Sami zamiatali sprawy pod dywan, teraz krytykują natychmiastowe działanie policji

1 dzień temu
Zdjęcie: Sami zamiatali sprawy pod dywan, teraz krytykują natychmiastowe działanie policji


Sprawa gwałtu na jednej z funkcjonariuszek policji wstrząsnęła opinią publiczną. I słusznie. To dramat jednostki, ale też test dla państwa i jego instytucji. Tym razem ten test – wbrew wielu ponurym doświadczeniom z przeszłości – został zdany. Policja zadziałała błyskawicznie. W ciągu trzech dni sprawca, również policjant, został zatrzymany, aresztowany i decyzją sądu trafił na trzy miesiące do aresztu. Czeka na proces. Bez mataczenia, bez „wewnętrznych postępowań, które potrwają”, bez udawania, iż „sprawa jest skomplikowana”.

I właśnie w tym momencie do akcji wkroczył PiS – partia, która przez lata wyłącznie zamiatała kompromitujące spraw pod dywan. Zamiast uznać, iż państwo wreszcie zadziałało tak, jak powinno, politycy tej formacji próbują dziś zagłuszyć sprawne działania policji, opowiadając o rzekomej nieudolności służb. Robią to nie tylko nieuczciwie, ale wręcz groteskowo. Bo jeżeli ktoś w Polsce ma wyjątkowo słabą pozycję do pouczania kogokolwiek o standardach działania policji i odpowiedzialności służb, to właśnie PiS. Wystarczy przypomnieć jedną, symboliczną aferę – tę z granatnikiem. W samym sercu państwa, w gmachu Komendy Głównej Policji, doszło do wybuchu broni przeciwpancernej. Granatnik – według oficjalnych wersji „prezent” z zagranicy – eksplodował w gabinecie komendanta głównego. Zniszczone pomieszczenia, zagrożenie dla życia, kompromitacja na skalę międzynarodową. I co wtedy zrobiło państwo pod rządami PiS? Czy zadziałało „błyskawicznie”? Czy natychmiast postawiono zarzuty, zabezpieczono dowody, jasno wyjaśniono opinii publicznej, kto zawinił?

Nie. Były sprzeczne komunikaty, absurdalne tłumaczenia, miesiące ciszy i próby rozmycia odpowiedzialności. Granatnik sam się znalazł, sam się przyniósł, a potem – niemal sam – wybuchł. Sprawa, która w normalnym państwie doprowadziłaby do natychmiastowych dymisji i aktów oskarżenia, stała się symbolem bezkarności i instytucjonalnego chaosu. To właśnie wtedy PiS pokazał, jak naprawdę rozumie „nadzór nad służbami”.

Dlatego dzisiejsze ataki tej partii na policję są nie tylko niewiarygodne, ale też cyniczne. Gdy sprawa dotyczyła ludzi z własnego obozu władzy, stosowano strategię przeczekania, zagłuszania i rozmywania winy. Gdy jednak policja – w nowej rzeczywistości – działa gwałtownie i bez taryfy ulgowej, PiS nagle odkrywa w sobie troskę o procedury i standardy.
Jednak sprawa tego gwałtu pokazuje coś dokładnie odwrotnego, niż chcieliby politycy PiS. Pokazuje, iż państwo może działać sprawnie, gdy nie jest paraliżowane politycznymi naciskami i strachem przed „swoimi”. Że funkcjonariusz – choćby policjant – może zostać potraktowany jak każdy inny obywatel, jeżeli dopuści się ciężkiego przestępstwa. I iż ofiara nie musi czekać latami na elementarną sprawiedliwość.

Idź do oryginalnego materiału