Stanisław Michalkiewicz: Wiadomości dobre i jeszcze lepsze

2 godzin temu

Stanisław Michalkiewicz: Wiadomości dobre i jeszcze lepsze

Nareszcie jakieś dobre wiadomości – bo dotychczas można byłoby sobie pomyśleć, iż nie tylko nasz nieszczęśliwy kraj, ale w ogóle – cały świat zmierza ku katastrofie. To zresztą nie jest wykluczone, bo przypominam sobie, jak w 1971 roku w wydawanym przez Świadków Jehowy piśmie „Strażnica” przeczytałem artykuł wstępny zaczynający się tak: „Świat nasz zmierza ku katastrofie – jak powiedział pewien Murzyn z Atlanty”.

Skoro świat już wtedy zmierzał ku katastrofie – co spenetrował wspomniany Murzyn z Atlanty – to cóż dopiero teraz, kiedy na alarm biją eksperci, co to za pieniądze gotowi są potwierdzić niezbitymi dowodami hipotezę, jak nie o globalnym ociepleniu, to o globalnym oziębieniu – w zależności od tego, kto za co i ile zapłaci? Tedy zwłaszcza w takiej sytuacji, każda dobra wiadomość jest na wagę złota.

I chociaż trapią nas rosnące lawinowo ceny paliw na stacjach benzynowych, a obywatel Tusk Donald próbuje wykorzystać bliskowschodni kryzys naftowy, by szantażem zmusić pana prezydenta Nawrockiego do podpisania kolejnego legislacyjnego knota o nadzwyczajnych zyskach firm paliwowych – iż w razie odmowy oskarży go o działanie na szkodę mniej wartościowego narodu polskiego i w ten sposób stworzy pozory moralnego uzasadnienia dla operacji podmianki na stanowisku prezydenta.

Najpierw chodzi o zmianę z Karola Nawrockiego na obywatela Czarzastego Włodzimierza, no a potem – niechby choćby na Rafała Trzaskowskiego, który – jak pamiętamy – przez całe dwie godziny myślał, iż jest prezydentem. Wymowni Francuzi powiadają, iż kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat – i w przypadku Rafała Trzaskowskiego to się sprawdza, bo nie przykleja się do niego żadna afera – czego by tam nie nabroił.

Wyobrażam sobie, jakby taki powrót ucieszył nie tylko stado autorytetów moralnych, co to uważa pana prezydenta Karola Nawrockiego nie tylko za parweniusza, ale – w myśl wytycznych Judenratu – za „uzurpatora”. Uszami duszy już słyszę ten pochwalny bek – ale to wszystko jeszcze w sferze projektów – i to nie jest ta dobra wiadomość.

„Dobra wiadomość” jest taka, iż Książę-Małżonek rozgromił Rosję. Wzorem Juliusza Cezara, co to zrobił „veni – vidi – vici” – co się wykłada, iż przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem – Książę-Małżonek przybył z niezapowiedzianą wizytą na Ukrainę i nie czekając choćby na wynik negocjacji prezydenta Zełeńskiego z zimnym ruskim czekistą Putinem, wziął i rozgromił Rosję, w podobny sposób, jak to zrobił generał Nogi podczas wojny japońskiej. Według relacji popularnych w warszawskich sferach kupieckich, było tak: generał Nogi siedział i jadł kwaśne mleko z kartoflami.

Przybiega adiutant i melduje: Wasze Priewoschoditielstwo, cesarska flota rosyjska już się zbliża – a on nic, tylko je kwaśne mleko z kartoflami. Po chwili przybiegają inni adiutanci z meldunkiem – Wasze Prewoschoditielstwo, już widać cesarską flotę rosyjską! A generał Nogi nic, tylko je kwaśne mleko z kartoflami. Wreszcie przybiegają pozostali adiutanci z krzykiem – Wasze Wysokopriewoschoditielstwo, cesarska rosyjska flota już tu jest! Wtedy generał Nogi wstał, otarł usta serwetką, wyszedł na pokład i zatopił cesarską flotę rosyjską.

Książę-Małżonek nie musiał choćby wychodzić na pokład, tylko zrobił taką groźną minę, iż na ten widok zimny ruski czekista Putin struchlał i natychmiast porzucił plany ataku na któreś z mocarstw bałtyckich. Podobno postanowił poprzestać na małym i tylko doskonalić się w prowokacjach, dzięki którym obywatel minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz ma nadzieję wytresować mniej wartościowy naród tubylczy w odruchach Pawłowa.

W tym celu, jak tylko ruskie drony atakują Ukrainę, pan minister Kierwiński, za pośrednictwem systemu syren, zaczyna wyć tak przeraźliwie, iż w środku nocy podrywa na równe nogi mieszkańców województw: podkarpackiego i lubelskiego – żeby niezwłocznie udali się w „bezpieczne miejsce”. Ponieważ jednak nikt nie wie, czy na terenie tych województw jest jakieś bezpieczne miejsce, ani – gdzie się ono znajduje – obywatele już skapowali, iż nie chodzi o żaden ratunek, tylko – żeby się oswoili z myślą, iż wojna na Ukrainie, to „nasza” wojna – i bez szemrania płacili tamtejszym oligarchom haracz.

Waśnie w dniach ostatnich zakończyło się w Karpaczu „forum ekonomiczne”, podczas którego prezes Głównego Urzędu Statystycznego podał informację, iż w latach 2022-2025 Polska, wspierając Ukrainę, poniosła straty sięgające prawie 500 miliardów złotych. Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, co planuje Wielce Czcigodny Pawło Kowal, przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych. Otóż Wielce Czcigodny nawołuje, by tę forsę odzyskać – ale nie od Ukrainy, Boże uchowaj! – tylko od Rosji.

W takiej sytuacji finansowe straty Polski mogłyby wzrosnąć choćby dziesięciokrotnie, a poza tym nie obeszłoby się bez ofiar w ludziach. Najwyraźniej jednak i Wielce Czcigodny Pawło Kowal i Książę-Małżonek uważają, iż skoro już doczekaliśmy szczęśliwie „naszej” wojny, to ofiary muszą być. Jest w tym logika, bo jeżeli już zaczęlibyśmy składać ofiary z ludzi, to czy na kimkolwiek zrobiłyby jeszcze wrażenie doniesienia o deficycie budżetowym, czy długu publicznym, o katastrofie w sektorze ochrony zdrowia, czy o szybujących pod niebiosa cenach paliw, w których większą część stanowią przecież różne podatki?

Pod gruzami można ukryć wszystko i dlatego właśnie obywatel Tusk Donald aż przebiera nogami z niecierpliwości, nie mogąc doczekać się wojny.

Właśnie pochwalił się, iż dostał od CIA „raport”. Nie wiadomo, czego on dotyczy, bo obywatel Tusk nie pokazał go choćby swemu zastępcy, ministru-ministrowiczu Władysławu Kosiniaku-Kamyszu. Pojawiły się tedy na mieście fałszywe pogłoski, jakoby nie był to żaden „raport”, tylko lista osobistości przeznaczonych do likwidacji w przypadku ruskiej agresji – na przykład na mocarstwa bałtyckie. Jestem przekonany, ze w tych fałszywych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy. Po pierwsze dlatego, iż obywatel Tusk Donald nie podlega CIA, tylko – niemieckiej BND, więc CIA może mu – jak to mówią – „skoczyć”.

Po drugie – minister-ministrowicz Kosiniak-Kamysz, podobnie jak całe PSL, ma stuprocentową zdolność koalicyjną, a w patriotycznych porywach choćby większą, więc nie to jest przyczyną ukrywania przed nim treści amerykańskiego dokumentu. Wreszcie – po trzecie, a adekwatnie przede wszystkim – przecież Książę-Małżonek właśnie rozgromił Rosję, wskutek czego Putinu zmiękła rura i w rezultacie zamierza on poprzestać na doskonaleniu się w prowokacjach. Skoro tak, to któż i nam zabroni doskonalić się w prowokacjach?

Nikt nam nie zabroni, chyba, żeby zrobili to Nasi Sojusznicy, zarówno ten Największy, jak i ci Pomniejsi – bo Naszych Sojuszników, to my się słuchamy, dzięki czemu z każdej sytuacji wychodzimy obronnie. Czegóż chcieć więcej?

Polecamy również: Niemiecki sanitariusz ujawnia prawdę. „Zaraz nas zlinczują”

Idź do oryginalnego materiału