tylko rozważa swoją przyszłość, ale też aktywnie blokuje potencjalnych konkurentów. I iż temat jego ewentualnego odejścia wcale nie jest zamknięty – bo skoro mówi o tym, kto nie wróci „po nim”, to znaczy, iż zakłada scenariusz, w którym go już nie ma.

Gdzie tu logika?

Jeśli Budasz nie zamierza rezygnować, po co w ogóle rozmawiał z Gruszczyńskim o jego powrocie? Gruszczyński nie kryje zdziwienia.

Uważam, iż każdy przewodniczący Platformy Obywatelskiej powinien dokończyć to, czego się podjął – mówi w rozmowie z nami. Zadziwia mnie wypowiedź mojego kolegi Tomasza Budasza, ponieważ nigdy nie prosiłem nikogo o powrót do starostwa. Tym bardziej mnie to szokuje, ponieważ ja w pełni realizuję się na innej drodze zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Ta wypowiedź jest dla mnie zupełnie niezrozumiała.

Były starosta stawia sprawę jasno:

Tylko jeżeli Tomasz Budasz miałby przejść do Gnieźnieńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, wariant mojego powrotu do starostwa jest w grze. W innym przypadku w ogóle nie ma o tym mowy.

Innymi słowy: to nie Gruszczyński ciągnie do władzy. To Budasz – jeżeli faktycznie odchodzi – szuka kogoś, kto go zastąpi. I rozmawia na ten temat zarówno z Gruszczyńskim, jak i – z tego co nam wiadomo – z Łukaszem Scheffsem.

„Silna pozycja w PO”? Gruszczyński punktuje

Budasz podczas nieformalnego spotkania miał pochwalić się silną pozycją w Platformie Obywatelskiej. Gruszczyński, pytany o to przez nas, nie pozostawia suchej nitki.

Nadmienię, iż kiedy ja byłem przewodniczącym powiatowych struktur PO, Gniezno miało zarówno posła, jak i senatora z PO. w tej chwili nie mamy żadnego mandatu parlamentarnego – mówi.

To fakt. Po ostatnich wyborach mandaty senatora i posła z Gniezna przepadły – powędrowały do innego powiatu. Platforma w Gnieźnie nie ma już swojego przedstawiciela w wyższej izbie parlamentu. Za to – co widać gołym okiem – wyraźnie umacnia się Lewica.

Szeroki kontekst: polityczny miszmasz w Gnieźnie

Sytuacja w gnieźnieńskiej polityce jest dziś bardziej skomplikowana niż kiedykolwiek. PO słabnie. PiS również nie ma się czym pochwalić, głównie przez wewnętrzne spory wywoływane przez Zbigniewa Dolatę. Lewica – z Darią Benke na czele – systematycznie pnie się w hierarchii partyjnej i zdobywa nowe wpływy. PSL? Jak zwykle liczy na to, iż ktoś zaprosi ich do koalicji. Tyle iż w tej chwili nikomu to nie jest potrzebne. Polska2050 stoi na krawędzi – sama chyba nie wie, jakiej. W Gnieźnie mamy jednak minister Paulinę Hennig-Kloskę, co jest bardzo mocnym atutem. Problem w tym, iż Kloska odeszła z Polska2050 do Stowarzyszenia Centrum Polska. przez cały czas jest jednak utożsamiana z tą partią.

Mamy miszmasz – podsumowuje jeden z naszych rozmówców, radny z wieloletnim stażem. Nikt nie wie, w którą stronę ciągnąć. A to nie wróży dobrze dla naszego regionu.

Co dalej z GSM?

Na koniec wracamy do punktu wyjścia: Gnieźnieńska Spółdzielnia Mieszkaniowa. Zdzisław Kujawa, długoletni prezes, walczy z ciężką chorobą. Jego powrót do pracy jest mało prawdopodobny. Rada Nadzorcza już w kwietniu powołała na zastępcę Romana Klejborowskiego, powierzając mu wykonywanie wszystkich obowiązków prezesa.

Najbliższe posiedzenie Rady Nadzorczej GSM może przynieść decyzję o nowym prezesie. jeżeli Budasz rzeczywiście ma objąć to stanowisko, prędzej czy później będzie musiał zrezygnować ze starostwa. Na razie publicznie temu zaprzecza. Ale jak to mówią w polityce: nic nie jest prawdą, dopóki nie zostanie oficjalnie zaprzeczone. A i to czasem nie wystarcza.

Na razie jedno jest pewne: Budasz mówi publicznie co innego, a prywatnie co innego. Gruszczyński nie zabiega o powrót, ale go nie wyklucza – pod jednym warunkiem. A lokalne struktury PO są słabsze niż kiedykolwiek. jeżeli do zmiany na starostwie dojdzie, może to być początek większego przetasowania, które na długo odmieni polityczną mapę Gniezna. Będziemy sprawdzać.

Idź do oryginalnego materiału