Siniak na dłoni Trumpa przykuł uwagę mediów. Biały Dom wyjaśnia

2 godzin temu

Podczas czwartkowej inauguracji Rady pokoju na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos uwagę mediów zwrócił duży siniak na dłoni prezydenta USA Donalda Trumpa. Rzeczniczka Białego Domu zdementowała doniesienia o złym stanie zdrowia prezydenta i poinformowała, iż siniak jest wynikiem uderzenia o róg stołu podczas ceremonii.

PAP/EPA/GIAN EHRENZELLER; AP/Markus Schreiber
Tajemniczy siniak na dłoni prezydenta USA Donalda Trumpa

Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt przekazała, iż siniak, który przykuł uwagę zebranych w Davos dziennikarzy, nie jest wynikiem żadnej choroby prezydenta USA.

Jak wyjaśniła rzeczniczka, podczas ceremonii powołania Rady Pokoju Donald Trump przez przypadek uderzył się w rękę, powodując pokaźnych rozmiarów uraz.

Siniak na dłoni Donalda Trumpa. Biały Dom wyjaśnia

"Podczas dzisiejszej inauguracji Rady Pokoju w Davos prezydent Trump uderzył dłonią w róg stołu, przy którym podpisywał dokumenty, powodując siniaka" - mówiła Leavitt w oświadczeniu dla telewizji CBS.

Według innego przedstawiciela Białego Domu lekarze Donalda Trumpa już jakiś czas temu stwierdzili, iż prezydent USA jest podatny na siniaki na dłoniach, ponieważ codziennie przyjmuje aspirynę.

Dowodem tego stanu rzeczy mają być zdjęcia Trumpa ze środy i z czwartkowego poranka, na których nie widać zaczerwienienia na dłoni amerykańskiego przywódcy.

ZOBACZ: Polaków zapytano, czy Nawrocki powinien dołączyć do Rady Pokoju. Zdania są podzielone

Siniaki na dłoniach prezydenta USA - głównie na prawej ręce - rodziły wiele spekulacji na temat stanu zdrowia polityka. Szczególnie, iż od pewnego momentu zaczęto je maskować bandażami lub dużą warstwą podkładu.

Sam Donald Trump w styczniowym wywiadzie dla "Wall Street Journal" przyznał, iż jednym z powodów coraz częstszych siniaków jest to, iż przyjmuje na co dzień wyższą dawkę aspiryny niż przepisują mu lekarze.

"Mówią, iż aspiryna dobrze rozrzedza krew, a ja nie chcę, żeby gęsta krew płynęła mi przez serce" – mówił 79-letni prezydent USA.

Inauguracja Rady Pokoju. "Będziemy robić wszystko, co będziemy chcieli"

Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w szwajcarskim Davos prezydent USA Donald Trump zainaugurował powołaną przez siebie Radę Pokoju. W ceremonii podpisania dokumentu założycielskiego wzięli udział przedstawiciele 19 innych państw, w tym Węgier, Bułgarii i Argentyny. Na uroczystości zabrakło większości państw europejskich, w tym Francji czy Norwegii, które odrzuciły zaproszenie wystosowane przez prezydenta USA.

Trump oświadczył, iż kierowany przez niego organ będzie nie tylko nadzorować nowe władze w Strefie Gazy, ale i pozostanie w ścisłej współpracy z ONZ przy rozwiązywaniu konfliktów na świecie. Ocenił przy tym, iż ONZ ma "olbrzymi potencjał", który nie został jednak w pełni wykorzystany.

– Gdy ta rada zostanie w pełni uformowana, będziemy mogli robić praktycznie wszystko, co będziemy chcieli. I będziemy to robić we współpracy z ONZ – oświadczył.

ZOBACZ: Trójstronne rozmowy pokojowe ws. Ukrainy. Biały Dom potwierdza

Trump, który będzie dożywotnio przewodniczył Radzie, zaprosił do niej ponad 50 światowych przywódców. Ofertę prezydenta USA przyjęły m.in. Węgry, Bułgaria, Izrael, Turcja, Arabia Saudyjska, Argentyna czy Maroko.

Do Rady Pokoju nie dołączą zaś Francja, Wielka Brytania, Norwegia i Szwecja. Na zaproszenie Donalda Trumpa wciąż nie odpowiedziała Federacja Rosyjska.

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

WIDEO: Cyklon Harry zaatakował. Wielkie zniszczenia na południu Włoch
Idź do oryginalnego materiału