Spór o PGZ zasłania sedno. Polski przemysł obronny potrzebuje współpracy, nie kolejnej rewolucji

dzienniknarodowy.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: Spór o PGZ zasłania sedno. Polski przemysł obronny potrzebuje współpracy, nie kolejnej rewolucji


Dyskusja wywołana słowami Mateusza Morawieckiego o możliwej likwidacji Polskiej Grupy Zbrojeniowej została sprowadzona do prostego wyboru: bronić holdingu albo go rozwiązać. To fałszywa alternatywa. Dla Polski liczy się zdolność państwowych i prywatnych zakładów do szybkiego dostarczania wojsku uzbrojenia, rozwijania własnych technologii i zatrzymywania pieniędzy z zamówień obronnych w kraju.

Burza wokół PGZ

Jak opisuje [Defence24](https://defence24.pl/przemysl/pgz-do-likwidacji-czy-kooperacji-co-naprawde-dusi-polski-przemysl-obronny), polityczna i medialna burza zaczęła się po wypowiedzi Mateusza Morawieckiego o ewentualnej likwidacji Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Spór gwałtownie ustawił PGZ w dwóch skrajnych rolach. Dla jednych holding ma być lekarstwem na wszystkie słabości polskiej zbrojeniówki. Dla drugich stał się ich główną przyczyną.

Taki sposób rozmowy jest wygodny dla polityków, ale kilka mówi o realnych zdolnościach przemysłu. Sama forma właścicielska nie wyprodukuje amunicji, nie skróci cyklu wdrożenia i nie zapewni wojsku sprzętu na czas. Potrzebne są decyzje zakupowe, przewidywalne zamówienia, sprawne zarządzanie programami oraz podział pracy między podmiotami, które rzeczywiście mają kompetencje.

Problem większy niż jeden holding

Defence24 stawia tezę, iż żaden z kolejnych rządów nie zbudował mechanizmu pozwalającego wykorzystać potencjał całej polskiej zbrojeniówki, zarówno spółek PGZ, jak i firm prywatnych. To najważniejszy punkt tej dyskusji. Państwo przez cały czas zbyt często patrzy na sektor przez szyld właścicielski, zamiast oceniać zdolność do wykonania konkretnego zadania.

Polska potrzebuje przemysłu obronnego działającego jak jeden system. Nie oznacza to administracyjnego zlepienia wszystkich firm. Chodzi o kooperację, jasne wymagania wojska, uczciwy dostęp do zamówień i odpowiedzialność za terminy. PGZ ma zasoby, zakłady i znaczenie strategiczne. Prywatne przedsiębiorstwa wnoszą własne technologie, elastyczność oraz wyspecjalizowane zespoły. Odrzucenie którejkolwiek z tych części osłabia krajowy potencjał.

Zamówienia muszą budować polską siłę

Wydatki obronne nie mogą być oceniane wyłącznie przez liczbę podpisanych kontraktów. Liczy się także to, ile kompetencji pozostanie w Polsce po dostawie sprzętu. Serwis, części zamienne, modernizacja i rozwój konstrukcji decydują o odporności państwa podczas kryzysu. Kraj, który w każdej poważnej naprawie zależy od zagranicznego dostawcy, ma ograniczoną swobodę działania.

Nie każdy system można natychmiast wyprodukować w kraju. Realizm wymaga zakupów zagranicznych tam, gdzie polski przemysł nie ma odpowiedniej oferty lub wojsko nie może czekać. Państwo powinno jednak konsekwentnie zabiegać o udział krajowych zakładów, transfer kompetencji i zdolność utrzymania sprzętu. Inaczej wielkie pieniądze z polskiego budżetu tworzą miejsca pracy oraz wiedzę poza Polską.

Reforma zamiast likwidacyjnego hasła

PGZ nie może być chroniona przed oceną tylko dlatego, iż jest państwowa. Spółki korzystające z publicznych zamówień muszą odpowiadać za jakość, koszty i terminy. Tak samo prywatny kapitał nie powinien być automatycznie uznawany za lepszy. W obronności o wyborze partnera mają rozstrzygać bezpieczeństwo dostaw, kompetencje i interes państwa.

Likwidacja holdingu bez gotowego modelu zastępczego grozi chaosem, utratą zespołów i przerwaniem programów. Obrona obecnego układu bez głębokiej poprawy zarządzania także nie rozwiąże problemu. Polska potrzebuje trwałej polityki przemysłowej, która przetrwa zmianę rządu i połączy zamówienia wojska z rozwojem krajowej produkcji. Stawką nie jest przyszłość jednego korporacyjnego szyldu. Stawką jest swoboda Polski w chwili, gdy dostawy z zagranicy mogą zostać ograniczone, opóźnione albo podporządkowane cudzym interesom.

Źródło: Defence24

Idź do oryginalnego materiału