Siemoniak: UPA w nazwie jednostki to cios. Polska nie może milczeć

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Siemoniak: UPA w nazwie jednostki to cios. Polska nie może milczeć


Tomasz Siemoniak w podcaście Wirtualnej Polski ocenił, iż ukraińska decyzja o nazwie jednostki wojskowej odwołującej się do UPA jest ciosem w polskie serce i sprawą nie do obrony. Dla Polski oznacza to test: pomagać Ukrainie przeciw Rosji, ale bez kapitulacji pamięci.

Cios w polską pamięć

Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak w podcaście Wirtualnej Polski „Bez doktryny” mówił o napięciach w relacjach polsko-ukraińskich po decyzji władz w Kijowie dotyczącej nazwy jednostki wojskowej odwołującej się do UPA. Według relacji WP polityk ocenił, iż taki ruch był ciosem w polskie narodowe serce i jest nie do obrony.

To mocne słowa, ale w tej sprawie mocne słowa są potrzebne. Ukraińska Powstańcza Armia nie jest dla Polaków neutralnym skrótem historycznym. Jest związana z pamięcią o rzezi wołyńskiej i antypolskiej przemocy, która dotknęła ludność cywilną. Państwo polskie ma obowiązek reagować, gdy symbol takiej formacji trafia do współczesnego ceremoniału wojskowego sąsiada.

Nie chodzi o wrogość wobec Ukrainy jako narodu. Chodzi o elementarną prawdę i o szacunek dla polskich ofiar. Kijów, który oczekuje od Warszawy wsparcia politycznego, logistycznego i wojskowego, nie może jednocześnie lekceważyć najgłębszych ran polskiej pamięci.

Realizm nie znaczy milczenie

Siemoniak podkreślał już wcześniej, iż polskie działania wobec Ukrainy trzeba podejmować z punktu widzenia polskiego interesu. TVN24 przytoczył jego ocenę z 1 czerwca, iż honorowanie UPA jest dla Polski fatalne, a zarazem zerwanie z Ukrainą nie leży w naszym interesie. To jest adekwatny punkt wyjścia.

Polska nie potrzebuje histerii. Potrzebuje polityki. Rosja pozostaje przeciwnikiem, który od lat próbuje rozbijać Europę Środkową, a zwycięstwo Moskwy na Ukrainie pogorszyłoby bezpieczeństwo Polski. Z tego nie wynika jednak, iż za bezpieczeństwo mamy płacić milczeniem o Wołyniu.

Właśnie tu widać różnicę między realizmem narodowym a naiwnym klientelizmem. Realizm mówi: wspieramy to, co służy bezpieczeństwu Polski. Klientelizm mówi: nie drażnijmy partnera, choćby gdy depcze naszą pamięć. Dziennik Narodowy stoi po stronie pierwszej postawy.

Warszawa mówi jednym głosem

Na stronie rządowej Służb Specjalnych opublikowano relację z rozmowy Siemoniaka w TOK FM. Minister mówił tam, iż Polska oczekuje wycofania się z tej decyzji i iż słowo UPA nie powinno padać w nazwie jakiejkolwiek ukraińskiej jednostki wojskowej. To stanowisko powinno być minimum ponadpartyjnego konsensusu.

Jeśli w tej sprawie polska klasa polityczna zacznie grać wyłącznie pod własny obóz, Kijów dostanie wygodną wymówkę. Powie, iż to tylko polska awantura wewnętrzna. Nie wolno do tego dopuścić. Sprawa UPA nie należy do bieżącej taktyki partyjnej. Dotyczy godności państwa i pamięci rodzin pomordowanych.

DN pisał już, iż Kijów traci serca Polaków właśnie przez takie decyzje. To nie jest drobiazg wizerunkowy. W czasie wojny morale sojuszników, zaufanie społeczne i przekonanie opinii publicznej mają realną wartość polityczną. Ukraina powinna to rozumieć lepiej niż ktokolwiek.

Wołyń nie jest kartą przetargową

Polska pomoc dla Ukrainy była ogromna. Przyjęcie uchodźców, wsparcie wojskowe, logistyka, korytarze transportowe, presja dyplomatyczna na Zachodzie. Tego nie da się uczciwie wymazać. Tym bardziej polska opinia publiczna ma prawo oczekiwać wzajemnego minimum: szacunku dla prawdy o polskich ofiarach i jasnego odcięcia współczesnego państwa ukraińskiego od symboliki OUN-UPA.

Nie ma tu miejsca na tanie zaklęcia o „trudnej historii”, które niczego nie rozwiązują. Trudna historia wymaga ekshumacji, nazwisk, krzyży, dokumentów, edukacji i decyzji politycznych. Wymaga także rezygnacji z gestów, które w Polsce brzmią jak policzek.

W osobnym tekście DN wskazywał, iż spór o OUN i UPA wraca przy kolejnych decyzjach Kijowa. To pokazuje, iż problem nie jest incydentem. Jest objawem głębszego konfliktu między ukraińską polityką pamięci a polskim doświadczeniem historycznym.

Twarda przyjaźń albo żadna

Najuczciwsza relacja z Ukrainą musi być twarda. Polska może być partnerem, zapleczem i głosem rozsądku na Zachodzie. Nie może być państwem, które w imię wojennej konieczności rezygnuje z własnych zmarłych.

Siemoniak ma rację, gdy mówi, iż rozum nakazuje współpracę. Ale polski rozum nie może być oddzielony od polskiego serca. Serce pamięta Wołyń. Państwo, które tego nie rozumie, traci zdolność reprezentowania własnego narodu.

Kijów powinien wycofać się z tej decyzji. Warszawa powinna powiedzieć to spokojnie, oficjalnie i bez kompleksów. Pomoc przeciw Rosji nie jest abonamentem na polskie milczenie.

Źródło: Wirtualna Polska, TVN24, Gov.pl.

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału