W ubiegłym roku turyści i Polacy zarezerwowali przez internet ponad 44 miliony noclegów, a w Krakowie, Warszawie i Trójmieście całe kamienice zmieniają się w hotele bez recepcji. Rząd chce wreszcie okiełznać rynek najmu na doby, ale własna koalicja zarzuca mu, iż projekt jest zbyt miękki. Czy mieszkańcy dostaną prawo, by bronić swoich osiedli przed turystyczną gorączką?
Rządowy projekt, przygotowany w Ministerstwie Sportu i Turystyki, ma zrównać wynajem mieszkań na doby z usługami hotelarskimi. Powstać ma centralny rejestr obiektów zakwaterowania turystycznego, a każdy, kto udostępnia lokal podróżnym, będzie musiał się w nim zgłosić, podać dane kontaktowe i spełnić wymogi bezpieczeństwa. Za działanie na dziko przewidziano kary, a obiekty, na które skarżą się sąsiedzi, będzie można z rejestru usunąć. Kłopot w tym, iż z wersji przyjętej przez rząd w połowie lipca zniknął przepis pozwalający gminom wyznaczać strefy wolne od takiego najmu. I właśnie ten brak wywołał bunt wewnątrz koalicji.
Koalicjanci chcą przeorać projekt
Zarówno Lewica, jak i Polska 2050 uznały, iż gabinet zatrzymał się w pół drogi. Wiceminister Tomasz Lewandowski z Lewicy zapowiedział poprawki, które oddałyby radom gmin prawo do ograniczania najmu na doby na wskazanym terenie lub w określonym czasie, a wspólnotom mieszkaniowym pozwoliłyby zakazać go w konkretnym budynku. Polska 2050 poszła jeszcze dalej. Ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, zgłaszając zdania odrębne, nazwała rządowy dokument najgorszą ustawą, jaka wyszła z tego gabinetu, i domaga się dla samorządów prawa do tworzenia stref wolnych od Airbnb.
Model berliński u bram
W tle sporu przewija się doświadczenie innych europejskich metropolii. Zwolennicy ograniczeń przywołują Berlin, gdzie właściciel może wynajmować mieszkanie turystom tylko przez ograniczoną liczbę dni w roku. Chodzi o to, by lokale nie znikały bezpowrotnie z puli mieszkań dla stałych najemców. Przeciwnicy, na czele z Pauliną Hennig-Kloską, ostrzegają jednak, iż zbyt ostre regulacje potrafią podbić czynsze, i wskazują na Chorwację jako przykład skutków ubocznych.
Cichy sojusznik po drugiej stronie
Ponieważ w samej koalicji brakuje zgody, najważniejsze może się okazać zachowanie opozycji. Za oddaniem samorządom realnych kompetencji opowiada się między innymi poseł PiS Piotr Uściński, co otwiera nietypowy scenariusz: przepisy wzmacniające gminy mogłyby przejść głosami, które zwykle stoją po przeciwnych stronach sali. To na razie polityczna prognoza, a nie przesądzony układ, ale sam fakt, iż taki mariaż bywa rozważany, pokazuje skalę zamieszania wokół ustawy.
Kto jeszcze mieszka w centrum
Za suchymi przepisami kryje się realny problem polskich miast. Ponad 44 miliony zarezerwowanych online noclegów w skali roku i około sześćdziesięciu pięciu tysięcy mieszkań krążących w obiegu turystycznym w największych ośrodkach to nie abstrakcja. To klatki schodowe, w których zamiast sąsiadów pojawiają się walizki, i kamienice, gdzie stawki najmu odrywają się od możliwości młodych rodzin. Kraków, który w ubiegłym roku zanotował kilkunastoprocentowy wzrost rezerwacji, stał się symbolem tego napięcia. Pytanie, które rozstrzygnie się w Sejmie, brzmi więc prościej niż język samej ustawy: czyje ma być miasto, mieszkańców czy przyjezdnych z doby na dobę.
Źródło: WP Wiadomości











![Odpust św. Anny w Kamiance. "Największy w powiecie!" [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/collage_37-1.jpg)