Po co w ogóle miałby powstać Sobiborski Park Narodowy? Jak wyjaśniłby Pan to mieszkańcom, którzy nie znają szczegółów tej sprawy?Krzysztof Gorczyca: Parki narodowe powstają w miejscach najcenniejszych przyrodniczo, a Lasy Sobiborskie są jednym z najbogatszych przyrodniczo fragmentów wschodniej Polski. O parku narodowym na tym terenie mówi się od dziesięcioleci, bo występuje tu niezwykłe nagromadzenie rzadkich i chronionych gatunków roślin, zwierząt oraz cennych siedlisk. Szczególnie ważne są bardzo zróżnicowane tereny wilgotne stanowiące prawie połowę obszaru. Mokradła pełnią też inną ważna rolę: magazynują wodę, co wobec zmian klimatu, kiedy coraz częściej zmagamy się z suszą ma coraz większe znaczenie, także dla ludzi, szczególnie dla rolnictwa. Dziś część tych terenów nie ma wystarczającej ochrony, a gospodarka leśna i wodna powinna być prowadzona tak, by nie osuszać najcenniejszych obszarów. Z drugiej strony doświadczenia z innych regionów pokazują, iż parki narodowe są impulsem rozwojowym dla regionu. A sobiborskie gminy od lat tracą mieszkańców i miejsca
pracy.Czyli Pana zdaniem powstanie Sobiborskiego Parku Narodowego mogłoby ożywić lokalną gospodarkę?Tak, choć nie należy obiecywać, iż sam park rozwiąże wszystkie problemy. Nie będzie tak, iż z dnia na dzień powstanie turystyczny raj i wszyscy na tym zarobią. Ale doświadczenia z innych miejsc w Polsce i Europie pokazują, iż gminy i miejscowości związane z parkami narodowymi więcej zyskują, niż tracą. Park może przyciągać turystów, nowe inwestycje w usługi, gastronomię, noclegi, infrastrukturę i promocję regionu. W debacie pojawiają się głosy, iż park doprowadzi do upadku miejscowości, ale nikt jakoś nie potrafi wskazać przykładu, gdzie po powstaniu parku narodowego jakaś gmina wymarła czy zbiedniała. Wśród mieszkańców pojawia się wiele wersji dotyczących obszaru parku. Mówi się o 10-11 tysiącach hektarów, o 19 tysiącach, czasem choćby o większych liczbach. Jaki teren miałby wejść w granice parku?Obecna propozycja wyjściowa zakładała około 19 tysięcy hektarów, ale już dziś wiadomo, iż ten obszar powinien zostać zmniejszony. Mówimy głównie o terenach w gminach: Wola Uhruska, Włodawa i Hańsk, z niewielkimi fragmentami miasta Włodawa oraz doliny Włodawki w okolicach Suchawy w gminie Wyryki. Trzeba jednak jasno powiedzieć, iż to nie jest ostateczna mapa, tylko propozycja do rozmowy. Krążące informacje o 40 tysiącach hektarów ochrony ścisłej są nieprawdziwe, bo nikt takiego parku ani takiego obszaru ochrony ścisłej nie proponował.Czy w granice parku miałyby wejść prywatne grunty, pola, siedliska albo fragmenty miejscowości?Co do zasady nie. W przedstawionej propozycji nie ma miejscowości ani terenów zabudowanych. Nie ma też prywatnych lasów ani pól w granicach parku. Park miałby obejmować przede wszystkim grunty Skarbu Państwa zarządzane w tej chwili przez Lasy Państwowe. Pojawia się tylko kilka bardzo cennych fragmentów prywatnych albo wspólnotowych łąk, po kilkadziesiąt hektarów, które można byłoby zaproponować właścicielom do włączenia, ale wyłącznie za ich zgodą. Czyli granice parku mogą być przedmiotem negocjacji?Tak, i powinny być. W obecnym stanie prawnym park narodowy nie może powstać bez uzgodnienia z samorządami, dlatego rady gmin mają bardzo silną pozycję. Granice trzeba wypracować tak, żeby chronić najcenniejsze przyrodniczo miejsca, ale jednocześnie ograniczyć uciążliwości dla mieszkańców. Naszym zdaniem ważne jest też, aby Nadleśnictwo Sobibór mogło dalej funkcjonować, choć zarządzałoby mniejszym terenem. Dlatego mówimy o procesie, w którym mapa powinna być korygowana po rozmowach z mieszkańcami i samorzą
dami.Strona rządowa w odpowiedzi na interpelację stwierdziła, iż nie prowadzi prac nad utworzeniem parku, nie ma dokumentacji ani analiz społecznych i gospodarczych. Kto więc w tej chwili prowadzi tę inicjatywę?Ministerstwo nie prowadzi formalnych prac, bo projekt nie pozostało na tym etapie. Teraz trwa lokalna dyskusja nad propozycją przygotowaną przez stronę społeczną, pozarządową i naukową. Chodzi o to, żeby najpierw sprawdzić, czy na miejscu da się wypracować taki kształt parku, który miałby akceptację mieszkańców i samorządów. Dopiero jeżeli to się uda, temat może trafić do ministerstwa i wtedy przyjdzie czas na formalne analizy społeczne, gospodarcze i prawne, a potem decyzje. Część mieszkańców ma poczucie, iż projekt idzie z zewnątrz i iż rozmawia się z ekspertami czy samorządami, a dopiero później z ludźmi...Rozumiem takie obawy, dlatego właśnie lokalna debata odbywa się przed rozpoczęciem formalnej procedury. Już w 2023 roku były organizowane spotkania, w tym spotkania dla samorządowców i otwarte spotkania dla wszystkich zainteresowanych. W ostatnim czasie prowadzimy też rozmowy bezpośrednie z mieszkańcami w miejscowościach, z różnymi grupami i środowiskami. Celem jest to, żeby projekt nie był narzucony z góry, tylko żeby mieszkańcy mogli powiedzieć, czego się obawiają i jakie warunki musiałyby zostać speł
nione.Jakie organizacje stoją za tą propozycją?Obecnie są to przede wszystkim dwa stowarzyszenia: Towarzystwo dla Natury i Człowieka działające w tej okolicy od 25 lat oraz Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków. To one prowadzą działania informacyjne i rozmowy dotyczące propozycji utworzenia Sobiborskiego Parku
Narodowego.Jeżeli chodzi o finansowanie projektu, zwłaszcza zagraniczne granty. Skąd pochodzą pieniądze na te działania?Organizacje pozarządowe działają tak, iż pozyskują środki, zgłaszając swoje pomysły w konkursach różnych instytucji. To nie instytucje finansujące stoją za pomysłem. Część działań była finansowana ze środków Unii Europejskiej, a Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków prowadzi swoje prace dzięki współfinansowaniu brytyjskiego Royal Society for the Protection of Birds, które pozyskało środki z amerykańskiej Wyss Foundation. To fundacja wspierająca ochronę cennych przyrodniczo miejsc w różnych częściach świata. Rozumiem, iż temat finansowania budzi emocje, ale dla mieszkańców najważniejsze jest nie to, skąd pochodzi ten czy inny grant na przygotowanie propozycji, tylko to czy sam projekt jest korzystny i jak wpłynie na codzienne ż
ycie.Jedną z najczęstszych obaw mieszkańców jest dostęp do lasu. Czy po utworzeniu parku przez cały czas będzie można chodzić na grzyby, jagody, spacery, nad jeziora czy z psem do lasu?To jest najczęstsza i bardzo ważna obawa. Nasza propozycja jest taka, żeby poza obszarami ochrony ścisłej mieszkańcy mogli korzystać z lasu, zbierać grzyby, jagody i runo leśne na zasadach możliwie zbliżonych do obecnych. Przyrodniczo nie jest to główne zagrożenie, przed którym park miałby chronić. Najpewniejszym rozwiązaniem byłoby też pozostawienie poza granicami parku części lasów najczęściej wykorzystywanych przez mieszkańców do zbiorów i codziennego korzystania. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, iż ostateczne zasady nie zależą od nas, dlatego mieszkańcy i samorządy powinni domagać się wpisania tych praw do dokumentó
w.Czyli dostęp do lasu również powinien być przedmiotem negocjacji?Tak. Ostateczne decyzje powinny określać, gdzie i na jakich zasadach mieszkańcy mogą korzystać z lasu. Uważam, iż taki dostęp powinien zostać zachowany w możliwie szerokim zakresie. Sam nie mógłbym poprzeć takiego kształtu parku, który odbierałby ludziom możliwość zbierania grzybów czy jagód, bo wiem, iż dla mieszkańców ma to duże znaczenie praktyczne i
emocjonalne.Mieszkańcy słyszą różne zapewnienia o „otwartym parku”. Czy można je traktować jako obietnice?Nie nazwałbym tego obietnicami, bo nikt z organizacji społecznych nie ma władzy, żeby komukolwiek coś zagwarantować. Możemy mówić, jaki park naszym zdaniem powinien powstać i o jaki kształt warto wspólnie zabiegać. jeżeli taki model nie będzie możliwy, to park nie powinien powstać. Trzeba też jasno powiedzieć, iż park zawsze oznacza pewne ograniczenia: mniej pozyskania drewna, obszary ochrony ścisłej i miejsca, gdzie ruch będzie ograniczony. Chodzi o to, by te ograniczenia były rozsądne i nie uderzały niepotrzebnie w codzienne życie mieszkańców, a korzyści gospodarcze były większe niż skutki tych ograniczeń. Czy zasady dotyczące dostępu do lasu, zbioru runa czy korzystania z dróg można zapisać na piśmie?Należy to zrobić najmocniej, jak pozwala prawo. Takie zasady powinny być wpisywane we wszystkie możliwe dokumenty powstające przed utworzeniem parku: uzgodnienia, ustawę sejmową, rozporządzenie Rady Ministrów i późniejsze plany ochrony. Trzeba do tego zaangażować prawników, aby prawa mieszkańców były zabezpieczone nie tylko deklaracją, ale formalnymi zapisami. To powinien być jeden z warunków stawianych przez samorzą
dy.Czyli ostatecznie najważniejsze będzie stanowisko samorządów, wynikające z oczekiwań mieszkańców?Dokładnie tak. Nasza rola polega na przedstawieniu propozycji i otwarciu dyskusji. Decyzje podejmują organy, które mają do tego uprawnienia. Samorządy mają tu bardzo duże znaczenie i powinny formułować swoje stanowisko na podstawie głosu mieszkańców. To nie jest tak, iż organizacje społeczne narysują mapę i ta mapa stanie się obowiązującym prawem. To co teraz robimy stanowi jedynie punkt wyjścia do realnych ustaleń o kształcie
SPN.Czy park może powstać bez zgody mieszkańców i samorządów?W aktualnym stanie prawnym park nie może powstać bez uzgodnienia z samorządami. To dość unikalne w skali świat rozwiązanie. Tak jest od 25 lat – wcześniej samorządy nie miały prawa weta. O ile to prawo się nie zmieni, to jeżeli nie będzie lokalnej zgody, projekt nie pójdzie
dalej.Kolejna obawa dotyczy miejsc pracy: nadleśnictwa, zakładów usług leśnych, transportu drewna, tartaków...Park nie oznacza automatycznie likwidacji określonej liczby miejsc pracy, ale trzeba uczciwie powiedzieć, iż część obecnego modelu gospodarki leśnej uległaby zmianie. Warto jednak zauważyć, iż miejsc pracy w leśnictwie już dziś znacznie ubywa z powodu mechanizacji prac. Warto też pamiętać, iż co roku prowadzone są przetargi i lokalne firmy nie mają żadnej gwarancji wygranej – w niektórych nadleśnictwach zostały już wyparte przez podmioty z zewnątrz. Park narodowy też tworzy nowe miejsca pracy: bezpośrednio w samej administracji parku, w edukacji, przy budowie i utrzymaniu ścieżek, platform, infrastruktury turystycznej, przy czynnej ochronie przyrody, gospodarce leśnej, którą w parku realizuje się w większym stopniu manualnie, a mniejszym maszynowo. Marka parku, będąca uznanym znakiem jakości, jego promocja oraz istnienie infrastruktury do zwiedzania, sprawia, iż powstają miejsca pracy w usługach, gastronomii, noclegach i obsłudze ruchu turystycznego. Bilans może być zdecydowanie dodatni, ale powinien zostać dokładnie
policzony.Gadożer to skrajnie rzadki, krytycznie zagrożony na terenie kraju ptak drapieżny. W Lasach Sobiborskich bytuje do trzech jego par, co stanowi ponad połowę całej polskiej populacji lę
gowej.Czy są wyliczenia, jaki byłby bilans miejsc pracy po powstaniu SPN?Takie dokładne wyliczenia powinny powstać na etapie formalnych prac, przed podjęciem decyzji. Nie wolno ani straszyć masową utratą pracy, ani udawać, iż nie będzie żadnych zmian. Mówimy o kilkudziesięciu miejscach pracy bezpośrednio związanych z zakładami usług leśnych, w regionie, w którym mieszka kilkanaście tysięcy osób. Każde miejsce pracy jest ważne, ale trzeba zachować proporcje. Z doświadczeń innych parków wynika, iż park często tworzy więcej możliwości, niż odbiera, choć nie dzieje się to
natychmiast.Czy jest pomysł, jak pomóc osobom, które mogłyby stracić pracę wskutek zmian?Takie działania i tak będą potrzebne, niezależnie od parku, bo obecny model gospodarki leśnej także nie gwarantuje zatrudnienia na stałe. Region już dziś się wyludnia, a ludzie wyjeżdżają za pracą. Parki narodowe najsprawniej pozyskują środki na inwestycje w infrastrukturę turystyczną, na czynną ochronę przyrody i edukację, a to generuje zlecenia dla lokalnych firm i mieszkańców. Trzeba jednak przygotować konkretne rozwiązania: szkolenia, przekwalifikowanie, wsparcie dla lokalnych przedsiębiorców i takie planowanie inwestycji, żeby jak najwięcej pracy zostawało na
miejscu.Co z pracownikami nadleśnictwa?To osobna grupa i ich obawy są po części zrozumiałe. Lasy Państwowe znane są z wyjątkowo wysokich, jak na lokalne warunki, wynagrodzeń – średnia pensja w Lasach to ok. 160% średniej w polskiej gospodarce. W parkach takich kokosów nie ma, a w regionie wiele osób zarabia w okolicach minimalnej płacy. Trzeba jednak pamiętać, iż tworzenie parku byłoby procesem rozłożonym na lata, a nie nagłą zmianą z dnia na dzień. Część osób mogłaby przejść do pracy w parku, część pozostać w mniejszym nadleśnictwie, część w naturalny sposób odejść na emeryturę. To wymaga spokojnego zaplanowania, a nie działania w trybie
szoku.Mieszkańcy pytają też o właścicieli ziemi, rolników i osoby, które chciałyby budować domy. Czy park może ograniczyć zabudowę albo rozwój gospodarstw?Park trzeba zaprojektować tak, żeby tereny przeznaczone pod zabudowę, gospodarstwa, pola i typowe grunty rolne nie znalazły się ani w parku, ani najlepiej w jego otulinie. Wtedy park nie będzie miał wpływu na codzienne decyzje właścicieli działek. Dyrektor parku ma ograniczony wpływ na planowanie przestrzenne w otulinie, dlatego sama otulina powinna być negocjowana bardzo ostrożnie. Warto pamiętać, iż przed ewentualnym powstaniem parku gminy i tak muszą uchwalić Plany Ogólne, określające gdzie i co wolno budować. W naszej propozycji praktycznie nie ma terenów mieszkalnych ani pół uprawnych i tak powinno zostać.Pojawia się też temat subwencji ekologicznej. Jakie pieniądze mogłyby trafić do gmin?Przy wyjściowym obszarze parku (ok. 19 tys. ha) mówimy o ok. 12 mln zł rocznie dla gmin, z tego ok 5,8 mln zł dla gminy Włodawa i po ok. 3 mln dla Hańska i Woli Uhruskiej, czyli 10-12% obecnych budżetów. Kilka milionów otrzymałoby też starostwo. Kwotę tę zmniejszyłyby utrata subwencji za park krajobrazowy, ale są to dużo mniejsze sumy. Dokładne wartości zależą jednak od ostatecznych granic parku, a te na pewno ulegną zmniejszeniu. Czy te pieniądze są gwarantowane? Część mieszkańców obawia się, iż subwencja może zostać kiedyś zmniejszona albo
zlikwidowana.Subwencję ekologiczną gwarantuje ustawa, więc nie jest uznaniową decyzją jednego urzędnika. Oczywiście każdą ustawę można zmienić, ale to wymaga pełnej procedury parlamentarnej i podpisu prezydenta. W ten sam sposób można zmieniać każde prawo, którym się dziś posługujemy.W czym przeciwnicy albo sceptycy parku mają rację? Czy któreś obawy są uzasadnione?Trzeba odróżnić faktyczne obawy mieszkańców od licznych dezinformacji służących budowaniu atmosfery strachu i lansowaniu na tym polityków. Obawy o dostęp do lasu czy przyszłość firm leśnych są zrozumiałe i trzeba je potraktować poważnie. Kwestie gospodarcze trzeba policzyć, opisać i przełożyć na konkretne zapisy. Natomiast opowieści o 40 tysiącach hektarów ochrony ścisłej, zakazie grillowania na podwórku, koszenia łąk, budowy domów czy o tym, iż parki doprowadzają do wymarcia miejscowości, są gołosłownym straszeniem. Najważniejsze jest takie wynegocjowanie granic i zasad, żeby mieszkańcy mieli możliwie największe bezpieczeństwo prawne i praktyczne. Co warto podkreślić na koniec?Obszary chronione są potrzebne przyrodzie, która tak lokalnie, jak i globalnie, jest poważnie zagrożona. Potrzebuje trochę miejsca. W Polsce mamy takich obszarów bardzo mało na tle Europy. Lasy Sobiborskie dla wielu ginących gatunków mają najważniejsze znaczenie. Ten park może też być użyteczny dla ludzi – jego głównym celem jest ochrona mokradeł czyli zatrzymywanie wody i ograniczanie skutków suszy. To sprawy, które będą miały coraz większe znaczenie dla całego regionu. W sąsiedztwie parków żyje w Polsce kilkaset tysięcy osób. W Europie, gdzie parki zajmują większy procent powierzchni, jest to wiele milionów osób. To nie są getta biedy i zacofania. Wręcz przeciwnie. Są ważnym elementem lokalnej gospodarki.