Sprawa plastikowego, zabawkowego krzyża — banalna, lokalna, dotycząca małej szkoły w niewielkiej miejscowości — została przez polityków PiS i Konfederacji napompowana do rozmiarów ogólnopolskiej „wojny cywilizacyjnej”. Z premedytacją. Nie dlatego, iż chodziło o realny problem wychowawczy czy prawny, ale dlatego, iż konflikt, emocja i strach są dziś dla tych środowisk najtańszym paliwem politycznym. Wystarczy wskazać wroga, dorzucić kilka kłamstw, zasugerować „atak na wartości” — resztę zrobią algorytmy i wzburzony tłum.
Mechanizm jest aż nazbyt znajomy. Najpierw pojawia się przekaz o „prześladowaniu”, potem moralna panika, a na końcu personalne wskazanie winnych: nauczycieli, dyrekcji, samorządu, urzędników. Prawda — iż chodzi o plastikową zabawkę, szkolną decyzję i lokalny kontekst — nie ma znaczenia. Liczy się spektakl. Liczy się to, by rozpalić emocje do czerwoności i przenieść spór z poziomu faktów na poziom plemienny. Najgroźniejsze w tej strategii jest jednak coś więcej niż manipulacja. To systemowe przyzwyczajanie ludzi do myślenia w kategoriach „zdrajców”, „wrogów”, „antypolskich sił”.
To wszystko już było! Pamiętacie jak zaczynał się nazizm w Niemczech? Dokładnie tak samo !
Słowa tworzą klimat. Klimat tworzy przyzwolenie. A przyzwolenie bywa pierwszym krokiem do tragedii. jeżeli dziś publicznie podsyca się gniew wobec nauczycieli, jutro ofiarą mogą paść inni przedstawiciele państwa: policjanci, żołnierze, urzędnicy. Nie dlatego, iż „tak musi być”, ale dlatego, iż ktoś świadomie igra z emocjami, wiedząc, iż zawsze znajdzie się ktoś, kto potraktuje polityczną histerię dosłownie.
Sojusz PiS, Konfederacji i skrajnych środowisk pokroju Korony nie jest już tylko radykalną retoryką. To polityczny fakt. I tej nienawiści będzie więcej i więcej.

13 godzin temu












