W Sądzie Rejonowym w Tychach 6 lutego br. kontynuowany był proces karny przeciw Piotrowi Ć., byłemu dyrektorowi Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bieruniu. Eksdyrektor oskarżony jest przez prokuratora o psychiczne znęcanie się nad podwładnymi oraz złośliwe i uporczywe naruszanie ich praw pracowniczych. Tym razem na rozprawie zeznawał m.in. były burmistrz Bierunia Bernard P. oraz siostra jednej z pokrzywdzonych – Barbara G.
W relacjach z procesu, chroniąc tożsamość świadków, podajemy tylko pierwszą literę ich nazwisk.
Bernard P. był burmistrzem Bierunia w latach 2010-2014, a także radnym Rady Powiatu Bieruńsko-Lędzińskiego. Zna oskarżonego, ale na stopie służbowej.
Nie zatrudnił Piotra Ć.
– Jak pełniłem funkcję burmistrza, to Piotr Ć. ubiegał się o funkcję dyrektora MOPS-u. To mógł być rok 2011 lub 2012. Początkowo chciałem go zatrudnić na to stanowisko, bo mieszka w Bieruniu i zna środowisko lokalne. Przed podjęciem przeze mnie decyzji rozmawiałem z panem Ć. Przeprowadziłem też wywiad środowiskowy na jego temat w innym miejscu pracy. Opinia była negatywna. Ostatecznie dyrektorem została Joanna S. Teraz widzę, iż postąpiłem słusznie nie powołując Piotra Ć. na dyrektora MOPS-u – mówił Bernard B.
Były burmistrz zeznał, iż późniejsze wydarzenia w MOPS-ie były szeroko komentowane. – Rozmawiałem telefonicznie z dwiema pracownicami ośrodka. To było chyba na etapie postępowania przygotowawczego. Zapytano mnie wówczas, dlaczego zdecydowałem się na wybór innej osoby na dyrektora MOPS-u, niż Piotr Ć. Te kobiety chciały wiedzieć, czy będę na tyle odważny, aby zeznawać w procesie.
– Rozmawiałem również z jedną osobą, która pracowała wówczas w ośrodku (to nie była żadna z pokrzywdzonych). Potwierdzała ona doniesienia prasowe oraz zeznania świadków dotyczące nieprawidłowości w MOPS-ie. Osoba ta mówiła mi o stosowaniu mobbingu przez pana dyrektora.
Świadek: burmistrz Krystian G. aprobował zachowanie dyrektora MOPS-u
W sądzie Bernard P. nawiązał do swoich doświadczeń po zakończonej kadencji burmistrza. Wrócił wtedy do pracy w fundacji podległej Urzędowi Miejskiemu w Bieruniu. Burmistrzem był już wtedy Krystian G.
– Chcę powiedzieć, jak mnie potraktowano. Udzielono mi najpierw upomnienia, następnie nagany, a potem zwolniono mnie dyscyplinarnie i oskarżono o kradzież komputerów. Nie chciano mi oddać mojej własności. Wytoczyłem procesy fundacji. Wszystkie wygrałem. Trwało to 3-4 lata. Mówię o tym w kontekście pytania wspomnianych pracownic MOPS-u, czy zdecyduję się na zeznania. Nie dziwi mnie, iż mój sukcesor – burmistrz Krystian G. aprobował zachowania oskarżonego Piotra Ć. Taki był styl pracy Krystiana G. Wiem, bo z nim współpracowałem. On potrafił wywołać pracowników na korytarz i udzielać im reprymendy w obecności innych osób.
– Uważam, iż opisane w zarzutach prokuratorskich zachowania dyrektora Piotra Ć. miały aprobatę burmistrza Krystiana G. – zeznał Bernard P. Świadek nawiązał do spotkania burmistrza Krystiana G. z pracownicami MOPS-u. Odbyło się ono w mieszkaniu radnej popierającej burmistrza. Na tym spotkaniu kobiety skarżyły się na niewłaściwe zachowanie dyrektora. – Takich spraw w ten sposób się nie rozwiązuje. Robi się oficjalne spotkanie w urzędzie, a nie zamiata się pod dywan. Czytałem w prasie, iż burmistrz G. miał powiedzieć, iż te panie go zastraszają. To parodia – mówił Bernard P.
Kolejnym świadkiem tego dnia była Barbara G. – siostra Iwony G., jednej z pokrzywdzonych pracownic MOPS-u.
Chciały wstawić Iwonie G. łózko do biura
– Siostra najpierw pracowała jako asystent rodziny, a potem jako kierownik działu. Dostała wówczas wiele nowych zadań. Tworzyła wiele dokumentów – statuty, raporty i projekty (terminy były krótkie). Mówiła, iż pracuje ponad osiem godzin. Pracowała też w domu. Opowiadała, iż koleżanki chciały wstawić łózko do jej biura, bo zrobiło się to groteskowe. Siostra była przeciążona pracą. Była zmęczona, wyczerpana i przybita. Nie czuła się doceniania w tej pracy, tylko punktowana. Pan dyrektor skrupulatnie sprawdzał wszystkie dokumenty, a dla mnie miało to znamiona czepiania się i małostkowości – mówiła Barbara G.
Świadek mówiła, iż bardzo bulwersowały ją dodatkowe zadania wyznaczone przez dyrektora pracownikom, np. wożenie go do Urzędu Miejskiego czy prace ogródkowe wokół budynku MOPS-u. – Pan kierownik strzyże trawę, a panie w szpilkach sadzą kwiatki, bo pan dyrektor ma wizję pięknego otoczenia…
Nie masz rodziny, zostaniesz w Wigilię dłużej
– Przykrą sprawą dla siostry była jej obecność na jakiejś imprezie urzędowej razem z dyrektorem. Dostała wtedy polecenie od oskarżonego: „jesteś kierownikiem, będziesz mi towarzyszyć”. To było dla niej traumatyczne, iż musiała tam iść z Piotrem Ć.
Kolejna przykra sytuacja nastąpiła, gdy Iwona usłyszała w Wigilię od dyrektora, iż inni pracownicy mogą iść do domu o godz. 13.00, a ona ma zostać dłużej, bo nie ma rodziny. Powiedzieć tak samotnej kobiecie wychowującej dziecko, to wydaje mi się bezduszne. To bardzo przygnębiająco wpłynęło także na nas, bo spotykamy się z Iwoną w Wigilię – zeznawała Barbara G.
Słowo lincz kojarzy mi się z MOPS-em
– Słowo lincz, kojarzy mi się tylko z MOPS-em w Bieruniu. Kiedyś siostra popełniła błąd w piśmie. Dyrektor wezwał ją do gabinetu. Zaprosił też innych pracowników. Dyrektor kazał czytać siostrze jakiś dokument i siostra źle odczytała jakiś ustęp czy też pomieszała pojęcia. Wtedy dyrektor polecił czytanie tego dokumentu innym pracownikom, żeby pokazać siostrze, jak należy to zrobić. Była to przygnębiająca scenka teatralna – mówiła świadek.
Twierdził, iż siostra ma grzybicę
Barbara G. zeznawała też o problemach zdrowotnych Iwony G. – Na początku były to dolegliwości gastryczne. Występowały one chroniczne. Było podejrzenie raka. Bardzo przeżyła to nasza mama, która prosiła mnie o mobilizowanie siostry do wykonania badań. Potem u Iwony pojawiło się atopowe zapale nie skóry. Trwało chyba ponad rok. Cierpiałam razem z siostrą, obserwując te zmiany. Byłam zaangażowana w jej leczenie, kupowałam leki. Szukałyśmy specjalistów. Mówili oni, iż dolegliwości mają podłoże psychosomatyczne.
– choćby wtedy dyrektor pozwalał sobie niewybredne uwagi i komentarze. Publicznie twierdził, iż siostra ma grzybicę. Koleżanka z pracy została poinstruowana przez oskarżonego, żeby się nie zbliżała, bo pani G. ma grzybicę.
– Stany depresyjne i izolowanie się od ludzi to był kolejny problem. Starałam się namówić siostrę na podjęcie terapii, uzyskanie wsparcia psychologicznego. Siostra twierdziła jednak, iż jakby takie wsparcie otrzymała, dyrektor nazwałby ją wariatką.
Świadek: dyrektor jest homoseksualistą. Nie było żadnej relacji uczuciowej miedzy nim a moją siostrą
– Kiedy toczyło się już postepowanie sądowe, ze strony oskarżonego pojawiła się teoria, iż ta sprawa jest zemstą siostry na dyrektorze za nieodwzajemnione uczucie. Ja orientuję się, iż dyrektor jest homoseksualistą. Po przeczytaniu takiego stwierdzenia mogłabym więc co najwyżej parsknąć śmiechem. Nie było żadnej relacji uczuciowej między moją siostrą a dyrektorem MOPS-u – zeznała Barbara G.
Świadek podała też przykłady, jak stresująca sytuacja w pracy przekładała się na codzienne życie Iwony G. Kiedy inna z pokrzywdzonych – Sylwia S. – przyjeżdżała do Iwony, to siostra mówiła do niej, żeby wjechała autem na podwórko, żeby dyrektor nie zauważył samochodu. Oskarżony bowiem przejeżdżał autobusem pod domem siostry. Były zdenerwowane. Dla mnie było to dziwne, iż one czuje się źle nie tylko w pracy.
Barbara G mówiła: – Jakbym na kilka lat straciła siostrę. Nie można było z nią porozmawiać o podróżach, książkach czy filmach, bo dominował MOPS, dyrektor i jego fazy (zmienne, emocjonalne zachowania), wynoszenie ekspresu do kawy do toalety, wyrzucanie jedzenia z lodówki, podsłuchiwanie… Wieczny dramat, telenowela bieruńska.

2 godzin temu




![Ekstremalna Droga Krzyżowa w Łysych. Nocna wędrówka pełna wiary i trudu [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/652354331_943495844711767_8489230902419034342_n.jpg)




