Radosław Sikorski zaproponował 15 sierpnia w „Kathimerini” stały „Legion Europejski”, do którego po wojnie mogliby trafić doświadczeni ukraińscy weterani. Minister mówi o sile uzupełniającej NATO. Dla Polski stawką jest prosta rzecz: czy europejska obrona wzmocni państwa narodowe, czy stanie się kolejnym narzędziem nacisku Brukseli.
Pomysł wraca w ostrzejszej wersji
Radosław Sikorski w wywiadzie dla greckiego dziennika „Kathimerini” mówił o głębszej integracji wojskowej Europy. W jego ujęciu „Legion Europejski” miałby być stałą formacją, która rekrutuje doświadczonych żołnierzy z szerzej rozumianej rodziny europejskiej, w tym ukraińskich weteranów po zakończeniu wojny z Rosją. Szef MSZ podkreśla, iż nie chodzi o konkurencję wobec NATO, ale o mocniejszy europejski filar Sojuszu.
Brzmi technicznie. W praktyce to jedna z najpoważniejszych debat o tym, kto ma decydować o bezpieczeństwie Polski: Warszawa, NATO i własna armia, czy coraz bardziej ambitne struktury unijne. Polacy mają prawo pytać, gdzie kończy się realna kooperacja wojskowa, a zaczyna polityczny projekt federalizacyjny opakowany w język obronności.
Od brygady do stałej formacji
Ten pomysł nie pojawił się znikąd. W styczniu 2026 roku Sikorski, pytany o armię europejską, mówił przed posiedzeniem ministrów spraw zagranicznych UE o oddziale w sile brygady finansowanym z budżetu europejskiego. Zastrzegał wtedy, iż nie byłaby to siła zdolna odstraszyć Putina, ale instrument do działań przy kryzysach niższej rangi, na Bałkanach czy w Afryce Północnej.
Teraz akcent jest mocniejszy, bo pojawia się wątek ukraińskich weteranów. To żołnierze z realnym doświadczeniem wojennym, zdobytym w najcięższym konflikcie Europy od dekad. W sensie wojskowym taki kapitał jest oczywisty. W sensie politycznym rodzi pytania o dowodzenie, odpowiedzialność, finansowanie i kontrolę demokratyczną.
Polska nie może oddać kluczy do bezpieczeństwa
Polska prawica nie powinna udawać, iż problemu nie ma. Rosja prowadzi wojnę, atakuje infrastrukturę, wykorzystuje migrację, dezinformację i presję na granice. Europa musi się dozbrajać. Tyle iż odpowiedzią na rosyjskie zagrożenie nie może być rozmycie suwerenności państw, które realnie biorą na siebie ciężar obrony wschodniej flanki.
W tym punkcie wraca spór, który w Polsce już wybrzmiał przy programie SAFE i decyzjach o tym, kto ma trzymać ster bezpieczeństwa. DN pisał o tym, gdy Sikorski uderzał w Karola Nawrockiego po wpisie o żołnierzach. Sens jest ten sam: pieniądze i struktury unijne są użyteczne tylko wtedy, gdy służą polskiej armii, polskiemu przemysłowi i polskiej racji stanu.
NATO najpierw, Unia pomocniczo
Sikorski trafnie zauważa, iż Stany Zjednoczone przerzucają uwagę na Indo-Pacyfik. To fakt. Polska musi więc wzmacniać własne zdolności, przemysł zbrojeniowy, rezerwy, obronę cywilną i realną interoperacyjność z NATO. Unia może dokładać środki, zamówienia i infrastrukturę. Nie powinna jednak budować politycznego centrum dowodzenia ponad państwami.
Szczególnie ostrożnie trzeba traktować projekty, które brzmią jak odpowiedź na kryzys, ale po chwili stają się trwałą kompetencją Brukseli. Tak działa federalizacja: najpierw potrzeba, potem fundusz, następnie instytucja, a na końcu presja na państwa, które jeszcze pamiętają, iż naród ma prawo sam decydować o swoim wojsku.
Ukraińscy weterani i polski interes
Udział ukraińskich weteranów w europejskiej formacji nie może być tabu. Ludzie, którzy walczyli z rosyjską agresją, mają doświadczenie, którego wielu zachodnich sztabowców nigdy nie zdobędzie. Ale Polska musi stawiać warunki: żadnych rozwiązań ponad głową Warszawy, żadnych mechanizmów migracyjno-wojskowych bez kontroli, żadnego finansowania kosztem naszej armii.
Bezpieczeństwo Polski nie jest polem do ćwiczeń dla europejskich ideologów. jeżeli „Legion Europejski” ma pomagać NATO, niech będzie ściśle podporządkowany państwom i jasnym mandatom. jeżeli ma być zalążkiem unijnej armii, trzeba powiedzieć „nie” od razu. Realizm narodowy zaczyna się od tej prostej zasady: sojusze są potrzebne, ale klucze do polskiego bezpieczeństwa muszą leżeć w Polsce.
Źródło: WP Wiadomości, Kathimerini, Onet.
Źródło: WP Wiadomości












