Od 23 sierpnia 2026 r. urzędy stanu cywilnego w całej Polsce mają stosować nowe wzory dokumentów z rozporządzenia Ministra Cyfryzacji, Dz.U. 2026 poz. 667, pozwalające transkrybować zagraniczne akty małżeństw osób tej samej płci. Skutek jest poważny: spór o konstytucyjny model małżeństwa przenosi się do każdego USC.
Rozporządzenie zamiast normalnej ustawy
Rząd Donalda Tuska wybrał drogę, która musi budzić sprzeciw obrońców ładu konstytucyjnego. Od 23 sierpnia 2026 r. zaczęły obowiązywać nowe wzory dokumentów w urzędach stanu cywilnego, wynikające z rozporządzenia Ministra Cyfryzacji z 22 maja 2026 r., opublikowanego jako Dz.U. 2026 poz. 667. W praktyce chodzi o umożliwienie transkrypcji zagranicznych aktów, w których jako małżonkowie widnieją osoby tej samej płci.
To nie jest techniczna korekta formularzy, jak chce przedstawiać sprawę obóz rządzący. To próba przesunięcia znaczenia małżeństwa przez administrację, bez uczciwej debaty ustawowej i bez zmiany podstawowych przepisów rodzinnych. Państwo ma prawo porządkować rejestry. Nie ma prawa udawać, iż spór o małżeństwo da się schować w rubrykach dokumentu.
Na DN opisywaliśmy już, iż w USC chodzi o zagraniczne akty, nie o ceremonie zawierane w Polsce. To rozróżnienie jest potrzebne. Nie zmienia jednak sedna: polski rejestr stanu cywilnego ma zacząć odzwierciedlać model, którego polskie prawo rodzinne nie zna.
Konstytucja mówi jasno
Punktem odniesienia pozostaje art. 18 Konstytucji RP, który obejmuje ochroną małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Kodeks rodzinny i opiekuńczy także opiera zawarcie małżeństwa na oświadczeniach składanych przez mężczyznę i kobietę. Można prowadzić spór polityczny o przyszłość prawa. Nie wolno jednak omijać tego sporu aktem podustawowym.
Właśnie dlatego tak istotny był lipcowy wyrok Trybunału Konstytucyjnego. TK zakwestionował rozporządzenie w zakresie wzorów dokumentów służących takim transkrypcjom, a DN pisał szerzej, co oznaczał wyrok w sprawie transkrypcji małżeństw jednopłciowych. Rząd odpowiada na to politycznie: nie uznaje obecnego Trybunału i idzie dalej.
Tu leży sedno konfliktu. jeżeli władza wykonawcza uznaje za niewygodne orzeczenie sądu konstytucyjnego i jednocześnie popycha urzędy do stosowania kwestionowanego rozwiązania, zwykły urzędnik zostaje postawiony między presją polityczną a odpowiedzialnością za legalność własnej decyzji. To bardzo zły standard państwa.
Bruksela jako dźwignia nacisku
Rząd powołuje się na europejski kontekst, w tym na wyrok TSUE z 25 listopada 2025 r. w sprawie C-713/23. Trybunał w Luksemburgu wskazał, iż państwo członkowskie powinno przewidzieć procedurę uznania małżeństwa zawartego przez obywateli Unii tej samej płci w innym państwie członkowskim, gdy chodzi o korzystanie ze swobody przemieszczania się i życia rodzinnego.
To jednak nie zamyka polskiej dyskusji. Przeciwnie, otwiera pytanie o granice nacisku prawa unijnego na materię, która dotyka tożsamości konstytucyjnej państwa. Małżeństwo, rodzina i rejestr stanu cywilnego nie są detalem administracyjnym. Są częścią porządku, w którym państwo opisuje podstawowe relacje społeczne.
Jeżeli Bruksela i Luksemburg mogą krok po kroku wymuszać zmianę praktyki bez decyzji polskiego parlamentu, to suwerenność staje się słowem uroczystym, ale pustym. Dla Polaków oznacza to realny problem: o sprawach rodzinnych zaczynają decydować nie wyborcy przez swoich przedstawicieli, ale kombinacja wyroków, rozporządzeń i presji ideologicznej.
Urzędnik nie powinien być tarczą rządu
Lewica mówi o godności i równości. Te słowa nie zwalniają jednak państwa z obowiązku działania w granicach prawa. Godność osób nie wymaga rozmontowywania konstytucyjnego pojęcia małżeństwa. Można rozmawiać o sprawach praktycznych, dziedziczeniu, informacji medycznej czy statusie osoby bliskiej. Nie wolno podmieniać małżeństwa tylnymi drzwiami.
Problem dotknie teraz kierowników USC. To oni będą podpisywać dokumenty i to oni usłyszą od obywateli pytanie, czy działają na podstawie prawa, czy na podstawie politycznej instrukcji. W tle pozostaje także spór o zakres rozporządzenia, o którym pisał DN przy okazji tekstu prawa rodzinnego nie wolno zmieniać rozporządzeniem.
Państwo poważne nie robi z urzędnika zasłony dla ideologicznej operacji. Państwo poważne mówi obywatelom wprost: jeżeli chcecie zmienić prawo rodzinne, potrzebna jest ustawa, debata i odpowiedzialność polityczna. Rząd Tuska wybiera inną drogę. Ta sprawa jest ważna dla konserwatystów i dla wszystkich, kto chce, by prawo w Polsce znaczyło coś więcej niż bieżąca wola rządzących.
Źródło: Radio Maryja, Dziennik Ustaw, TSUE, Sejm RP.
Źródło: Radio Maryja












