W polityce są takie momenty, gdy liczby mówią więcej o emocjach niż o realnej sile. Najnowszy sondaż IBRiS dla Wirtualnej Polski, pytający Polaków o to, kto powinien przejąć stery w Prawie i Sprawiedliwości po Jarosławie Kaczyńskim, jest właśnie tego rodzaju papierkiem lakmusowym. Oficjalnie – to badanie o przyszłości największej partii opozycyjnej. Nieoficjalnie – wygląda jak „sondaż na otarcie łez” dla Mateusza Morawieckiego.
Bo choć prezes PiS wciąż trzyma partię żelazną ręką i nic nie wskazuje na jego rychłe odejście, polityczna wyobraźnia już pracuje. „Moment sukcesji jest nieuchronny” – słyszymy od lat. Tym razem jednak dostaliśmy coś więcej niż spekulacje: twarde dane.
Respondenci zapytani, „kto ma największe szanse na objęcie funkcji prezesa PiS po ustąpieniu Jarosława Kaczyńskiego”, wskazali przede wszystkim na byłego premiera. Mateusz Morawiecki zdobył 34,4 proc. wskazań, deklasując rywali. Drugi Przemysław Czarnek uzyskał 16,3 proc., a trzeci Mariusz Błaszczak – zaledwie 5,6 proc.
Różnice są tak wyraźne, iż aż podejrzane. „To nie jest zwykła przewaga. To jest polityczny sygnał: Morawiecki ma wciąż społeczną rozpoznawalność i wizerunek lidera” – komentuje jeden z politologów. Ale czy to rzeczywiście zapowiedź przyszłego przywództwa, czy raczej psychologiczne wsparcie dla polityka, który po utracie funkcji premiera i wyborczej porażce znalazł się w defensywie?
W PiS nie brakuje sceptyków. „Sondaże to jedno, realna władza w partii to drugie” – mówi anonimowo poseł obozu prawicy. „Morawiecki jest popularny medialnie, ale struktury? One nie zawsze idą za nim”.
Warto zwrócić uwagę na wynik Przemysława Czarnka. 16,3 proc. to rezultat skromny, ale stabilny. Czarnek od dawna buduje wizerunek ideowego twardziela i rzecznika konserwatywnego skrzydła PiS. „To kandydat dla tych, którzy chcą powrotu do wyrazistej, tożsamościowej polityki” – słyszymy. Jednak dystans do Morawieckiego pokazuje, iż Polacy – przynajmniej w deklaracjach – wolą technokratę niż ideologa.
Jeszcze ciekawszy jest jednak „fatalny wynik byłego prezydenta”. Andrzej Duda, przez lata twarz obozu władzy, zdobył zaledwie 4,5 proc. wskazań. To polityczny epilog, który brzmi niemal brutalnie. „Duda nie jest dziś postrzegany jako lider, ale jako postać z przeszłości” – komentuje jeden z ekspertów od wizerunku.
Dalej na liście pojawiają się nazwiska drugiego szeregu: Tobiasz Bocheński (2,7 proc.) i Dominik Tarczyński (2,4 proc.). Aż 31,1 proc. badanych nie ma zdania. To być może najważniejsza liczba całego badania. Pokazuje bowiem, iż dla niemal jednej trzeciej Polaków PiS nie ma dziś czytelnego następcy Kaczyńskiego.
Dlatego właśnie ten sondaż można czytać jako emocjonalny balsam dla Morawieckiego. „To badanie bardziej o wizerunku niż o realnej sukcesji” – mówi jeden z byłych współpracowników prezesa PiS. „Pokazuje, kto najlepiej wygląda w oczach opinii publicznej, niekoniecznie kto wygra wewnętrzną grę”.
A jednak polityka to nie tylko gabinety i partyjne zarządy. To także narracje. A narracja płynąca z tego sondażu jest prosta: jeżeli PiS ma mieć twarz po Kaczyńskim, to dziś najczęściej wyobrażamy ją sobie jako twarz Mateusza Morawieckiego.
Czy to wystarczy, by przejąć stery? Niekoniecznie. Ale w czasach, gdy w partii narasta niepewność, choćby „sondaż na otarcie łez” może być pierwszym krokiem do powrotu do gry.

2 godzin temu





