Jeszcze nie tak dawno przedstawiciele rządu Donalda Tuska przekonywali Polaków, iż unijna pożyczka SAFE to znakomity interes, finansowy sukces i wielka szansa dla polskiej obronności. Krytyków przedstawiano jako ludzi nieodpowiedzialnych, którzy rzekomo nie rozumieją potrzeby szybkiego wzmacniania armii. Tymczasem rzeczywistość zaczyna brutalnie weryfikować propagandę rządowych tuzów. Pożyczka drożeje, jej oprocentowanie rośnie, a rachunek, który przyjdzie zapłacić polskim podatnikom, staje się coraz bardziej niepokojący.
Jak ujawniono, w ciągu zaledwie pół roku wartość polskiego zobowiązania SAFE wzrosła w przeliczeniu na złotówki o około 8 miliardów złotych. Powód? Osłabienie polskiej waluty wobec euro. Kiedy pod koniec maja podpisywano pierwsze umowy, euro kosztowało około 4,21 zł. Wówczas 43,7 miliarda euro, które Polska ma pożyczyć w ramach SAFE, odpowiadało kwocie około 184 miliardów złotych. Dzisiaj, przy kursie około 4,40 zł, jest to już 192 miliardy złotych. Różnica wynosi 8 miliardów. I nie jest to żadna abstrakcyjna liczba z tabeli ekonomistów, ale realne zwiększenie ciężaru zobowiązania w polskiej walucie.
Co więcej, nie chodzi wyłącznie o kurs walutowy. Rośnie również koszt samego finansowania. Kiedy przygotowywano program SAFE, koszt pozyskania pieniędzy wynosił 3,17%. Następnie wzrósł do 3,32%, a najnowsze dane Ministerstwa Finansów wskazują już na 3,40%. To kolejny sygnał ostrzegawczy, którego nie wolno lekceważyć.
Według wyliczeń łączne odsetki przy oprocentowaniu 3,17% miały wynieść 38,8 miliarda euro. Przy stawce 3,32% było to już 40,6 miliarda, a przy obecnych 3,40% kwota wzrasta do 41,6 miliarda euro. Mówimy więc o miliardach euro dodatkowych kosztów, a przecież nikt nie zagwarantuje nam, iż w kolejnych latach finansowanie będzie tańsze. Wszystko wskazuje na to, iż będzie na odwrót – odsetki będą jeszcze rosnąć.
Ministerstwo Finansów tłumaczy, iż oprocentowanie jest ustalane dla kolejnych transz i zależy od kosztów finansowania Komisji Europejskiej. Innymi słowy, ostateczna cena pożyczanych pieniędzy nie jest raz na zawsze zamknięta. Koszt kolejnych transz będzie zależał od warunków rynkowych. Do tego dochodzi ryzyko kursowe, którego nie da się zignorować przy zobowiązaniu wyrażonym w euro.
Właśnie przed takimi konsekwencjami przestrzegało wielu krytyków SAFE. Zwracała na nie uwagę również nasza redakcja. Od początku wskazywaliśmy, iż nie mamy do czynienia z żadnym darmowym prezentem z Brukseli, ale z gigantyczną pożyczką, której koszt będzie zależał od eurokomunistów, czyli czynników pozostających poza kontrolą polskiego państwa. Ostrzegaliśmy, iż SAFE to sprytnie skonstruowana, finansowa pułapka, a uzależnienie kosztów zadłużenia od kursu euro i warunków finansowania stworzy wieloletnie zagrożenie dla polskich finansów publicznych. No chyba, iż gwałtownie przyjmiemy jedynie słuszną walutę…
Co robił z krytyką rząd Tuska? Zamiast rzetelnie przedstawić Polakom wszystkie ryzyka, sprzedawał im opowieść o niezwykle korzystnym europejskim finansowaniu i o zdrajcach noszących „ruskie onuce”, którzy nie chcą tanich zbrojeń przeciwko Rosji. Dzisiaj, kiedy rachunek zaczyna rosnąć, słyszymy uspokajające zapewnienia, iż pożyczka i tak jest tańsza niż alternatywne finansowanie na rynkach. Tylko iż to nie odpowiada na zasadnicze pytanie: czy Polska powinna wiązać się takim zobowiązaniem na warunkach, które narażają ją na wieloletnie ryzyko walutowe i zmienność kosztów finansowania?
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym sługusi UE z rządu Tuska wyjątkowo niechętnie rozmawiają – okres spłaty tej pożyczki może wynosić choćby 45 lat. Oznacza to, iż zobowiązanie zaciągane dzisiaj będzie obciążało kolejne pokolenia Polaków. Ludzi, którzy nie mieli żadnego wpływu na decyzję Donalda Tuska i jego ministrów, a mimo to będą musieli ponosić jej finansowe konsekwencje.
Nie można również abstrahować od politycznego kontekstu całego przedsięwzięcia. SAFE to nie tylko pieniądze, ale również kolejny mechanizm pogłębiania zależności państw członkowskich od unijnych instytucji. Bruksela zyskuje dodatkowy instrument wpływu, a Polska przyjmuje wieloletnie zobowiązanie finansowe, którego obsługa będzie uzależniona od warunków ustalanych na poziomie unijnym. W połączeniu z politycznymi ambicjami brukselskich komunistów i ich dążeniem do ograniczania suwerenności państw narodowych trudno nie dostrzegać w tym kolejnego bata na kraje takie jak Polska.
Oczywiście, można argumentować, iż wojsko potrzebuje pieniędzy, a bezpieczeństwo nie ma ceny. Tyle iż właśnie dlatego decyzje dotyczące finansowania armii powinny być podejmowane z wyjątkową odpowiedzialnością. Bezpieczeństwo narodowe nie może być pretekstem do podpisywania wielopokoleniowych zobowiązań bez odpowiedniego zabezpieczenia interesów państwa, podpisywania ich praktycznie w ciemno.
Polska potrzebuje silnej armii, ale potrzebuje również sensownej polityki finansowej. Nie potrzebuje natomiast rządu, który najpierw zachwala unijny kredyt jako wielki sukces, a później patrzy, jak jego koszt rośnie o kolejne miliardy. SAFE to nie jest żaden prezent. To finansowa pętla założona Polsce na szyję. Niestety, najgorsze dopiero przed nami.
Polecamy również: Feminizacja drogą do upadku cywilizacji

3 godzin temu












