W dniach 5–7 sierpnia 1944 roku niemieckie oddziały wymordowały na warszawskiej Woli od 40 do 60 tysięcy cywilów — mężczyzn, kobiet i dzieci. Rzeź Woli była jedną z największych jednorazowych zbrodni II wojny światowej i elementem planowej, ludobójczej pacyfikacji Powstania Warszawskiego. Do dziś żaden z jej głównych sprawców nie poniósł za nią kary.
Rozkaz zagłady
Reakcja Adolfa Hitlera na wybuch powstania była bezwzględna. Wydał rozkaz zrównania Warszawy z ziemią i wymordowania jej mieszkańców — bez względu na płeć i wiek, bez rozróżniania walczących i bezbronnych. Nadzór nad tłumieniem zrywu Heinrich Himmler powierzył generałowi Erichowi von dem Bachowi, a wykonanie rozkazu na Woli — grupie bojowej dowodzonej przez Heinza Reinefartha.
Cel był podwójny: przełamać powstańczą obronę wzdłuż głównych ulic prowadzących do centrum oraz złamać wolę oporu przez terror wobec ludności cywilnej. Niemcy uznali, iż masowa zbrodnia zmusi walczących do kapitulacji.
Oddziały zbrodni
Trzon sił skierowanych na Wolę stanowiły formacje o ponurej reputacji. Pułk Oskara Dirlewangera złożony był z kryminalistów i zwolnionych z więzień przestępców. Brygada RONA Bronisława Kamińskiego skupiała rosyjskich kolaborantów. Do tego dochodziły oddziały policyjne i pomocnicze. Formacje te słynęły z bestialstwa, rabunku i gwałtów — i to one 5 sierpnia ruszyły do natarcia wzdłuż ulic Wolskiej i Górczewskiej.
Trzy dni egzekucji
Zamiast prowadzić walkę z powstańcami, Niemcy przystąpili do systematycznej eksterminacji ludności. Mieszkańców wypędzano z domów i piwnic, a następnie masowo rozstrzeliwano — na podwórzach, w bramach i w prowizorycznych miejscach kaźni. Do największych należały teren zakładów przemysłowych przy ulicy Wolskiej, w tym fabryka „Ursus", gdzie zamordowano tysiące osób.
Zbrodnia nie oszczędziła nikogo. W Szpitalu Wolskim Niemcy rozstrzelali lekarzy, personel i pacjentów. Podobny los spotkał chorych i rannych w innych placówkach. Ciała ofiar palono na miejscu, aby zatrzeć ślady — zajmowały się tym specjalne oddziały do usuwania zwłok. Egzekucje objęły także sąsiednią Ochotę, gdzie szalała brygada RONA.
Skala i bezkarność sprawców
W ciągu zaledwie kilku dni zamordowano od 40 do 60 tysięcy ludzi — to jedna z najkrwawszych masowych zbrodni całej wojny, popełniona nie na froncie, ale na bezbronnych mieszkańcach miasta. Terror nie złamał jednak oporu; powstanie trwało jeszcze niemal dwa miesiące.
Najbardziej gorzki pozostaje los sprawców. Erich von dem Bach zeznawał po wojnie jako świadek oskarżenia w Norymberdze i uniknął odpowiedzialności za Warszawę. Heinz Reinefarth nigdy nie został osądzony za rzeź Woli — w powojennych Niemczech pełnił funkcję burmistrza i zasiadał w krajowym parlamencie. Oskar Dirlewanger zmarł w niejasnych okolicznościach tuż po wojnie. Zbrodnia w praktyce pozostała nierozliczona.
Głosy ocalałych
O skali mordu wiemy dziś głównie dzięki nielicznym, którzy przeżyli. Jedną z nich była Wanda Lurie, ciężarna matka, którą Niemcy ustawili do rozstrzelania wraz z dziećmi na terenie fabryki przy ulicy Wolskiej. Postrzelona, przeleżała pod ciałami zamordowanych i zdołała się wydostać — jej dzieci zginęły. Nazwano ją później „polską Niobe". Takich relacji zebrano niewiele, bo Niemcy z premedytacją zacierali ślady, paląc zwłoki i burząc miejsca kaźni. To celowe niszczenie dowodów sprawiło, iż dokładnej liczby ofiar nie da się już ustalić — stąd rozpiętość szacunków sięgająca kilkudziesięciu tysięcy ludzi.
Pamięć i zobowiązanie
Rzeź Woli przez dziesięciolecia była w świadomości świata przesłonięta przez samą legendę Powstania. W czasach PRL temat niemieckich zbrodni bywał wykorzystywany propagandowo, ale rzetelne badania mogły rozwinąć się na dobre dopiero po 1989 roku. Dziś przypomina o rzezi Pomnik Pamięci Ofiar Rzezi Woli przy ulicy Leszno oraz praca historyków, którzy wciąż próbują ustalić nazwiska i pełną liczbę zamordowanych.
Ta zbrodnia jest częścią rachunku krzywd, jakich naród polski doznał od niemieckiego okupanta — rachunku, którego domaga się nie zemsta, ale prawda i pamięć o tysiącach bezimiennych ofiar. Przypominanie o Woli to nie rozdrapywanie ran, ale obowiązek wobec pomordowanych i przestroga, do czego prowadzi ideologia odmawiająca człowiekowi prawa do życia.











