Radosław Sikorski nie miał litości dla Karola Nawrockiego. o ile w Pałacu Prezydenckim słuchali briefingu wicepremiera, to podniosło się tam ciśnienie. Było o wetach, o zadaniu dla Nawrockiego i „języku zrozumiałym dla kiboli”. Radosław Sikorski odwiedził w sobotę Kraków. Nie była to wizyta przypadkowa – wszak już za tydzień druga tura przyspieszonych wyborów na prezydenta miasta. Sikorski wspiera kandydatkę KO, senator Monikę Piątkowską, która powalczy z Łukaszem Gibałą. Sikorski o Nawrockim: „Weta wyszły bokiem” Wicepremier znalazł czas, by porozmawiać z dziennikarzami. I nie jest zaskoczeniem, iż reporterów najbardziej interesował temat relacji rządu z Karolem Nawrockim, szczególnie po podpisie prezydenta pod ustawą o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Pojawiło się pytanie, czy może Nawrocki pójdzie za ciosem i załatwi kilka innych spraw, w których do tej pory nie mógł dogadać się z rządem. – Ja bym sobie życzył, żeby tych starć nie było. Polacy woleliby, żeby prezydent używał weta tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, a nie po to, żeby robić na złość – powiedział dosadnie Radosław Sikorski. Wskazał, iż „quasi-wetami” jest też brak podpisów pod nominacjami ambasadorskimi. – Gdyby pan prezydent podpisał zawodowym dyplomatom, a droczył się ze mną o niezawodowych dyplomatów, to ja bym to jeszcze zrozumiał. Ale dlaczego represjonować ludzi, którzy służyli kolejnym