Sąd Najwyższy USA 31 sierpnia stosunkiem głosów 5 do 4 pozwolił administracji Donalda Trumpa kontynuować budowę wartej 400 mln dolarów sali balowej przy Białym Domu. Prezes sądu John Roberts dołączył do trojga liberalnych sędziów w sprzeciwie. Stawką jest podział władz i prawo Kongresu do kontroli państwowego majątku.
Pięć głosów otworzyło plac budowy
Sąd Najwyższy USA w poniedziałek 31 sierpnia wstrzymał działanie orzeczenia niższej instancji, które miało zatrzymać naziemną część budowy sali balowej przy Białym Domu. Decyzja zapadła większością 5 do 4. Administracja Donalda Trumpa może więc prowadzić prace, gdy spór prawny przez cały czas toczy się przed sądami.
Większość podkreśliła w ośmiostronicowym postanowieniu Sądu Najwyższego, iż nie rozstrzyga ostatecznie legalności inwestycji. Uznała natomiast, iż organizacja National Trust for Historic Preservation najpewniej nie wykazała prawa do wniesienia tej sprawy, czyli wymaganej w amerykańskim prawie legitymacji procesowej. To proceduralne rozstrzygnięcie ma bardzo materialny skutek: budowa może postępować.
Projekt jest wyceniany na około 400 mln dolarów. Administracja informowała 13 sierpnia, iż całość jest ukończona w 65 proc. Według stanowiska przedstawionego w postępowaniu konstrukcja miała być w znacznym stopniu gotowa do listopada 2026 r. Czas działa zatem na korzyść inwestora, bo zakończony gmach będzie znacznie trudniej zmienić niż plany na papierze.
John Roberts po stronie liberalnego skrzydła
Najbardziej wymowny okazał się układ głosów. Prezes Sądu Najwyższego John Roberts, nominowany w 2005 r. przez republikańskiego prezydenta George'a W. Busha, sprzeciwił się pięciorgu konserwatywnych sędziów. Do jego zdania odrębnego dołączyły Sonia Sotomayor, Elena Kagan i Ketanji Brown Jackson.
Roberts uznał, iż budowa jest prawdopodobnie bezprawna, a decyzja większości nie służy zasadzie podziału władz. Odrzucił też pogląd, iż osoba regularnie oglądająca historyczny obiekt nie może doznać konkretnej szkody estetycznej wskutek jego trwałej przebudowy. W jego ocenie taki interes może być równie realny jak interes obrońcy przyrody sprzeciwiającego się zniszczeniu lasu czy rzeki.
Prezes sądu zakończył sprzeciw słowami Winstona Churchilla: „Najpierw kształtujemy nasze budynki, a potem one kształtują nas”. Dodał, iż właśnie dlatego odpowiedzialni za Dom Narodu powinni przestrzegać reguł przy podejmowaniu decyzji, co wyburzyć, a co wznieść. Cytat nie był ozdobą. Uderzał w samo sedno sporu o ciągłość państwa.
Bezpieczeństwo i zgoda Kongresu
National Trust for Historic Preservation wystąpił do sądu w grudniu, domagając się wstrzymania prac do czasu kontroli planów przez adekwatne komisje oraz uzyskania zgody Kongresu. 31 marca sędzia federalny Richard Leon zablokował budowę naziemną, ale pozwolił kontynuować prace podziemne przy schronach, bunkrach i elementach bezpieczeństwa.
7 sierpnia federalny sąd apelacyjny dla Dystryktu Kolumbii utrzymał to rozstrzygnięcie stosunkiem głosów 2 do 1. Wcześniejszy etap sporu o salę balową pokazał wyraźny podział: administracja powoływała się na bezpieczeństwo prezydenta i kompleks wojskowy, zaś przeciwnicy projektu wskazywali, iż o trwałej przebudowie federalnej nieruchomości powinien decydować Kongres.
Stanowisko większości Sądu Najwyższego skupiło się na legitymacji organizacji do złożenia pozwu. Administracja przekonywała również, iż wstrzymanie naziemnej konstrukcji może zaszkodzić zabezpieczeniu podziemnej części kompleksu. Sędziowie, którzy przyznali jej rację, nie zamknęli jednak drogi do dalszego badania legalności projektu.
Konserwatywna lekcja dla Polski
Donald Trump ma prawo zabiegać o sprawne i bezpieczne zaplecze Białego Domu. Silna władza wykonawcza bywa konieczna, zwłaszcza w państwie ponoszącym globalną odpowiedzialność. Konserwatysta nie może jednak mylić siły z dowolnością. Instytucje, procedury i narodowe dziedzictwo realizowane są dłużej niż jedna administracja.
To jest również stawka dla Polski. Warszawa opiera bezpieczeństwo na ścisłym sojuszu z Waszyngtonem, dlatego trwałość amerykańskiego ładu konstytucyjnego nie jest dla nas ciekawostką zza oceanu. Potrzebujemy Stanów Zjednoczonych sprawczych, ale przewidywalnych, szanujących własne reguły i zdolnych do zachowania ciągłości państwa.
Sprawa sali balowej pokazuje coś jeszcze. Prawica powinna bronić ładu instytucjonalnego równie stanowczo jak bezpieczeństwa. Państwowy gmach nie jest prywatną własnością chwilowego gospodarza, a mandat wyborczy nie znosi podziału kompetencji. Właśnie dlatego sprzeciw Robertsa ma wagę większą niż spór o architekturę.
Źródła: SCOTUSblog, Sąd Najwyższy USA







![Mistrzowie parkowania [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/09/mp-Wroblewskiego-1.jpg)



