Sojusznik z NATO pyta o polskie MiG-29 obiecane Ukrainie

dzienniknarodowy.pl 5 godzin temu
Zdjęcie: Sojusznik z NATO pyta o polskie MiG-29 obiecane Ukrainie


Polskie myśliwce MiG-29, które Warszawa szykuje dla broniącej się Ukrainy, niespodziewanie stały się obiektem pożądania także wewnątrz NATO. Wiceszef MON Paweł Zalewski ujawnił, iż o poradzieckie maszyny dopytuje jeden z sojuszników, choć nie chciał zdradzić który. Czy Polska odda cenny sprzęt w geście dobrej woli, czy zażąda czegoś w zamian?

Sprawa wyszła na jaw w rozmowie wiceministra obrony Pawła Zalewskiego z Radiem ZET. Polityk potwierdził, iż do Warszawy wpłynęło zapytanie od jednego z państw sojuszu atlantyckiego dotyczące myśliwców MiG-29 z polskich zasobów. Zastrzegł, iż nie poda nazwy zainteresowanego kraju, a resort obrony ograniczył się do komunikatu, iż na tym etapie nie ujawnia szczegółów. najważniejsze jest jednak co innego: mimo zewnętrznego zainteresowania Polska przez cały czas zamierza przekazać te samoloty Ukrainie.

Trop prowadzi do Sofii

Choć wiceminister milczy, komentatorzy gwałtownie wskazali najbardziej prawdopodobnego pretendenta. Poza Polską poradzieckie MiG-i w lotnictwie sojuszu utrzymuje już tylko Bułgaria, co czyni ją naturalnym kandydatem. Sofia dysponuje kilkunastoma maszynami tego typu, z których sprawna jest ledwie garstka, a europejskie sankcje odcięły Bułgarów od rosyjskich części zamiennych. Kraj wymienia flotę na amerykańskie F-16V, ale zanim nowe samoloty w pełni wejdą do służby, każdy działający MiG bywa na wagę złota. To wciąż jednak medialna hipoteza, a nie oficjalne potwierdzenie.

Samoloty w kiepskiej kondycji

Zainteresowanie sojusznika jest o tyle zaskakujące, iż stan polskich MiG-ów pozostawia wiele do życzenia. Jesienią 2025 roku ukraińscy specjaliści zbadali czternaście maszyn, które Warszawa rozważała oddać, i ocenili ich kondycję jako niezadowalającą. Usterki dotyczyły między innymi podwozia, a dopuszczenie samolotów do walki wymagałoby gruntownego remontu. Pierwotnie mowa była o przekazaniu Kijowowi dziewięciu egzemplarzy. Przedmiotem gry jest więc sprzęt u schyłku żywotności, a nie nowoczesna broń, co dodatkowo komplikuje kalkulację, komu i na jakich warunkach go oddać.

Coś za coś

Za kulisami toczy się bowiem twardy handel. Przekazanie myśliwców wiązano z dostępem do ukraińskich technologii, przede wszystkim dronowych, w których armia broniąca się przed Rosją zdobyła realne doświadczenie bojowe. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zaznaczył w połowie lipca, iż Polska jest gotowa pomóc w modernizacji ukraińskich MiG-ów, ale koszty powinna wziąć na siebie strona ukraińska lub jej sojusznicy. Innymi słowy, Warszawa nie chce rozdawać sprzętu odruchowo, tylko szuka wymiernego zwrotu.

Wyprzedaż czy porządki w hangarze

Cała sprawa wpisuje się w szerszą wymianę pokoleniową polskiego lotnictwa. MiG-29 to relikt czasów Układu Warszawskiego, a jego miejsce zajmują koreańskie FA-50 i amerykańskie F-35. Z tej perspektywy pozbywanie się starych maszyn jest naturalne, o ile odbywa się z korzyścią dla kraju. Rodzi się jednak pytanie, czy oddawanie sprzętu, o który dopytują sojusznicy, a który potrzebny jest także walczącemu Kijowowi, nie stanie się kolejnym sprawdzianem tego, czy potrafimy grać własnymi atutami, zamiast rozdawać je pod presją.

Źródło: Kresy.pl

Idź do oryginalnego materiału