Śmietnikowy problem na osiedlu „E”, którego nie da się rozwiązać. Ludzie się boją, a radny chce edukować mieszkańców przez megafony

2 godzin temu

Jest problem z odpadami na osiedlu „E”. Zalegają przy szeregowcach, a mieszkańcy boją się zeznawać przeciwko podrzucającym śmieci. Chodzi o 4 altany śmietnikowe, które są dzierżawione przez wspólnoty mieszkaniowe. Od dłuższego czasu mieszkańcy informują o ciągle zalegających tam odpadach. Temat pojawił się na komisji Rady Miasta Tychy. Tam urzędnicy przyznali wprost, iż mieszkańcy boją się zeznawać przeciwko podrzucającym odpady, choć to nie jedyny problem na tym terenie – adekwatnie praktycznie wszystko tam jest problemem – od monitoringu i jego instalacji po wymianę zamków już w istniejących altanach śmietnikowych. Jeden z radnych zaproponował, żeby edukować mieszkańców przez megafon na temat segregacji odpadów. „Może to jest takie miejsce, które po prostu jest słabo edukowalne i trzeba zastosować inną metodę” – przekonywał do swojego pomysłu radny Maciej Jędrzejko z Koalicji Obywatelskiej.

Chodzi o tzw. szeregowce przy ulicach Elfów, Einsteina, Estkowskiego oraz Grota-Roweckiego. Za odpady i wiaty odpowiadają tam Wspólnoty mieszkaniowe zarządzane przez Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych. MZBM pełni tam rolę podnajętego przez Wspólnoty administratora.

„Przy ciągu Drogi Elfów mamy tam, może już nie plagę, bo współpracujemy i z Strażą Miejską, i robimy fotopułapki, i rozgłaśniamy to mieszkańcom, żeby w okresie zimowym czy nocnym gdzieś tam bacznie obserwować, bo zdarzają się dość duże podrzucania, szczególnie materiałów pobudowlanych przez małe firmy” – tłumaczył Robert Klefas, kierownik Rejonu Obsługi Mieszkańców nr 4 w Miejskim Zarządzie Budynków Mieszkalnych w Tychach.

Zdaniem MZBM altany śmietnikowe są za małe na potrzeby okolicznych mieszkańców – są 4, a lokatorów w szeregowcach jest niespełna tysiąc. Dwie wspólnoty były chętne do przebudowy altan na swój koszt, ale pojawił się inny problem.

„W tym terenie idzie najwięcej wszystkich sieci. Gestorzy sieci odpisali nam, iż niestety nie zgadzają się na duże śmietniki, czy – nazwijmy – altany śmietnikowe trwale związane z gruntem, bo przechodzą tam wszelakie możliwe sieci zasilające tamten teren, czyli energia, gaz, woda, prąd” – tłumaczył kierownik Klefas.

To jednak nie wszystko.

„Niestety większość nieporządków wokół tych altan to są odpady bytowe generowane przez mieszkańców tej części osiedla E” – usłyszeli na komisji radni. Chodzi m.in. o naruszanie regulaminów firmy Master, który odbiera odpady. Część śmieci jest przez to nieodbierana – choćby np. odpady gabarytowe czy odpady zielone. Przez to wspólnoty ponoszą dodatkowe koszty.

W ubiegłym roku 25 razy odbierano dodatkowo odpady z tego obszaru.
„To było jakieś 80 tysięcy w roku 2025. To były dodatkowe wywozy na koszt wspólnot mieszkaniowych – niesegregowanych i nieodbieranych przez firmę Master zgodnie z podpisaną umową na ten odbiór” – wyjaśnił kierownik ROM IV.

Nie da się zamknąć altan, monitoring to też problem

Kolejną kwestią jest zamykanie altan na klucze, ale na osiedlu „E” to też się okazało problemem. Zamki, które były wyłamywane, trzeba było wymieniać średnio co miesiąc, a to z kluczami kosztuje co najmniej 6 tys. zł. Próbowano różnych kłódek – te, które były odsłonięte, zostały przepiłowane, inne, schowane, były zaklejane. Zamki powtarzalne natomiast, do których nie trzeba było nowych kluczy, były tak często wyłamywane, iż wspólnoty po prostu zarzuciły pomysł zamykania altan.

Jeden z pracowników firmy Master, z którym rozmawialiśmy, opisał nam sytuację na tym terenie. Podał jeden przykład – o godzinie 6.00 zebrano zalegające odpady wielkogabarytowe. Godzinę później już pojawiły się nowe. Wiceprezydent Tychów Hanna Skoczylas zwróciła też uwagę na inne problemy.

„Wielokrotnie, podczas każdego spotkania, pracownicy Referatu Gospodarki Odpadami Komunalnymi zwracali uwagę na usytuowanie altan, tj. praktycznie przy samych miejscach parkingowych. Takie ich położenie umożliwia łatwe i szybkie podrzucanie przede wszystkim odpadów remontowo-budowlanych. Pomimo różnych sugestii wspólnoty dotychczas nie wdrożyły jakiejkolwiek z nich. Z posiadanych przez Wydział informacji wynika, iż do dziś nie funkcjonuje choćby monitoring altan, co do którego montażu wydawało się, iż jest zgoda mieszkańców. Ponadto wielokrotnie zwracano uwagę wykonawcy na konieczność rzetelnego odbierania odpadów komunalnych z altan przy ul. Elfów, tj. aby odbiory były realizowane terminowo i obejmowały wszystkie pojemniki, niezależnie od ilości odpadu znajdującego się w nich” – przekazała wiceprezydent Tychów.

O monitoringu mówi się od 2018 roku i ciągle się mówi, i piętrzy problemy – od ustawienia kamer po administrację danymi osobowymi. Jak przekazali pracownicy MZBM, kilka osób złapano na podrzucaniu śmieci, ale większość spraw umorzono, zaledwie kilka osób ukarano symbolicznymi mandatami.

„Mieszkańcy po prostu, powiem to wprost, boją się świadczyć, boją się składać zawiadomienia, boją się dzwonić, a tym bardziej robić zdjęcia dowodowe, czyli samochodów z rejestracjami, które wykonują takie wykroczenie” – mówił Robert Klefas.

Duże koszty przebudowy

Same ceny przebudowy altan śmietnikowych są bardzo wysokie. Na komisji padła kwota 100–190 tys. zł.

„Teraz zebraliśmy to projekt określenia, jak ma usadowiona być ta altana śmietnikowa. To jest przedział – mieliśmy ofertę od 9 prawie do 38 tysięcy. To są same projekty, natomiast z ostatnich naszych przebudów: to, żeby zrobić od A do Z taką naprawdę, z prawdziwego zdarzenia altanę śmietnikową, zamykaną, segregowaną, no to mamy około 100–190 tysięcy złotych” – przekazał Robert Klefas.

Obecnie zwiększono częstotliwość odbioru odpadów, ale to jest tylko jedna kwestia. Druga to segregacja – nieodbierane dalej będą odpady, które nie podlegają odbiorowi przez spółkę Master – jak gabaryty, odpady budowlane czy źle przygotowana zieleń. Trzecia kwestia to wielkość altan śmietnikowych – te muszą być rozbudowane na większe, na co w ograniczony sposób zgadzają się zarządcy sieci.

Swoisty sposób edukacji mieszkańców z osiedla „E” zaproponował radny Koalicji Obywatelskiej, Maciej Jędrzejko.

„Może trzeba też postępować, powiedzmy, poza standardowo, iść poza schematy pewne. Na przykład, nie wiem, wziąć samochód z megafonami i trzy razy w tygodniu tam jeździć i opowiadać o tym przez megafony, iż należy tak robić” – mówił radny Jędrzejko. „Może to jest takie miejsce, które po prostu jest słabo edukowalne i trzeba zastosować inną metodę” – dodał.

Kierownik ROM IV ma poinformować radnych o ustaleniach wypracowanych ze wspólnotami.

Idź do oryginalnego materiału