Skandal w POLIN. Wybielano żydostalinowską zbrodniarę

1 godzina temu

W środę 2 września w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie doszło do ostrej interwencji działaczy Młodzieży Wszechpolskiej. Organizacja przerwała spotkanie poświęcone Helenie Wolińskiej, stalinowskiej prokurator wojskowej, której działalność była związana z represjami wobec przeciwników komunistycznego reżimu, w tym ze sprawą generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”.

Pretekstem do protestu była forma przedstawienia prze antypolskie muzeum POLIN postaci Heleny Wolińskiej. Wydarzenie związane było z książką Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz „Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia”. W zapowiedzi POLIN postawiono pytanie, czy Wolińska była „zbrodniarką czy ofiarą”, a organizatorzy deklarowali chęć przyjrzenia się jej biografii „w całej jej niewygodnej złożoności”. W opisie podkreślano jednocześnie jej udział w stalinowskim aparacie represji, ale także doświadczenie Zagłady oraz późniejsze losy na emigracji.

Dla Młodzieży Wszechpolskiej taka narracja stanowi jednak niebezpieczną próbę relatywizowania odpowiedzialności osoby, która jako prokurator uczestniczyła w funkcjonowaniu komunistycznego aparatu represji. Działacze organizacji pojawili się na spotkaniu z transparentem przedstawiającym Wolińską oraz jej ofiary, wśród których znalazł się gen. „Nil”. Skandowali hasła sprzeciwiające się kłamstwom historycznym i przypominające o odpowiedzialności stalinowskich funkcjonariuszy. W odpowiedzi, uczestnicy antypolskiego spędu próbowali wyrwać protestującym transparent, a między obiema grupami doszło do przepychanki.

Marcin Osowski, prezes Młodzieży Wszechpolskiej, poinformował następnie, iż jego działacze mieli zostać zaatakowani fizycznie przez uczestników wydarzenia. Według jego relacji pod adresem protestujących padały również skrajnie obraźliwe określenia, w tym „narodowo-katolickie kurwy”, a także sugestia, aby zamknąć ich w pomieszczeniu i „zagłodzić”. Relacja ta została opublikowana przez Osowskiego w mediach społecznościowych i przytoczona przez kilka portali.

Sprawa ma wymiar szczególnie symboliczny, ponieważ dotyczy jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci związanych ze stalinowskim wymiarem sprawiedliwości w powojennej Polsce. Helena Wolińska, adekwatnie Felicja Danielak, była prokuratorem wojskowym i uczestniczyła w postępowaniach przeciwko przeciwnikom komunistycznego systemu. Jej nazwisko pojawia się między innymi w kontekście sprawy gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. Dokumentacja historyczna wskazuje, iż sankcja dotycząca jego aresztowania została podpisana przez Wolińską.

Fieldorf nie był przypadkową postacią. Był generałem Wojska Polskiego, dowódcą Kedywu Armii Krajowej oraz jednym z oficerów polskiego podziemia, którzy po wojnie padli ofiarą komunistycznych represji. Jego proces zakończył się wyrokiem śmierci, a generał został stracony w 1953 roku.

Co istotne, problem odpowiedzialności Wolińskiej nie sprowadza się wyłącznie do jednej sprawy. Według materiałów dotyczących jej działalności była ona związana również z innymi postępowaniami przeciwko żołnierzom Armii Krajowej. Późniejsze ustalenia tzw. Komisji Mazura wskazywały na naruszanie przez nią zasad praworządności, między innymi poprzez bezzasadne stosowanie aresztu tymczasowego, ignorowanie skarg dotyczących wymuszania zeznań oraz wywieranie nacisków na sąd.

Nie oznacza to oczywiście, iż historycy nie powinni badać jej życiorysu. Wręcz przeciwnie — każda postać uwikłana w najbardziej tragiczne wydarzenia XX wieku powinna być przedmiotem rzetelnych badań. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy język „złożonej biografii” zaczyna przesuwać akcent z odpowiedzialności sprawcy na jego późniejsze doświadczenia, a pytanie o to, czy była „zbrodniarką czy ofiarą”, staje się sposobem na rozmycie odpowiedzialności za konkretne decyzje podejmowane w okresie terroru stalinowskiego.

Szczególnie źle wygląda to w przypadku instytucji publicznej zajmującej się pamięcią historyczną. Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN ma prawo organizować debaty dotyczące trudnych i kontrowersyjnych postaci. Powinno jednak robić to w taki sposób, aby ofiary systemu komunistycznego nie znikały z pola widzenia za biograficzną opowieścią o jego funkcjonariuszach.

Można analizować doświadczenie Zagłady, późniejszą emigrację Wolińskiej, jej relację z Włodzimierzem Brusem czy jej własne przekonania. Nie można jednak pozwolić, aby te elementy przesłoniły fakt, iż była funkcjonariuszką aparatu represji państwa komunistycznego, a jej działalność dotknęła ludzi prześladowanych za walkę o niepodległość Polski.

Jeżeli osoby deklarujące przywiązanie do tolerancji odpowiadają na polityczny protest przemocą i nawoływaniem do „zagłodzenia” przeciwników, trudno uznać to za szczególnie przekonujący przykład otwartej debaty.

NASZ KOMENTARZ: Żydzi krzyczący o potrzebie zamykania i głodzenia Polaków to bardzo wymowny obraz, zwłaszcza w konfrontacji z zalewającymi polską przestrzeń publiczną hasłami o niezbędności pamięci o żydowskich ofiarach zamykania i głodzenia w niemieckich obozach zagłady. Jak widzimy, ofiary bardzo gwałtownie aspirują do bycia katem i to już nie tylko w Palestynie.

Polecamy również: Dewianci gender zamordowali 7-latka

Idź do oryginalnego materiału