Radosław Sikorski ogłosił po spotkaniu ministrów Polski, Czech, Słowacji i Węgier w Tomášovie pod Bratysławą, iż Grupa Wyszehradzka wróciła i jej państwa znów mogą sobie ufać. Cztery stolice chcą uzgadniać wspólne interesy przed szczytami w Brukseli. Dla Polski V4 ma sens tylko jako narzędzie obrony suwerenności, nie klub deklaracji.
Cztery państwa wracają do rozmowy
Wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski poinformował o powrocie współpracy w Grupie Wyszehradzkiej po spotkaniu szefów dyplomacji w Tomášovie pod Bratysławą. W rozmowach uczestniczyli przedstawiciele Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Sikorski stwierdził, iż partnerzy znów mogą sobie ufać i wspólnie uzgadniać stanowiska.
Według relacji WP Wiadomości ministrowie rozmawiali o wspólnych interesach przed ważnymi szczytami w Brukseli. Wskazywali również na powrót Budapesztu do europejskiej współpracy. To sygnał polityczny po okresie napięć, ale jego wartość poznamy dopiero przy pierwszej sprawie, w której stolice będą musiały przeciwstawić się presji większych państw lub unijnych instytucji.
Wyszehrad nie może być dekoracją
Grupa Wyszehradzka wyrasta z prostego założenia: państwa naszego regionu mają wspólne interesy, których nikt za nie nie obroni. Dotyczy to bezpieczeństwa, energetyki, migracji, konkurencyjności gospodarki i zakresu kompetencji Brukseli. Różnice między rządami są realne, ale nie powinny przekreślać współpracy tam, gdzie zbieżność jest oczywista.
Powrót formatu nie może oznaczać podporządkowania regionalnej współpracy abstrakcyjnej dyscyplinie europejskiej. Wyszehrad jest potrzebny właśnie po to, by cztery państwa potrafiły negocjować z Brukselą z silniejszej pozycji. Wcześniej Viktor Orbán przekonywał, iż V4 wróci na scenę wraz z suwerenistycznymi rządami. Dzisiejsza deklaracja Sikorskiego pokazuje, iż kooperacja może odżyć także przy obecnym układzie politycznym.
Polska potrzebuje twardych rezultatów
Warszawa powinna wykorzystać V4 do budowania konkretnych koalicji, a nie do produkowania wspólnych fotografii. Zaufanie między rządami jest środkiem. Celem pozostaje ochrona interesów obywateli czterech państw oraz zdolność zatrzymywania rozwiązań szkodliwych dla regionu.
Szczególnego znaczenia nabiera bezpieczeństwo. Sam Sikorski ostrzegał niedawno przed ryzykiem płynącym z Rosji. W tej dziedzinie państwa V4 mogą różnić się oceną poszczególnych decyzji, ale wszystkie leżą w obszarze narażonym na presję ze Wschodu i potrzebują sprawnych kanałów rozmowy.
Dla Polski stawką jest możliwość prowadzenia polityki regionalnej z własnego mandatu, zamiast samotnego przyjmowania rozstrzygnięć wypracowanych przez silniejsze stolice. Powrót Grupy Wyszehradzkiej będzie dobrą wiadomością, jeżeli przełoży się na wspólne stanowiska i realną siłę negocjacyjną. Sama deklaracja o odzyskanym zaufaniu to dopiero początek.
Źródło: WP Wiadomości
Źródło: WP Wiadomości












