AfD idzie po władzę w Niemczech. Nie mam co do tego większych wątpliwości. Wcale nie dlatego, iż jest taka dobra. Powodem jest to, iż partie starego establishmentu całkowicie się skompromitowały realizując politykę odklejeńców z Brukseli.
CDU i SPD są po prostu całkowicie niewiarygodne i powszechnie uważane za formacje prowojenne. Dzisiejsze AfD jest w wielkim skrócie dla mnie przedwczorajszym CDU. Alternatywa dla Niemiec (AfD), w nowym sondażu notuje 45 proc. poparcia, jest najsilniejszą partią we wschodnich landach Niemiec. Jak się nic nie zmieni to tam będzie rządzić samodzielnie lub wraz z lewicowymi suwerenistami z Sojuszu Sahry Wagenknecht. Polityka Niemiec zostanie skorygowana, ale żadnych radykalnych i rychłych zmian kulturowych tam nie będzie. Takie procesy realizowane są długofalowo.
Przyjmuję wyborcze wyniki AfD jako fakt. Nie wolno ulegać emocjom i szantażowi mediów, trzeba analizować. Alternatywa dla Niemiec jest normalną europejską partią polityczną. Nie składa się z aniołów świetlistych ani stronników Lucyfera. Jest typową partią suwerenistyczną z niewielkimi elementami niemieckiego nacjonalizmu. Istnieje w niej oczywiście nurt rewizjonistyczno-nostalgiczny, ale jest on stosunkowo slaby. Demonizują go media lewackie i liberalne. Pisanie o AfD jako o kontynuacji NSDAP jest zupełnie niepoważne. To równie absurdalne twierdzenie jak te, iż PiS jest nacjonalistyczny i prorosyjski. Uwierzyć mogą w to, tylko utrzymankowie starego Georga Sorosa i odmóżdżone wyznawczynie KOD-u.
Pisanie o AfD jako formacji antysemickiej pozostało bardziej głupie. Ze względu na ilość muzułmanów w Europie AfD jest raczej proizraelska. Taki jest w tej chwili trend. Jest również trumpistowska, co wyklucza antyizraelizm. To nie jest wyjątek na naszym kontynencie. Takie są centro-narodowe formacje w całej Europie na czele z Francją, Anglią, Holandią i Austrią. Warto odnotować, iż izraelska partia Likud, kierowana przez Benjamina Netanjahu, została w 2025 przyjęta jako członek obserwator do europejskiego sojuszu prawicowych partii politycznych „Patrioci dla Europy”. Tym samym stała się sojusznikiem Krzysztofa Bosaka i jego Ruchu Narodowego.
Zachowajmy umiar i spokój. Nie należy szukać niemieckich wojaków w pikielhaubach wokół osiedlowego Lidla. Na dzisiaj Alternatywa dla Niemiec nie jest zagrożeniem dla Polski. W jej programie nie ma zapisanych żadnych antypolskich elementów. Wypowiedzi jakiś polityków tej formacji nie odzwierciedlają programu AfD. Dokładnie tak jak wypowiedzi Przemysława Czernka nie sprawią, iż PiS stanie się realnie antyukraiński.
Formacja ta może choćby odegrać pozytywną rolę dla nas Polaków. Dlatego, iż rządy AfD mogą spowodować dalszy rozkład pomysłu europejskiego superpaństwa, zaś rządy tej formacji mogą być elementem normalizacji stosunków z Federacją Rosyjską czy Białorusią. O najważniejszym aspekcie dla Polski napisze na końcu tekstu.
Rok temu w Cedyni podczas III Zjazdu Klubów Myśli Polskiej rozmawiałem z wpływowym w AfD asystentem posła Götza Frömminga Adamem Gołkonttem. Dodam, iż jest on przewodniczącym sekcji współpracy polsko-niemieckiej w tej formacji. Wyartykułował kwestie, które nas mogą łączyć z AfD. Nie sposób odmówić było mu w wielu sprawach całkowitej racji. Nie do końca mnie przekonał, ale uważam, iż warto a choćby należy rozmawiać.
Premier Donald Tusk stwierdził, iż „w Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z triumfu AfD w Niemczech”. Spodziewając się uderzenia po raz kolejny ze strony PiS-istów dziadkiem z Wehrmachtu wypowiedział te głupawe zdanie. Kiedyś w bezrozumnym amoku sugerował, ze prezydent USA Donald Trump został wręcz zwerbowany przez rosyjskie. Potem Donald Trump został prezydentem USA. Dużo nas Polaków to kosztowało. Za serię idiotycznych wypowiedzi o Alicji Weidel i Alternatywie dla Niemiec też zapłacimy. Tusk ze swoimi tezami zostanie, tak jakby mógł zostać Himilsbach z angielskim – gdyby był mniej zapobiegliwy.
Ze strony niemieckiej – a adekwatnie „niemieckiej” – widzę dzisiaj inne zagrożenia, niż nacjonalizm, nazizm i szowinizm. Zagrożeniem jest wielobarwna i wielonurtowa ideologia płynąca z „niemieckich” fundacji, które wspierają wszelakie ruchy rozkładowe i antytradycjonalistyczne w naszym kraju – od ekologizmu, przez feminizm i obłędnie pojmowaną równość po jawną rusofobię. Ale te fundacje najczęściej jak wykazała Monika Karbowska mają korzenie w USA. Bo anglosaski i szerzej korporacyjny globalizm nie przewiduje w Europie żadnych państw narodowych – ani Polski, ani Niemiec.
Nie oznacza to oczywiście tego, iż kwestia niemiecka powinna być odpuszczona przez nasze środowisko. Jesteśmy endekami – uczniami Romana Dmowskiego – i doskonale rozumiemy sprawę niemiecką. Berlin w dalszym ciągu jest w nieporównywalnie w lepszym położeniu ekonomicznym, niż Warszawa. Powinniśmy obserwować, analizować i wyciągać wnioski. Ale nie wolno ulegać oszołomskiemu i mocno szkodliwemu szantażowi, który został wymyślony przez speców od kreacji polityki działającej na korzyść Anglosasów. Nie jest przypadkiem, iż najpierw PiS, a potem KO straszą nas Rosją i Niemcami milcząc o wrogu realnym.
Najgorszym rozwiązaniem jest silne związanie Berlina i Kijowa. Znienawidzona na dzisiaj przez władze na Ukrainie Alternatywa dla Niemiec może zapobiec temu niebezpiecznemu dla Polski scenariuszowi.
Łukasz Jastrzębski















