Wojewoda Dolnośląska po wczorajszym posiedzeniu sztabu kryzysowego ujawniła, iż są już wyniki badań osadów dennych z Jeziora Pilchowickiego. Przyznała, przy tym, iż zawierają metale ciężkie!
To nie była katastrofa, którą przyniosła susza, fala upałów czy inne gwałtowne zjawisko pogodowe. Katastrofa ekologiczna w Dolinie Bobru była następstwem działania człowieka. Spuszczanie wody ze Zbiornika Pilchowickiego, prowadzone w ramach modernizacji zapory, uruchomiło proces, którego skutki okazały się dramatyczne dla całego ekosystemu rzeki. Najpierw gwałtownie pogorszyły się warunki tlenowe, później rzeką popłynęły ogromne ilości zawiesiny i osadów dennych, a w zbiorniku rozpoczęło się masowe śnięcie ryb. Ostatecznie odłowiono 23,47 tony śniętych ryb, podczas gdy żywych udało się odłowić zaledwie 2,219 tony.
Dziś, 12 sierpnia, po kolejnych tygodniach badań, sytuacja przez cały czas nie jest jasna. Przeciwnie. Wstępne wyniki najnowszych badań osadów dennych potwierdziły obecność zanieczyszczeń, w tym metali ciężkich. Zakaz korzystania z rzeki zostaje więc utrzymany i nie ma choćby określonego terminu jego zakończenia.
Początek katastrofy.
Modernizacja zapory w Pilchowicach była przedsięwzięciem zaplanowanym i przygotowywanym przez wiele miesięcy. Nie był to nieprzewidywalny wypadek ani nagłe zdarzenie pogodowe. Proces obniżania poziomu wody w zbiorniku był elementem realizacji inwestycji. Trudno wiec mówić o zaskoczeniu.
Jednocześnie już wcześniej Lwówecki.info zwracał uwagę na problem, który powinien być jednym z podstawowych elementów przygotowania całej operacji, czyli na osady denne zgromadzone przez dziesięciolecia w Zbiorniku Pilchowickim.
Jeszcze w maju 2025 roku redakcja pytała instytucje odpowiedzialne za ochronę środowiska o ich wiedzę na temat składu i ilości osadów. Odpowiedzi były jednoznaczne: WIOŚ nie posiadał wyników badań dotyczących składu i szkodliwości osadów, badań nie prowadził także Państwowy Instytut Geologiczny ani GIOŚ. Jednocześnie wiadomo było, iż w zbiorniku przez ponad sto lat gromadził się materiał transportowany przez Bóbr.
Co więcej, wskazywano, iż historyczne zanieczyszczenia mogły obejmować między innymi metale ciężkie. Wśród potencjalnych składników wymieniano ołów, kadm, cynk, rtęć i chrom, a także inne pierwiastki i trwałe związki organiczne. I właśnie ten materiał został później ruszony.
Doszło do katastrofy
Apogeum tragedii przypadło na 29 czerwca 2026 roku. W Zbiorniku Pilchowickim pojawiły się ogromne ilości martwych ryb. Poniżej zapory wędkarze obserwowali kolejne śnięte organizmy, a Bobrem płynęła szara, gęsta zawiesina.
Zbiornik, który przez dziesięciolecia gromadził materiał nanoszony przez rzekę, został gwałtownie opróżniany. Wraz ze zmianą warunków hydrologicznych i odsłanianiem dna woda stopniowo zaczęła wymywać osady. Do rzeki został wprowadzony materiał, który przez dziesięciolecia pozostawał zdeponowany na dnie zbiornika.
Śnięte ryby
Dopiero konkretne dane pokazują rzeczywistą skalę biologicznych strat. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, odpowiadając na pytania Lwówecki.info, przekazała dane uzyskane od Tauron Ekoenergia. Jak wskazano, odłowiono 23,47 tony śniętych ryb i zaledwie 2,219 tony żywych ryb. I to przez cały czas jest tylko ta część strat, którą można było zebrać i zważyć. Nie jest to przecież pełny bilans życia, które znajdowało się w zbiorniku i rzece.

W wodzie żyły nie tylko ryby. Ekosystem wodny tworzą także bezkręgowce, organizmy bentosowe, larwy owadów, skorupiaki, mięczaki, mikroorganizmy oraz roślinność wodna. Dramatyczne pogorszenie warunków tlenowych i przemieszczanie ogromnych ilości osadów musiało oddziaływać również na te organizmy. RDOŚ prowadziła kontrolę dotyczącą między innymi wpływu przedsięwzięcia na dziko występujące rośliny i zwierzęta objęte ochroną gatunkową. Dlatego liczba 23,47 tony martwych ryb, nie powinna być traktowana jako liczba wszystkich organizmów, które zginęły. To jedynie masa śniętych ryb, które zostały odłowione i przekazane do utylizacji.
Skala zanieczyszczeń i zaniedbań
Kolejna liczba pozostało bardziej wymowna i stanowi potwierdzenie ludzkiej głupoty. Warunki określone dla prowadzenia prac przewidywały maksymalną ilość zawiesiny w spuszczanej wodzie na poziomie 80 mg/l. Przy przekroczeniu tego parametru prace miały zostać przerwane. Tymczasem badania zlecone przez WIOŚ wykazały ilość zawiesiny przekraczającą 10 000 mg/l. Informację przekazała minister klimatu. To oznacza przekroczenie poziomu o ponad 12500 procent.
Oddziaływanie inwestycji na środowisko
Lwówecki.info już w 2025 roku wskazywał na historyczne źródła potencjalnych zanieczyszczeń, między innymi działalność Celwiskozy, Polfy, dawne wysypisko w Siedlęcinie oraz wieloletnie odprowadzanie zanieczyszczeń do Bobru. Problem polegał na tym, iż przed rozpoczęciem operacji nie dysponowano pełną wiedzą o składzie tych osadów.
Niemniej RDOŚ potwierdza, iż dla modernizacji zapory nie została wydana decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach. Powodem była decyzja Artura Zycha Burmistrza Wlenia, który odmówił wydania takiej decyzji, uznając, iż przedsięwzięcie nie należy do inwestycji mogących znacząco oddziaływać na środowisko w rozumieniu obowiązujących przepisów.
„Z informacji będących w posiadaniu Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska we Wrocławiu wynika, iż dla przedmiotowego przedsięwzięcia nie została wydana decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach. Burmistrz Miasta i Gminy Wleń, decyzją z dnia 29 maja 2020 r., znak: ORSO.7340.2.D.2020.TK, odmówił wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedmiotowego przedsięwzięcia uznając, iż inwestycja nie spełnia kryteriów zawartych w art. 71 ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko”. – tłumaczy rzecznik RDOŚ, przy czym dyrekcja instytucji podkreśla, iż organem adekwatnym do kwalifikacji inwestycji i wydania ewentualnej decyzji środowiskowej był burmistrz Wlenia.
Jeszcze bardziej wymowne jest to, iż inwestycja związana z remontem zapory nie obejmowała odmulania zbiornika. Tauron Ekoenergia informował, iż poza teren inwestycji miały być wywożone wyłącznie nanosy zgromadzone przy ścianie odwodnej zapory.
W osadach są metale ciężkie
I właśnie tutaj dochodzimy do najnowszych informacji z 12 sierpnia. Podczas posiedzenia Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego przedstawiono wstępne wyniki badań osadów dennych prowadzonych przez GIOŚ. To fundamentalna informacja.

„Podczas posiedzenia przedstawiono wstępne informacje o wynikach badań osadów dennych, analizowanych w tej chwili przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Wynika z nich, iż w osadach występują zanieczyszczenia, w tym metale ciężkie.” – wskazała w komunikacie wojewoda Anna Żabska.
Nie należy jednak dopisywać do niej tego, czego jeszcze nie podano. Na dziś nie znamy jeszcze pełnego zestawienia konkretnych metali ani ich stężeń. Nie znamy również ostatecznej oceny ich wpływu na środowisko.
„Pełny raport – obejmujący ocenę oddziaływania na środowisko, jakość wody oraz zdrowie i życie ludzi – ma zostać przedstawiony pod koniec przyszłego tygodnia.” – precyzuje wojewoda.
To oznacza, iż ponad sześć tygodni po apogeum katastrofy przez cały czas nie znamy pełnego składu materiału, który został uruchomiony podczas opróżniania zbiornika i który codziennie jest transportowany z Pilchowic przez Wleń, Lwówek Śląski, Jezioro w Rakowicach do Bolesławca i dalej do Odry.
Bakterie w wodzie
Po raz kolejny wojewoda w komunikatach przyznaje, iż w wodzie rzeki bóbr wykryto groźne dla człowieka bakterie. Przy czym zapewnia, iż skala jest znikoma.
„Wyniki badań próbek wody pobranych 10 sierpnia w trzech punktach na rzece Bóbr wykazały, iż stężenia enterokoków oraz bakterii Escherichia coli nie przekraczają wartości dopuszczalnych dla kąpielisk. Są to wyniki badań mikrobiologicznych.” – wskazuje wojewoda Żabska, która przyznaje też, iż wreszcie zlecono przeprowadzenie badania ryb.
Brak jest natomiast informacji, dlaczego z tymi badaniami czekano aż tak długo?!
Zakaz korzystania z rzeki Bóbr
Zakaz korzystania z wód Bobru na odcinku od korony Zapory Pilchowickiej do granicy Zbiornika Rakowice przez cały czas obowiązuje. Obejmuje kąpiel, pojenie zwierząt, połów ryb, gospodarcze wykorzystywanie wody oraz korzystanie z jednostek pływających. Co ważne, nie wyznaczono daty, kiedy zakaz zostanie zniesiony. Wojewoda deklaruje, iż ograniczenia pozostaną w mocy tak długo, jak będzie to konieczne, a decyzja o ich zniesieniu zapadnie dopiero po uzyskaniu przez służby pewności, iż korzystanie z rzeki nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i bezpieczeństwa ludzi.
RDOŚ skierowała sprawę do prokuratury
Odpowiedzialność nie została jeszcze prawomocnie rozstrzygnięta, ale sprawa ma już wymiar karny. RDOŚ zakończyła kontrolę dotyczącą przedsięwzięcia „Elektrownia Wodna Pilchowice I – modernizacja obiektów zbiornika wodnego”. Po jej zakończeniu do Prokuratury Rejonowej w Lwówku Śląskim skierowano zawiadomienie dotyczące uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa polegającego na spowodowaniu zniszczeń w świecie roślinnym i zwierzęcym w znacznych rozmiarach.
Wcześniej RDOŚ prowadziła również kontrolę dotyczącą tego, czy inwestor wywiązał się z warunków decyzji dotyczących odstępstw od zakazów obowiązujących wobec chronionych gatunków roślin i zwierząt oraz czy przestrzegano warunków ograniczania i monitorowania oddziaływania przedsięwzięcia na obszar Natura 2000.
Czy naprawdę lepiej późno, niż wcale?
Dzisiaj montowane są kurtyny osadowe ograniczające przemieszczanie się zawiesiny. Planowany jest montaż boi pomiarowych umożliwiających ciągły pomiar parametrów wody. Zlecono badania ryb. Prowadzony jest monitoring rzeki. To wszystko jest potrzebne. Problem polega na tym, iż znaczna część tych działań pojawiła się po katastrofie, a nie jako skuteczny system zapobiegania jej skutkom!
Jeszcze bardziej wymowny pozostaje brak wcześniejszej wiedzy o składzie osadów, mimo iż wiadomo było, iż przez ponad sto lat odkładał się tam materiał z całej zlewni.
Przysłowie mówi: głupota nie zna granic
Jedno natomiast wiadomo już dziś. Tej katastrofy nie spowodowała natura. Człowiek rozpoczął proces, który doprowadził do gwałtownego zaburzenia warunków życia w zbiorniku i rzece. A rachunek za tę operację przez cały czas nie został wystawiony. Nie wiadomo jeszcze, jak długo Bóbr będzie wracał do równowagi i jakie konsekwencje przyniesie uwolnienie zanieczyszczonych osadów, które przez dziesięciolecia pozostawały na dnie zbiornika.
czytaj także: Zakaz ujawniania prawdy o katastrofie ekologicznej?

1 godzina temu













