Samochód wjechał w tłum na Paradzie Równości w Berlinie. Jedna osoba nie żyje

dzienniknarodowy.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: Samochód wjechał w tłum na Paradzie Równości w Berlinie. Jedna osoba nie żyje


W sobotni wieczór w centrum Berlina samochód dostawczy wjechał w ludzi zgromadzonych po zakończeniu Parady Równości. Zginęła jedna kobieta, a kilkanaście osób zostało rannych, część w stanie ciężkim. Kierowca porzucił pojazd i uciekł, a niemiecka policja prowadzi obławę i apeluje o ostrożność. Śledczy na razie nie ustalili motywu.

Przebieg tragedii

W sobotę 25 lipca wieczorem, około godziny 22, w centrum Berlina samochód dostawczy wjechał w grupę ludzi w parku Tiergarten, nieopodal Bramy Brandenburskiej. To okolice, w których wcześniej zakończył się przemarsz Parady Równości, gromadzącej co roku w stolicy Niemiec setki tysięcy uczestników. Biały van, według niemieckich mediów marki Citroën, po staranowaniu tłumu uderzył w drzewo. Kierowca porzucił pojazd i uciekł pieszo. Trwającą jeszcze imprezę przerwano, a teren ewakuowano.

Bilans ofiar

Zginęła jedna kobieta. Jej tożsamości nie podano do publicznej wiadomości. Rannych zostało szesnaście osób, z czego trzy w stanie zagrażającym życiu, osiem ciężko, a pięć lżej. Około trzydziestu kolejnych uczestników objęto pomocą psychologiczną. Na miejscu pracowały liczne zespoły ratownicze, policja i straż pożarna. W pierwszych godzinach po zdarzeniu część źródeł podawała siedemnastu rannych. Niemieckie służby posługują się liczbą szesnastu, zastrzegając, iż bilans może się jeszcze zmienić.

Obława i śledztwo

Policja rozpoczęła obławę. Opublikowała wizerunek i rysopis poszukiwanego, ostrzegając, iż może on być uzbrojony i niebezpieczny. Nocna akcja jednostki specjalnej pod adresem powiązanym z mężczyzną nie przyniosła zatrzymania. Postępowanie w kierunku ataku prowadzą berlińska prokuratura oraz krajowy urząd kryminalny (LKA). Federalny prokurator generalny pozostaje w kontakcie ze sprawą, ale na razie jej nie przejął.

Według berlińskiej policji poszukiwany, opisywany jako 21-letni Abdul B., jest jej znany i pochodzi z Berlina. Funkcjonariusze wiążą go z tamtejszym środowiskiem islamistycznym. Wyraźnie zastrzegają jednak, iż na tym etapie nie ustalono motywu i za wcześnie, by mówić o zamachu terrorystycznym. Trwa też sprawdzanie, czy napastnik działał sam oraz czy poza staranowaniem tłumu doszło do ataku innego rodzaju. Mężczyzna pozostaje podejrzanym, obowiązuje domniemanie niewinności.

Reakcje i pytania o bezpieczeństwo

Burmistrz Berlina Kai Wegner określił zdarzenie jako uderzenie w otwartą wspólnotę miasta. Kanclerz Friedrich Merz nazwał je czynem odrażającym, nie przesądzając o motywach. Niemieckie władze unikają na razie jednoznacznych ocen i czekają na ustalenia śledczych.

Atak powraca do trudnej dla Niemiec rozmowy o bezpieczeństwie podczas masowych zgromadzeń oraz o osobach znanych wcześniej służbom. W ostatnich latach kraj przeżył kilka głośnych ataków z użyciem samochodu i noża, od staranowania jarmarku bożonarodzeniowego na Breitscheidplatz w 2016 roku po późniejsze zdarzenia w innych miastach. Po tamtym ataku niemieckie miasta zaczęły masowo grodzić jarmarki i zgromadzenia betonowymi zaporami oraz ciężkimi pojazdami blokującymi wjazd. Mimo to otwarta przestrzeń publiczna podczas wielotysięcznych imprez wciąż pozostaje trudna do pełnego zabezpieczenia. Wpisywanie sobotniej tragedii w szerszy spór o migrację pozostaje jednak na razie interpretacją, a nie potwierdzonym elementem sprawy.

Zanim padną rozstrzygnięcia o motywach i winie, pozostaje najprostszy i najboleśniejszy bilans. Jedna kobieta, która nie wróciła już do domu, i kilkanaście osób, które wieczór spędziły w szpitalach.

Źródło: Do Rzeczy

Idź do oryginalnego materiału