Po środowej publikacji, w której ujawniliśmy, iż starosta Tomasz Budasz może niedługo opuścić swój gabinet i objąć fotel prezesa Gnieźnieńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, wydawało się, iż czwartkowa sesja Rady Powiatu przyniesie przełom. Tak się jednak nie stało. Starosta publicznie zapewnił radnych, iż nie planuje rezygnacji z urzędu. Jednocześnie – jak wynika z naszych ustaleń – podczas nieformalnego spotkania z Piotrem Gruszczyńskim miał powiedzieć coś zupełnie innego.
Sprzeczności jest więcej. jeżeli Budasz nie zamierza odchodzić, dlaczego rozmawiał z Piotrem Gruszczyńskim o jego ewentualnym powrocie na stanowisko starosty? Zapytaliśmy Gruszczyńskiego wprost. Jego odpowiedź studzi emocje i stawia całą sprawę w nowym świetle.
Na sesji: zapewnienia o lojalności
Czwartkowa sesja Rady Powiatu – zarówno absolutoryjna, jak i ta „normalna” – przebiegła w atmosferze napięcia. Radni, którzy czytali nasz artykuł, spodziewali się ruchu ze strony starosty. Ten jednak stanął przed radą i publicznie oświadczył, iż nie ma w planach rezygnacji z urzędu i nie zamienia fotela starosty na prezesa GSM. Słowa te – przynajmniej formalnie – powinny zamknąć temat. Ale polityka rzadko toczy się na sali sesyjnej.
Po sesji: „Dopóki mam silną pozycję w PO, Gruszczyński nie wróci”
Jak ustaliliśmy, podczas nieformalnego spotkania z samorządowcami (które miało miejsce po oficjalnych obradach) Budasz miał powiedzieć wprost: dopóki jego pozycja w Platformie Obywatelskiej jest silna, Piotr Gruszczyński i „jego świta” nie wrócą do starostwa. To zdanie – jeżeli zostało wypowiedziane – jest kluczowe. Oznacza bowiem, iż starosta nie tylko rozważa swoją przyszłość, ale też aktywnie blokuje potencjalnych konkurentów. I iż temat jego ewentualnego odejścia wcale nie jest zamknięty – bo skoro mówi o tym, kto nie wróci „po nim”, to znaczy, iż zakłada scenariusz, w którym go już nie ma.
Gdzie tu logika?
Jeśli Budasz nie zamierza rezygnować, po co w ogóle rozmawiał z Gruszczyńskim o jego powrocie? Gruszczyński nie kryje zdziwienia.
Uważam, iż każdy przewodniczący Platformy Obywatelskiej powinien dokończyć to, czego się podjął – mówi w rozmowie z nami. Zadziwia mnie wypowiedź mojego kolegi Tomasza Budasza, ponieważ nigdy nie prosiłem nikogo o powrót do starostwa. Tym bardziej mnie to szokuje, ponieważ ja w pełni realizuję się na innej drodze zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Ta wypowiedź jest dla mnie zupełnie niezrozumiała.
Były starosta stawia sprawę jasno:
Tylko jeżeli Tomasz Budasz miałby przejść do Gnieźnieńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, wariant mojego powrotu do starostwa jest w grze. W innym przypadku w ogóle nie ma o tym mowy.
Innymi słowy: to nie Gruszczyński ciągnie do władzy. To Budasz – jeżeli faktycznie odchodzi – szuka kogoś, kto go zastąpi. I rozmawia na ten temat zarówno z Gruszczyńskim, jak i – z tego co nam wiadomo – z Łukaszem Scheffsem.
„Silna pozycja w PO”? Gruszczyński punktuje
Budasz podczas nieformalnego spotkania miał pochwalić się silną pozycją w Platformie Obywatelskiej. Gruszczyński, pytany o to przez nas, nie pozostawia suchej nitki.
Nadmienię, iż kiedy ja byłem przewodniczącym powiatowych struktur PO, Gniezno miało zarówno posła, jak i senatora z PO. w tej chwili nie mamy żadnego mandatu parlamentarnego – mówi.
To fakt. Po ostatnich wyborach mandaty senatora i posła z Gniezna przepadły – powędrowały do innego powiatu. Platforma w Gnieźnie nie ma już swojego przedstawiciela w wyższej izbie parlamentu. Za to – co widać gołym okiem – wyraźnie umacnia się Lewica.
Szeroki kontekst: polityczny miszmasz w Gnieźnie
Sytuacja w gnieźnieńskiej polityce jest dziś bardziej skomplikowana niż kiedykolwiek. PO słabnie. PiS również nie ma się czym pochwalić, głównie przez wewnętrzne spory wywoływane przez Zbigniewa Dolatę. Lewica – z Darią Benke na czele – systematycznie pnie się w hierarchii partyjnej i zdobywa nowe wpływy. PSL? Jak zwykle liczy na to, iż ktoś zaprosi ich do koalicji. Tyle iż w tej chwili nikomu to nie jest potrzebne. Polska2050 stoi na krawędzi – sama chyba nie wie, jakiej. W Gnieźnie mamy jednak minister Paulinę Hennig-Kloskę, co jest bardzo mocnym atutem. Problem w tym, iż Kloska odeszła z Polska2050 do Stowarzyszenia Centrum Polska. przez cały czas jest jednak utożsamiana z tą partią.
Mamy miszmasz – podsumowuje jeden z naszych rozmówców, radny z wieloletnim stażem. Nikt nie wie, w którą stronę ciągnąć. A to nie wróży dobrze dla naszego regionu.
Co dalej z GSM?
Na koniec wracamy do punktu wyjścia: Gnieźnieńska Spółdzielnia Mieszkaniowa. Zdzisław Kujawa, długoletni prezes, walczy z ciężką chorobą. Jego powrót do pracy jest mało prawdopodobny. Rada Nadzorcza już w kwietniu powołała na zastępcę Romana Klejborowskiego, powierzając mu wykonywanie wszystkich obowiązków prezesa.
Najbliższe posiedzenie Rady Nadzorczej GSM może przynieść decyzję o nowym prezesie. jeżeli Budasz rzeczywiście ma objąć to stanowisko, prędzej czy później będzie musiał zrezygnować ze starostwa. Na razie publicznie temu zaprzecza. Ale jak to mówią w polityce: nic nie jest prawdą, dopóki nie zostanie oficjalnie zaprzeczone. A i to czasem nie wystarcza.
Na razie jedno jest pewne: Budasz mówi publicznie co innego, a prywatnie co innego. Gruszczyński nie zabiega o powrót, ale go nie wyklucza – pod jednym warunkiem. A lokalne struktury PO są słabsze niż kiedykolwiek. jeżeli do zmiany na starostwie dojdzie, może to być początek większego przetasowania, które na długo odmieni polityczną mapę Gniezna. Będziemy sprawdzać.

6 dni temu










