Siemoniak broni Berka do TK. Spór o polityczną nominację wraca

dzienniknarodowy.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: Siemoniak broni Berka do TK. Spór o polityczną nominację wraca


Tomasz Siemoniak 20 sierpnia broni w WP kandydatury Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego i przekonuje, iż „ta kandydatura się broni”. Stawką jest jedno miejsce po sędzim Justynie Piskorskim, którego kadencja kończy się 18 września, oraz wiarygodność obietnic odpolitycznienia TK przez obóz Donalda Tuska.

Kandydat z zaplecza premiera

Maciej Berek nie jest anonimowym prawnikiem wyciągniętym z uniwersyteckiego seminarium. To były minister do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów i człowiek z samego środka politycznej maszynowni Donalda Tuska. Dlatego zgłoszenie Macieja Berka do TK nie jest zwykłą procedurą kadrową. To test, czy hasło o odpolitycznieniu państwa było zasadą, czy tylko pałką używaną przeciw poprzednikom.

Według druku sejmowego nr 3006 Berek został wskazany jako kandydat na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Doniesienia o tej decyzji 13 sierpnia potwierdził premier Donald Tusk, mówiąc, iż Berek ma kompetencje potrzebne do naprawy sytuacji w TK. W rozmowie z Wirtualną Polską Tomasz Siemoniak idzie tym samym tropem: kandydatura ma się bronić fachowością, oceną środowiska i bezstronnością kandydata.

Problem polega na tym, iż państwo nie żyje samymi deklaracjami. Żyje także standardem, który władza stosuje wobec siebie. jeżeli człowiek dopiero co odpowiadał za rządową legislację, a za chwilę ma oceniać konstytucyjność ustaw, to pytanie o polityczny dystans nie jest złośliwością opozycji. Jest elementarną kontrolą państwa prawa.

Obietnice zderzone z praktyką

Obóz Tuska długo budował własny mandat na opowieści o przywracaniu niezależnych instytucji. Tymczasem teraz słyszymy argument znany z każdej władzy, która zaczyna się spieszyć: sytuacja jest wyjątkowa, kandydat jest fachowy, trzeba działać. Tak właśnie polityka połyka standardy. Najpierw standard jest święty. Potem robi się od niego wyjątek. Na końcu wyjątek staje się metodą.

Jak przypomina „Rzeczpospolita”, rządzący w 2024 r. uchwalili reformę, która przewidywała co najmniej cztery lata karencji dla byłych członków rządu i posłów przed wejściem do TK, choć ustawa nie weszła w życie po decyzji prezydenta Andrzeja Dudy i późniejszym rozstrzygnięciu Trybunału. Ten fakt ma znaczenie polityczne. Nie chodzi o to, czy Berek zna przepisy. Chodzi o to, czy władza uznaje własne kryteria, gdy dotyczą jej ludzi.

W tym sensie spór o Trybunał Konstytucyjny nie jest abstrakcyjną wojną prawników. To spór o to, czy obywatel ma mieć stabilne reguły, czy ma patrzeć, jak każda większość dopisuje sobie wyjątek do aktualnej potrzeby politycznej. Dla Polaków stawką jest przewidywalność prawa, własność, wolność gospodarcza, podatki, sprawy rodzinne i granice władzy państwa.

Sejm zdecyduje, ale rachunek zostanie

Kadencja sędziego Justyna Piskorskiego kończy się 18 września. Sejm będzie więc wybierał następcę w atmosferze ostrego konfliktu o TK. To nie jest dobry moment na nominację, która sama z siebie dokłada paliwa do sporu. A jeżeli większość rządząca chce przekonywać, iż robi porządek w państwie, powinna zaczynać od własnego obozu.

Siemoniak broni Berka, bo taka jest dziś linia rządu. Politycznie to zrozumiałe. Państwowo to słabe. Trybunał Konstytucyjny nie może być miejscem, do którego przenosi się zaufanych ludzi z kancelarii premiera, choćby jeżeli mają dyplomy, doświadczenie i opinię sprawnych legislatorów.

Polska potrzebuje instytucji silnych prawem, nie lojalnością wobec aktualnej większości. Właśnie dlatego ta kandydatura budzi opór. Nie przez nazwisko. Przez drogę, jaką prowadzi z rządu do sądu konstytucyjnego.

Źródła: Wirtualna Polska, Sejm RP, Polsat News, Rzeczpospolita.

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału