„Sąsiedzi decydują, czy mogę otworzyć okno”. Tak pali się w kominkach

1 dzień temu

Polskę od kilku dni znów spowija smog. Wielu z nas dostało choćby SMS-y przestrzegające przed aktywnością na zewnątrz. Mimo wprowadzenia regulacji, zakazów i pewnych postępów, wciąż jest wiele do zrobienia. Jednak nie tylko my mamy problem ze smogiem. Zanieczyszczone powietrze wciąż pozostaje niemałym problemem m.in. w Wielkiej Brytanii.

Co ciekawe, wielu osobom wydaje się, iż to problem wyłącznie ludzi ubogich, których nie stać na nowoczesne piece i pompy ciepła. Nic bardziej mylnego. Przykład Wysp Brytyjskich pokazuje, iż bogaci też „dają do pieca”.

Dym dla przyjemności

Angielska zima jest znacznie łagodniejsza niż polska. Mimo to często zdarza się, iż spacerując jedną z bogatszych dzielnic mieszkaniowych Londynu, można poczuć zapach dymu z drewna. Ten słodko-gorzki i ostry zapach pochodzi zwykle z urządzenia, które stało się symbolem aspiracji brytyjskiej klasy średniej. To podobny do kominka piec opalany drewnem, zwany też „kozą”.

Przez lata tego typu piece były w Londynie symbolem nie tylko domowego ciepła, ale i pewnego statusu społecznego. Miały też być ekologiczną alternatywą dla paliw kopalnych. Ostatnio jednak ten obraz uległ drastycznej zmianie. Londyńskie piece są dziś zupełnie inaczej postrzegane niż jeszcze kilka lat temu — zarówno przez polityków, jak i organizacje zdrowotne. Debata nad ich przyszłością stała się jednym z najgorętszych tematów w brytyjskiej stolicy.

Wielka Brytania jest znacznie bardziej rozwinięta niż Polska. Jednocześnie to kraj, gdzie zimy są znacznie łagodniejsze niż u nas. To sprawia, iż – jak podaje brytyjski rząd – tylko koło 10 proc. ludzi ogrzewa swoje domy drewnem z konieczności. Około 90 proc. Brytyjczyków korzysta z innych źródeł ogrzewania.

Brytyjski boom na kozy

Mimo to w latach 2009–2024 zaszły spore zmiany. Liczba pieców w domach jednorodzinnych, zwykle zajmowanych przez zamożniejszych mieszkańców Wielkiej Brytanii, wzrosła o ponad 25 proc. Skąd taka zmiana? Tak zwane kozy, przypominające dawne kominki, dla wielu bogatszych Londyńczyków są nie tylko źródłem ciepła, ale też symbolem statusu społecznego.

– Piece opalane drewnem są w tej chwili jednym z tych przedmiotów, do których aspiruje klasa średnia – mówi dla Bloomberga Tabitha Tew z Amazing Grates, firmy zajmującej się sprzedażą kominków i pieców w północnym Londynie.

Tew po raz pierwszy zauważyła ten boom około 17 lat temu, kiedy klienci zaczęli interesować się tymi piecami. Jej zdaniem takie piece są rzekomo znacznie czystsze, niż inne i nie stanowią zagrożenia dla zdrowia. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. – Tylko czyste powietrze jest dla nas bezpieczne – przypomina Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego.

Głównym powodem, dla którego brytyjskie władze zdecydowały się iść na wojnę z domowymi paleniskami, jest zanieczyszczenie pyłem zawieszonym PM2,5. Te mikroskopijne cząstki są na tyle małe, iż przez płuca trafiają bezpośrednio do krwiobiegu, uszkadzając niemal każdy organ w ludzkim ciele. Specjaliści przestrzegają, iż – wbrew obiegowej opinii – spalanie drewna wcale nie jest ekologiczne.

– choćby jeżeli przyjmiemy (a dyskusja na ten temat wciąż trwa), iż drewno jest paliwem ekologicznym (w sensie emisji CO2 do atmosfery), to produkty spalania drewna w żadnym wypadku do zdrowych nie należą. Bardzo drobne pyły zawieszone, nierzadko drobniejsze niż powstające podczas spalania węgla czy rakotwórczy benzo(a)piren, to składniki typowego dymu powstającego podczas spalania drewna – wyjaśnia Siergiej pytany przez SmogLab.

Eksperyment

W 2008 roku brytyjski ekolog i dziennikarz George Monbiot zainstalował w swoim domu trzy piece opalane drewnem. Powodem był nie tylko sentyment, ale przeświadczenie o tym, iż piece na drewno są bezpieczne ze względu na ślad węglowy.

– Domowe pompy ciepła, które są teraz bardziej dostępne, były niezwykle drogie i rzadko stosowane w Wielkiej Brytanii. Pozostawały tylko dwie opcje: gaz lub drewno. Chciałem uniezależnić się od paliw kopalnych. Dlatego wybrałem drewno – przyznał Monbiot na łamach The Guardian. Potem żałował decyzji ze względu na szkodliwość palenia drewnem. Rząd Wielkiej Brytanii zamierza z tym walczyć.

Brytyjskie władze w grudniu ubiegłego roku sporządziły plan środowiskowy. Zgodnie z propozycjami piece opalane drewnem mogą zostać poddane znacznie ostrzejszym przepisom albo choćby częściowemu zakazowi. Za jego złamanie grozi grzywna do 1000 funtów. Równolegle ekolodzy prowadzą kampanie informacyjne i sprzeciwiają się stosowaniu tzw. kóz.

Plakaty informacyjne organizacji Mums for Lungs. Źródło: Instagram

– Fakt, iż emisje z pieców są niższe niż z otwartych palenisk, nie oznacza, iż emisje te nie są znaczące – uważa Jemima Hartshorn, założycielka grupy działającej na rzecz czystego powietrza Mums for Lungs (Mamy dla płuc). – Ludzie mówią mi: uspokój się, Jemima. Kochana, człowiek zawsze siedział przy ognisku. Cóż, człowiek umierał w wieku 35 lat, prawda? – zauważa aktywistka.

Zwraca też uwagę, iż wiele gospodarstw domowych palących drewnem posiada jednocześnie centralne ogrzewanie. Jej organizacja próbuje uświadamiać zagrożenia zdrowotne związane z wdychaniem dymu drzewnego.

Dym nie zna granic

Kilka lat temu niemiecki Instytut Badań Troposferycznych Leibniza przeprowadził badania, które wykazały, iż choćby poza miastem, na wsi dym z kominów jest niebezpieczny dla zdrowia.

Wolontariusze działający w Mums for Lungs mówią, jak wielkim problemem jest smog powodowany przez domowe piecyki. – Chciałbym móc wyjść do swojego ogrodu i otworzyć okna, kiedy mam na to ochotę. Ale ponieważ mieszkam we wsi, jestem otoczony piecami na drewno, więc to moi sąsiedzi decydują, czy mogę wyjść do ogrodu albo otworzyć okno – żali się Peter z Somerset.

– Mimo iż mieszkamy w tzw. strefie wolnej od dymu, dym wydobywający się z kominów w naszej okolicy regularnie przedostaje się do naszego domu jesienią i zimą – wyznaje mieszkająca w Bath Lilly.

Ten problem dotyczy również Polski, co skłania wielu samorządowców do działania. Pamiętajmy, iż tylko w naszym kraju, każdego roku niemal 50 tys. osób umiera przedwcześnie z powodu smogu.

Zdjęcie tytułowe: rawf8/Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału