Stanisław Michalkiewicz: Wesoły nam dziś dzień nastał!

12 godzin temu

Stanisław Michalkiewicz: Wesoły nam dziś dzień nastał!

Wprawdzie do Świąt Wielkanocnych jeszcze daleko, ale z warszawskiego Judenratu przy ul. Czerskiej, gdzie mieści się redakcja “Gazety Wyborczej” pod dyrekcją zasłużonego cadyka Michnika Adama, dobiegają już odgłosy pieśni “Wesoły nam dziś dzień nastał”, którym wtóruje z oddali obywatel Terlikowski Tomasz, zawodowy katolik, rzucany przez wspomniany Judenrat na rozmaite odcinki frontu ideologicznego – w zależności od aktualnej potrzeby. “Czy instrument niestrojny, czy muzyk się myli?” – pytał Adam Mickiewicz w “Panu Tadeuszu”, opisując koncert Jankiela.

Ale “nie myli się mistrz taki” – bo wprawdzie do Wielkiej Nocy jeszcze daleko, ale przecież jest istotny powód, by chórem wyśpiewywać tę starą kantyczkę. Chodzi oczywiście o decyzję Papieża Leona XIV o podmiance na stanowisku Metropolity Krakowskiego. Dotychczas, ku irytacji Judenratu i jego różnych krakowskich filii, między innymi – tej “ze świętej ulicy Wiślnej” – urząd ten piastował Jego Ekscelencja Abp Marek Jędraszewski. Jak piszą w protokołach policjanci, “cieszył się on złą opinią” w środowiskach postępackich, które oskarżały go iż “jątrzy”, iż “dzieli”, iż “gorszy” a przede wszystkim – iż angażuje się politycznie.

Zgorszenie płynęło właśnie stąd, bo już Stefan Kisielewski twierdził, ze nic tak nie gorszy, jak prawda. Tymczasem JE Abp Jędraszewski wygłaszał rozmaite diagnozy na temat sytuacji zarówno w Kościele, jak i w naszym nieszczęśliwym kraju, wskazując zarazem na przyczyny tego stanu rzeczy. Z tego właśnie powodu krytykowany był za “zaangażowanie polityczne”. Chodzi o to, iż angażować się politycznie owszem – można, a choćby trzeba – ale po adekwatnej stronie, czyli – po tej stronie, którą akurat popiera Judenrat oraz jego krakowskie filie.

Tymczasem JE Abp Jędraszewski sprawiał wrażenie, jakby dyrektyw Judenratu nie przyjmował w ogóle do wiadomości. Toteż skończyło sie to, jak skończyć się musiało; donosy oraz żarliwe modlitwy środowisk postępackich, a także kierowane przez nie akty strzeliste, w końcu przeborowały sobie dostęp do Jego Świątobliwości Leona XIV, który dokonał stosownej podmianki na stanowisku Metropolity Krakowskiego posyłając tam Jego Eminencję Grzegorza kardynała Rysia, dotychczas zarządzającego Archidecezją Łódzką.

Jego Eminencja już w pierwszych, żołnierskich słowach oznajmił, jakiego Koscioła sobie w Krakowie nie życzy. A więc – nie życzy sobie Kościoła, który nie byłby “misyjny”, dalej – nie życzy sobie Kościoła, który nie były “otwarty” oraz – iż nie życzy sobie Kościoła, który nie byłby “miłosierny”. Musimy sobie te słowa rozebrać z uwagą, bo na Krakowie się pewnie nie skończy, jako iż Judenrat swoim zasięgiem obejmuje cały nasz nieszczęśliwy kraj, instruując postępactwo w każdym regionie.

Niezależnie od Judenratu nowe prądy będą rozpowszechniali wśród ludu również ojczykowie, między innymi przewielebny pater Gużyński, który też dał wyraz swojej wielkiej euforii z powodu krakowskiej podmianki.

Cóż zatem znaczy, iż w Krakowie pod rządami Jego Eminencji będziemy mieli do czynienia z Kościołem “misyjnym”? Tę wizję musimy rozpatrywać w kontekście projektu uchwały Rady Ministrów, przygotowanym przez vaginessę Marię Ejchart z vaginetu obywatela Tuska Donalda, której przemiotem jest walka z “antysemityzmem” oraz “wspieranie życia żydowskiego” w naszym bantustanie do roku 2030.

O ile vaginet obywatela Tuska Donalda będzie zwalczał antisemitismus na odcinku prawno-karnym i politycznym, to Jego Eminencja będzie tę walkę uzupełniał na odcinku teologicznym – iż antisemitismus to również grzech śmiertelny, który – nie wiadomo czy może zostać odpuszczony – zarówno na tym świecie, jak i na tamtym. I kiedy już nasz mniej wartościowy naród tubylczy zostanie zarówno przez “tron”, jak i “ołtarz” wzięty za twarz, Żydowie przystąpią do realizacji roszczeń majątkowych dotyczących własności bezdziedzicznej, o których mówi amerykańska ustawa nr 447.

Jak widzimy, jest to nie tylko “misja” ale w dodatku – misja delikatna wymagająca umiejętnego łączenia nie tylko Nieba i Ziemi, nie tylko “Tronu” i “Ołtarza” ale również – nowojorskiej Ligi Antydefamacyjnej, która – jak wiadomo – ma ostatnie słowo w kwestii, co jest antysemityzmem, a co nim nie jest. Antysemityzm, to jest zbyt poważna sprawa, by Żydowie pozostawili ją głupim gojom – niechby choćby utytułowanym – jak na przykład Jego Eminencja.

Druga sprawa, to Kościół ”otwarty”. Cóż to może znaczyć? A cóż by innego, jak zakaz wykluczania z Kościoła kogokolwiek – a skoro kogokolwiek, to również Szatana? Jak długo jeszcze można tolerować sytuację, kiedy Szatan, słysząc rozmaite egzorcyzmy, czy deklaracje wyrzeczenia nie tylko jego, ale i wszystkich jego spraw, musi cierpieć niewymowne katiusze?

Jasne iż temu wykluczeniu, tej karygodnej stygmatyzacji, trzeba jak najszybciej położyć kres tym bardziej, iż ten proces jest już dość zaawansowany – co zauważył jeszcze JŚ. Paweł VI – iż “swąd Szatana” przez jakąś “szczelinę” jednak przedostał się do “Świątyni Pańskiej”. Kościół “otwarty” oznacza, iż nikt już nie będzie musiał przeciskać się przez jakieś “szczeliny”, tylko wejdzie sobie przez szeroko otwarte wielkie drzwi.

No i wreszczie – Kościół “miłosierny”. Tu sytuacja jest jasna; chodzi nie tylko o otwarcie drzwi, jak w przypadku Szatana – ale również o przygarniecie zarówno “kobiet” z “rozdziwaczoną” – jak mawiał marszałek Piłsudski – płcią, ale również – sodomczyków, gomorytek oraz osób “trans”. Nie tylko o “przygarniecie” ale również – o zapewnienie im w Kościele stosownego miejsca, w którym mogliby pielegnować swoją “dumę”, bez obawy, iż jacyś fanatycy, jacyś fundamentaliści, będą ich wytykać nieubłaganym palcem.

Myślę, iż w związku z tym, dotychczasowy “Nowy Testament” trzeba będzie zastąpić “Najnowszym Testamentem”, nad którym – jak sądzę – prace już trwają, w ramach “synodalności”. Jestem pewien, iż ten Najnowszy Testament” zostanie oczyszczony z rozmaitych anarchronizmów, które przez jakieś niedopatrzenie się tam zaplątały.

W związku ze wspomnianą podmianką na stanowisku Metropolity Krakowskiego, pojawiły się też fałszywe pogłoski, jakoby biskupem pomocniczym Metropolii Krakowskiej miała zostać Wielce Czcigodna Anna Maria Żukowska. Si non e vero e ben trovato i to aż z trzech powodów – a wiadomo, że omne trinum perfectum. Po pierwsze – Wielce Czcigodna ma pierwszorzędne korzenie, więc byłby to widoczny znak, iż o żadnym sprośnym antisemitismusie mowy być nie może.

Po drugie – w papierach ma, iż jest kobietą – więc przy tej okazji załatwiona zostałaby fundamentalna kwestia kobieca w Kościele – co przecież od czegoś trzeba zacząć, a skoro tak, to dlaczego nie od uczynienia Wielce Czcigodnej Anny Marii Żukowskiej biskupem pomocniczym krakowskim? Jestem pewien, iż Jego Eminencja nie miałby nic przeciwko temu. Po trzecie wreszcie – Wielce Czcigodna utrzymuje, iż mogłaby z każdym, to znaczy – “z każdom pcią”. Czegóż chcieć więcej?

Polecamy również: Wielka Brytania nałoży podatek na użytkowników noży? Ma to zniechęcić terrorystów

Idź do oryginalnego materiału