Zupełnie niespodziewanie trafiłem dzisiaj na spotkanie z Pawłem Kowalem. Nie miałem tego w planie, ale akurat musiałem o adekwatnej godzinie tamtędy jechać i zajrzeć na Wyspiańskiego, a iż miałem też chwilę czekania, to wyszło jak wyszło. W sumie ciekaw też byłem jak takie spotkania w tej chwili wyglądają. A tym co widziałem i co słyszałem chętnie się z Wami podzielę, bo skoro już byłem to robiłem notatki.
Gospodarze
Spotkanie było otwarte dla wszystkich, ale praktycznie nie pojawiły się na nim osoby nieprzekonane, być może częściowo z tego względu wyglądało trochę jak wewnętrzne spotkanie partyjne. Na sali było blisko 50 osób, z tego część po linii służbowej. Dominowało starsze pokolenie. Sam się już do niego zaliczam, ale młodszych ode mnie, którzy nie byli tam służbowo, policzyłbym na palcach i to pewnie jednej ręki. Można przyjąć, iż publika zbliżona przekrojem do tej, która ostatnio pojawiała się na spotkaniach z pp Witek i Macierewiczem, ale bardzo różna niż na spotkaniach z Zandbergiem czy Mentzenem.

Remont dumy Tarnobrzega?
Poseł Paweł Kowal liczy na program SAFE, za pomocą którego w naszej okolicy ma być rozwijany COP 2.0, bo „pieniądze ciągną pieniądze”. Wspominał o nadchodzącym remoncie Zamku Dzikowskiego, który jest dumą Tarnobrzega, po raz kolejny myląc go z kuchnią dworską. Zaznaczył, iż te spotkania to jeszcze nie jest kampania wyborcza. Zwrócił uwagę na dwójkę „wspaniałych liderów” – Renatę Butryn i Norberta Mastalerza, pochwalił też Tarnobrzeg, który daje Koalicji Obywatelskiej dużo patriotyzmu w wyborach.
Powiedział, mniej więcej to co mówię od lat, iż nasz region powinien mieć minimum dwoje posłów. Zachęcał do aktywności i dyskusji na najniższym szczeblu, żeby wobec przysłowiowej sąsiadki w windzie opowiadać o programie SAFE i wspomnianym rzekomym remoncie zamku w Dzikowie. To, w połączeniu ze środkami z centrali i wcześniejszym dobrym głosowaniem powinno przynieść oczekiwane efekty. Trzeba tylko trochę siły ducha i optymizmu.
Rok 1944 jako wzór do czystki w sądach i prokuraturach
To akurat nie jest wypowiedź posła Kowala, ale pierwsze pytanie od elektoratu. Pewien mecenas (pominę nazwisko) rozważał w jaki sposób obecna koalicja mogłaby uzyskać większość konstytucyjną, zwrócił przy tym uwagę na bardzo nieudaną kampanię Rafała Trzaskowskiego. Wskazywał na potrzebę „trzęsienia ziemi” w wymiarze sprawiedliwości, domagając się „weryfikacji 40-60% sędziów oraz 60-80% prokuratorów.
Na własną wątpliwość kto negatywnie zweryfikowanych by miał zastąpić podał przykład… roku 1944 kiedy podobna operacja jakoś się udała. Przywołał przy tym tzw. szkołę Duracza, czyli stalinowską Centralną Szkołę Prawniczą, działającą w latach 1948-1953. Wspominał przy okazji pozytywnie prokuratorów – absolwentów owej szkoły. Pytający wyraził również rozgoryczenie, iż nikt znaczący (z przeciwników politycznych) wciąż nie stanął przed sądem. Na końcu dopytywał o pieniądze na odbudowę Ukrainy, skąd je weźmiemy i sugerował aby „zaszłości” jak Wołyń przekazać historykom i iść do przodu.
Poseł Paweł Kowal odpowiedział, iż w sprawie wyborów dużo uczy się np. od Petera Magyara. Wskazał, podobnie jak na ostatnim spotkaniu partyjnym w Tarnobrzegu, na którym porównywał konserwatywne i nowoczesne Podkarpacie do niemieckiej Bawarii, iż trzeba umiejętnie łączyć w naszym regionie tradycję i otwarcie na Europę. Zachęcał do bycia z ludźmi i deklarował, iż odwiedzi każdą gminę. Wyraził przy tym nadzieję iż z 5 mandatów uda się uzyskać dodatkowe 2 na północy województwa i dodatkowy na południu. To plan minimum, ale idziemy w dobrym kierunku. Dodał, iż nie da się niczego zrobić samemu, zachęcając do aktywności, bo 70% przywódcy to jest to co dostał od innych. Do przekonywania nieprzekonanych powtórzył program SAFE i Dzików, żeby zapamiętać te dwie rzeczy.
Jeśli chodzi o inwestycje na Ukrainie poseł zapewnił, iż w polskich bankach są pieniądze do wzięcia na ten cel, z gwarancjami UE. Poruszył przy tym temat ekshumacji, iż jest ich w tej chwili aż tyle, iż nikt już o nich nie mówi. Przywołał niedawne spotkanie historyków polskich i ukraińskich na zamku w Baranowie Sandomierskim, ciesząc się, iż nie zostało utajnione, jak niektórzy się domagali.

Potrzebujemy US Army
Kolejne pytanie z sali dotyczyło pomysłu ściągnięcia w naszą okolicę US Army, żeby to u nas powstał przysłowiowy już „Fort Trump”. Że trzeba go jakoś zachęcić, bo jest łasy na pochlebstwa, jakieś honorowe obywatelstwo itp. Za tym szedłby rozwój regionu, a w tej chwili młodzież nie ma pracy i zdolności kredytowej.
Poseł Kowal zachęcał do aktywności oddolnej, wspomniał iż sam wszystkiego nie załatwi i iż ma prawo być zmęczony. Zaznaczył, iż na wewnętrznych grupach wszyscy mają pełno pomysłów, które wskazują innym do realizacji, zamiast pracować nad nimi samemu. Zachęcał przy tym marszałka województwa, żeby zamiast wydawać na krypto wydał chociaż 1/10 z tego na analizy rozwojowe. Stanął przy tym wyraźnie w obronie USA, a choćby poniekąd samego Donalda Trumpa. Stwierdził, iż Podkarpacie to najbardziej proamerykański region w Europie. Dodał, iż musimy iść jednocześnie dwoma ścieżkami i iż trzeba być pragmatycznym, bo podstawowe rzeczy idą tak jak byśmy chcieli, mimo tego co i jak Trump mówi. Opowiedział o swoich regularnych odwiedzinach w USA, gdzie co 3 miesiące spędza 4-5dni na rozmowach z kongresmanami, organizując po 6-7 spotkań dziennie, na które, ze względu na intensywność, nie bardzo ktoś chce już z nim latać.
Po zachęcie do oddolnych działań pani z rady kobiet przy Prezydencie Rzeszowa zadeklarowała, iż mogą przygotować taki wniosek, w sprawie np. honorowego obywatelstwa, albo ewentualnie w ramach Politechniki Rzeszowskiej. Chyba znów pomysły zupełnie poza kompetencjami?
Kolejne pytanie wypadło na p. Janusza.
Spodziewałem się pytania o działki nad Jeziorem, bo sporo o nich ostatnio pisał na fejsie, a parę wymienianych w tych tekstach osób było na sali. Ale okazało się, iż cel był jeszcze wyżej. Po opowieści o aferze wizowej i doświadczonych utrudnieniach ze strony konsulatu atak padł bezpośrednio na głównego gościa spotkania, który 15 miesięcy temu otrzymał komplet dokumentów w tej sprawie i według pytającego schował je do zamrażarki, zamiast realizować swój obowiązek.
Paweł Kowal odpowiedział, iż to zadanie dla prokuratury.
Odebrany głos i odpowiedź „na Berkowicza”
Chyba nikogo nie zaskoczyła na spotkaniu obecność Małgorzaty Zych.
Chyba nikogo nie zaskoczyła tematyka pytań, czyli kwestie ukraińskie, czy też banderowskie, w tym promocja banderyzmu na Ukrainie, na którą nie reagujemy.
Po dotychczasowych wystąpieniach na sesji Rady Miasta Tarnobrzega, sesjach Sejmiku Podkarpackiego, po wyrwaniu szczekaczki, po odebraniu głosu ze względu na długość i emocjonalność wypowiedzi na komisji sejmowej, chyba nikogo nie zaskoczyło odebranie głosu Małgorzacie Zych również na spotkaniu z Pawłem Kowalem. A odbyło się to po krótkiej dyskusji o kolejność pytań i odpowiedzi. Po odebraniu głosu działaczce padły brawa z sali, o dziwo nie było ich wcześniej.
Poseł Paweł Kowal w odpowiedzi przyjął poniekąd taktykę Konrada Berkowicza, czyli „już bym odpowiedział, ale Pani mi przerywa” i tak kilka razy. Ostatecznie zadeklarował odpowiedź w formie filmowej, ale mimo wszystko temat stosunków z Ukrainą został rozwinięty, po opuszczeniu sali przez Małgorzatę Zych.
Wypowiedź Pawła Kowala na temat Małgorzaty Zych była z klasą i nie wszystkim obecnym na sali się spodobała. Poseł Koalicji Obywatelskiej powiedział, iż szanuje Panią Małgorzatę, mimo iż wszyscy wiemy jak się zachowuje i wezwał żeby obecni też ją szanowali. Zachęcał, żeby dla Pani Zych mieć otwarte serce. Żeby być dobrym, choćby jeżeli ktoś mówi absurdalne rzeczy.
Witold Bochyński poruszył temat KPO, który to program jest potężnym sukcesem, ale został zupełnie spartolony w przekazach medialnych – niech chociaż ten COP 2.0. będzie relacjonowany perfekcyjnie. Co racja to racja,
Kolejna wskazówka z sali dotyczyła przygotowywania planów zagospodarowania przestrzennego, żeby mieć pod ręką nieruchomości gotowe na inwestycje, bo produkcja będzie w najbliższych czasach rozproszona, a nie będzie już wielkich zakładów w jednym miejscu jak dawniej. Dodatkowo Ukraińcy chcą przenieść z oczywistych względów część produkcji zbrojeniowej do państw NATO. W sumie już przenieśli, co widzieliśmy na niedawno opublikowanej przez Rosję „liście celów” z adresami w Mielcu czy Tarnowie włącznie.
W nich wstąpił diabeł!
To były w sumie najmocniejsze słowa spotkania. Paweł Kowal powtórzył kilkukrotnie, iż w działaczy Konfederacji i w „Koroniarzy” wstąpił diabeł. Że już nie mówią o ekshumacjach, bo te się toczą, ale o tym iż historycy polscy i ukraińscy mają inne stanowiska. Dziwne gdyby nie mieli.
Poseł nie planuje narzucać Ukraińcom jak mają nazywać swoje ulice i nie chce żeby oni narzucali podobne ograniczenia nam w Polsce.
Odniósł się do niedawnych, popularnych w sieci, zarzutów, iż ocenzurował filmowanie ekshumacji na Ukrainie. Zarzucił zwolennikom transmisji, iż sobie ubzdurali filmowanie wyciągania ciał i szczątków z grobów, iż to streaming, dziadostwo i heca, iż przecież nikt tak nie robi. Ale na szczęście znalazł się ktoś wrażliwszy (on), delikatny i znający majestat śmierci. Zarzuty cenzury określił, a jakże, jako ruską propagandę. Działaczy Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej wskazał (podobnie jak na wcześniejszym spotkaniu partyjnym w Tarnobrzegu) jako najważniejszych przeciwników politycznych na Podkarpaciu, wyznaczając, iż to głównie z nimi odbędzie się walka, wyraził przy tym obawę, iż owi nie powstrzymają się od niczego. Mimo to zachęcił, żeby np. o Małgorzacie Zych nie mówić źle, wskazał również jej pozytywy, iż jej zależy i jest niezmordowana, tyle tylko iż została zmanipulowana przez ruską propagandę.
Pragmatyzm w miejsce idei, czyli krótki komentarz własny
To co mnie zaskoczyło na spotkaniu i przez co odbieram je trochę jak wewnętrzne spotkanie partyjne z instruktarzem, to brak idei, programu, pomysłów. W ich miejsce pojawił się pragmatyzm, zmierzający do przejęcia większej władzy. Przykład: w tym okręgu musimy wskazywać na przywiązanie do tradycji, na wartości konserwatywne, bo tutaj tak trzeba. Nie obrażajmy teraz Trumpa, bo robi dla nas dobrą robotę, jaki by nie był itd. Na spotkaniach politycznych na których bywałem, zwykle dominowała idea. Może sam takie świadomie wybierałem.
Nie było nic o realizacji programu wyborczego, o 100 konkretach i pomysłach na „dowożenie”. Ani słowa o służbie zdrowia, a będzie to bardzo istotny element nadchodzącej kampanii wyborczej. Nic o zadłużeniu, a o gospodarce wyłącznie w kontekście zbrojeniówki, wojska i Ukrainy.
Wypowiedzi na temat Ukrainy były spokojne i przekonujące, dobrze je odebrałem. Bardzo pozytywnie odbieram wezwanie do szacunku i zrozumienia względem przeciwników politycznych, choćby jeżeli jednocześnie wskazywane jest ich opętanie przez diabła i ruską propagandę.
Ostatnią wypowiedź o szacunku poseł zakończył choćby franciszkańskim wezwaniem „Pokój i dobro”. W sumie po Pawle Poncyliuszu, który odmawiał z duskutantami różaniec, klęcząc na schodkach do sklepu, to kolejny nawrócony na KO pisowiec i wciąż pobożny konserwatysta. Wrzucanie akurat takich na jedynki w naszym okręgu to wspomniany pragmatyzm, jak się okazuje – skuteczny.
Trochę zaskakuje konsekwentne wskazywanie jako głównego przeciwnika nie Prawa i Sprawiedliwości, ale właśnie Konfederacji, czyli… potencjalnego koalicjanta. Kampania będzie (już jest!) interesująca.










