W setkach mniejszych miast i miejscowości ciepło przez cały czas powstaje w starych kotłach spalających przede wszystkim węgiel. Rząd przygotowuje program, który ma ten model stopniowo zmienić. Jak ustaliła Rzeczpospolita, planowana jest budowa oraz modernizacja małych lokalnych ciepłowni, a węgiel ma być zastępowany przede wszystkim gazem. Minister energii Miłosz Motyka potwierdził gazecie, iż prace nad programem transformacyjnym dla polskiego ciepłownictwa rzeczywiście ruszają, a najważniejsze inwestycje mają być realizowane od 2027 roku.
Mężczyzna dostosowuje temperaturę na grzejniku. Fot. Shutterstock / Warszawa w Pigułce.To może być jedna z największych zmian w polskim ogrzewaniu od lat, bo z ciepła systemowego korzysta około 15 mln mieszkańców Polski. Problem polega na tym, iż przejście z węgla na gaz nie oznacza jeszcze ucieczki od kosztów emisji CO2. Gaz jest paliwem mniej emisyjnym od węgla i pozwala znacznie ograniczyć część zanieczyszczeń, ale przez cały czas pozostaje paliwem kopalnym. Duże instalacje ciepłownicze już dziś funkcjonują w systemie ETS1, natomiast w przypadku części mniejszych źródeł koszt emisji może w przyszłości pojawić się poprzez ETS2. Unia przygotowuje pełne uruchomienie tego systemu w 2028 roku.
Najpierw małe miasta. Tam problem ze starymi ciepłowniami jest największy
Według ustaleń Rzeczpospolitej nowy program ma być skierowany przede wszystkim do Polski lokalnej i mniejszych miejscowości. W wielu z nich funkcjonują niewielkie systemy ciepłownicze, które przez dziesięciolecia opierały się na lokalnej kotłowni węglowej. Takie przedsiębiorstwa często mają niewielką liczbę klientów, stare urządzenia, wysokie koszty stałe oraz ograniczone możliwości samodzielnego sfinansowania inwestycji liczonych w dziesiątkach milionów złotych.
Minister energii Miłosz Motyka potwierdził dziennikowi rozpoczęcie programu transformacyjnego, choć szczegółowa lista miejscowości, konkretnych inwestycji i zasad ich finansowania nie została jeszcze przedstawiona publicznie. Z informacji gazety wynika, iż duży program modernizacyjny ma wejść w zasadniczą fazę w 2027 roku. Nie chodzi przy tym wyłącznie o wymianę jednego kotła na drugi. Modernizowane mają być całe lokalne systemy – źródła wytwarzania, infrastruktura i sieci dostarczające ciepło do mieszkań.
Węgiel przez cały czas odpowiada za ponad połowę ciepła w Polsce
Skala wyzwania jest ogromna. Według ostatnich pełnych danych Urzędu Regulacji Energetyki w 2024 roku węgiel odpowiadał za 57,4 proc. energii produkowanej przez sektor ciepłowniczy. Jeszcze rok wcześniej udział wynosił 61,2 proc. Kierunek zmian jest więc widoczny, ale polskie ciepłownictwo wciąż pozostaje jednym z najbardziej uzależnionych od paliw stałych systemów w Europie.
W tym samym czasie udział gazu ziemnego zwiększył się z 13 do 15,2 proc., natomiast odnawialne źródła energii odpowiadały za 14,7 proc. produkcji. Od 2002 do 2024 roku udział węgla kamiennego i brunatnego w ciepłownictwie uległ zmniejszeniu łącznie o 24,3 pkt proc. Lukę stopniowo wypełniają przede wszystkim źródła gazowe i odnawialne. Rządowy plan dla małych ciepłowni ma ten proces wyraźnie przyspieszyć.
| Węgiel | 57,4 proc. |
| Gaz ziemny | 15,2 proc. |
| Odnawialne źródła energii | 14,7 proc. |
| Pozostałe źródła | Pozostała część produkcji |
Gaz rozwiązuje część problemów węgla, ale tworzy kolejny problem
Z punktu widzenia lokalnej ciepłowni zamiana węgla na gaz może być stosunkowo prostym sposobem szybkiego ograniczenia emisji i modernizacji źródła bez całkowitego przebudowywania całego systemu. Gaz pozwala również na budowę jednostek kogeneracyjnych, które jednocześnie produkują ciepło i energię elektryczną. Są bardziej elastyczne od klasycznych kotłów węglowych, łatwiej sterować ich pracą, a lokalna instalacja może szybciej reagować na rzeczywiste zapotrzebowanie mieszkańców.
Gaz nie jest jednak źródłem bezemisyjnym. Jego spalanie przez cały czas powoduje emisję CO2, choć mniejszą niż spalanie węgla przy wytwarzaniu porównywalnej ilości energii. Właśnie dlatego gaz w polityce energetycznej jest często traktowany jako paliwo przejściowe, a nie rozwiązanie docelowe. Rządowa Strategia transformacji ciepłownictwa do 2040 roku zakłada ostatecznie znacznie szerszą zmianę – rozwój OZE, magazynów ciepła, elektryfikacji, wykorzystania ciepła odpadowego oraz integracji lokalnych źródeł energii.
Największy haczyk to ETS. Gaz również nie ucieka od kosztów CO2
Tu zaczyna się najważniejsza część całej układanki. Samo zastąpienie węgla gazem może zmniejszyć emisję CO2, ale nie eliminuje kosztu emisji. Trzeba jednak rozróżnić dwa unijne systemy, ponieważ sytuacja dużej elektrociepłowni i małej kotłowni w niewielkim mieście nie jest taka sama.
Duże instalacje ciepłownicze o całkowitej nominalnej mocy cieplnej przekraczającej zasadniczo 20 MW już dziś są objęte istniejącym systemem EU ETS, potocznie nazywanym ETS1. Przedsiębiorstwo musi rozliczać emisję CO2 i koszt uprawnień stanowi jeden z elementów kosztów produkcji ciepła. Zmiana paliwa z węgla na gaz ogranicza liczbę potrzebnych uprawnień, ponieważ przy produkcji energii z gazu powstaje mniej CO2, ale koszt nie spada do zera.
Inaczej wygląda sytuacja części mniejszych systemów, których moc znajduje się poniżej granicy obecnego ETS1. To właśnie takie niewielkie ciepłownie są charakterystyczne dla mniejszych miast, do których ma być skierowany nowy program. Po uruchomieniu ETS2 koszt emisji związanej z paliwami kopalnymi będzie uwzględniany na wcześniejszym etapie obrotu paliwem. Formalnie uprawnień nie będzie kupował lokator mieszkania ani każdy właściciel małej ciepłowni w taki sam sposób jak instalacja ETS1 – obowiązek spoczywa na dostawcach paliw, ale koszt może zostać przeniesiony w ich cenach.
| Duża ciepłownia objęta ETS1 | Już dziś rozlicza emisję w EU ETS |
| Duża ciepłownia przechodząca z węgla na gaz | Nadal pozostaje w ETS1, ale przy niższej emisji CO2 potrzebuje mniej uprawnień |
| Małe źródło poza ETS1 korzystające z paliwa kopalnego | Po uruchomieniu ETS2 koszt CO2 może pojawić się w cenie paliwa |
| Instalacja wykorzystująca OZE | Nie ponosi kosztu emisji CO2 ze spalania paliwa kopalnego w takim zakresie |
Nie będzie podwójnej opłaty ETS1 i ETS2 za ten sam gaz
To bardzo ważne, bo wokół ETS2 pojawia się sporo nieporozumień. Gaz zużywany przez instalację już objętą ETS1 nie ma być ponownie obciążany ETS2 za tę samą emisję. Unijne przepisy przewidują mechanizm zapobiegający podwójnemu naliczaniu. Polski resort klimatu również potwierdzał w odpowiedzi na pytania dotyczące ciepłownictwa, iż paliwa wykorzystywane w istniejącym systemie ETS nie będą dodatkowo obciążane ETS2.
Dla mieszkańca najważniejszy jest jednak efekt końcowy: w jednym albo drugim modelu gaz pozostaje paliwem obciążonym polityką cenową dotyczącą emisji CO2. Dlatego wybudowanie w 2027 roku gazowej ciepłowni nie daje gwarancji, iż za 10 czy 15 lat będzie ona wytwarzać ciepło bez kosztów emisyjnych. Ostateczna opłacalność inwestycji będzie zależeć między innymi od ceny samego gazu, ceny uprawnień do emisji, sprawności instalacji oraz możliwości późniejszego dołączania innych źródeł.
ETS2 ma ruszyć w pełni w 2028 roku
Jeszcze niedawno w większości informacji dotyczących ETS2 pojawiał się rok 2027. W 2026 roku sytuacja się zmieniła. Rada UE i Parlament Europejski pracują nad mechanizmami stabilizującymi ceny nowego systemu, a obecne unijne komunikaty wskazują na pełne uruchomienie ETS2 w 2028 roku. System obejmie paliwa wykorzystywane między innymi w budynkach, transporcie drogowym i części dodatkowych sektorów.
To oznacza interesujący zbieg terminów. Według ustaleń Rzeczpospolitej największe inwestycje w małe ciepłownie mają ruszać od 2027 roku, a rok później zacznie w pełni działać nowy mechanizm cenowy dla emisji w sektorach dotychczas pozostających poza ETS1. Wymiana starej ciepłowni węglowej na gazową może więc zmniejszyć ekspozycję na CO2, ale jej nie usuwa.
Dlatego oficjalna strategia rządu idzie znacznie dalej niż sam gaz
Tu trzeba rozdzielić dwie rzeczy. Informacja o tym, iż małe ciepłownie mają przechodzić przede wszystkim z węgla na gaz, pochodzi z ustaleń Rzeczpospolitej dotyczących przygotowywanego programu. Oficjalna Strategia transformacji ciepłownictwa do 2040 roku nie zakłada natomiast budowy systemu opartego docelowo na gazie. Ministerstwo Energii jako strategiczny cel wskazuje stopniowe odchodzenie od paliw kopalnych na rzecz źródeł nisko- i bezemisyjnych.
Docelowy system ma wykorzystywać między innymi duże pompy ciepła, geotermię, energię z OZE, kotły elektryczne, ciepło odpadowe z przemysłu i centrów danych, magazyny ciepła oraz lokalną kogenerację. Chodzi o to, aby ciepłownia nie była już jednym wielkim kotłem spalającym przez cały rok jeden rodzaj paliwa, ale systemem łączącym kilka różnych źródeł i wybierającym najkorzystniejsze z nich w danym momencie.
Państwo uruchomiło 3 mld zł na transformację ciepłownictwa
Równolegle funkcjonuje już Fundusz Transformacji Ciepłownictwa. Rada Ministrów przyjęła odpowiednią uchwałę 28 sierpnia 2026 roku, a program ma dysponować budżetem co najmniej 700 mln euro, czyli około 3 mld zł. NFOŚiGW potwierdził we wrześniu, iż fundusz został ustanowiony i ma wspierać inwestycje służące dekarbonizacji systemów ciepłowniczych do 2030 roku.
Nie należy jednak automatycznie utożsamiać tych 3 mld zł z opisanym przez Rzeczpospolitą programem przechodzenia małych ciepłowni na gaz. Oficjalny Fundusz Transformacji Ciepłownictwa jest skoncentrowany przede wszystkim na OZE, elektryfikacji, cieple odpadowym, magazynach ciepła, modernizacji sieci, cyfryzacji i cyberbezpieczeństwie. Gaz nie znajduje się na pierwszym planie oficjalnego katalogu technologii przedstawianego przez NFOŚiGW.
Cała transformacja będzie kosztować wielokrotnie więcej
3 mld zł wygląda na ogromną kwotę, ale przy skali polskiego ciepłownictwa jest dopiero początkiem. Według szacunków przywoływanych przy rządowej strategii nakłady potrzebne do transformacji sektora do 2040 roku mogą wynieść od około 197 do 231 mld zł. W grę wchodzi bowiem nie tylko wymiana kotłów, ale również dziesiątki tysięcy kilometrów sieci, nowe źródła energii, magazyny ciepła, modernizacja węzłów i ograniczenie strat przesyłowych.
Polska ma około 400 koncesjonowanych przedsiębiorstw ciepłowniczych i około 23 tys. km sieci. Z systemów korzysta około 15 mln ludzi. choćby niewielka zmiana kosztów produkcji przekłada się więc na rachunki milionów mieszkańców bloków, spółdzielni, wspólnot, szkół, urzędów i przedsiębiorstw.
Dlaczego rząd nie przeskoczy od razu z węgla do pomp ciepła i geotermii?
W teorii najbardziej oczywiste byłoby całkowite pominięcie gazowego etapu i natychmiastowe przejście na rozwiązania bezemisyjne. W praktyce nie każda niewielka miejscowość ma dostęp do geotermii, odpowiednio mocnej sieci elektroenergetycznej, taniego ciepła odpadowego czy warunków pozwalających od razu zbudować system oparty w większości na dużych pompach ciepła.
Ciepłownia musi przy tym zapewnić dostawy również wtedy, kiedy przez kilka dni panuje kilkunastostopniowy mróz i zużycie gwałtownie rośnie. Źródło gazowe może stosunkowo gwałtownie zwiększyć produkcję i pełnić rolę mocy szczytowej lub rezerwowej. Dlatego choćby systemy z dużym udziałem OZE mogą przez pewien okres zachowywać źródło gazowe, uruchamiane tylko podczas największego zapotrzebowania.
Kluczowe będzie więc to, czy nowe jednostki gazowe zostaną zaprojektowane jako etap przejściowy i element bardziej zróżnicowanego systemu, czy też małe miasta zostaną uzależnione od jednego paliwa kopalnego na kolejne dekady. Szczegółowych założeń programu opisywanego przez Rzeczpospolitą rząd jeszcze nie przedstawił, dlatego dziś nie da się odpowiedzieć, jaki udział mają mieć gaz, OZE i pozostałe technologie w konkretnych miejscowościach.
Dla mieszkańca liczy się jedno: czy rachunek rzeczywiście spadnie
Deklarowanym celem rządowej strategii jest nie tylko ograniczanie emisji, ale również utrzymanie akceptowalnych cen ciepła. Ministerstwo Energii wskazuje, iż rosnące koszty paliw kopalnych i emisji są jednym z głównych powodów konieczności przebudowy sektora. W 2024 roku rentowność brutto całego ciepłownictwa wynosiła według URE minus 0,49 proc., a w poprzednim roku było to aż minus 9,5 proc. Jednocześnie roczne inwestycje sektora wyniosły około 4,66 mld zł.
Dla mieszkańca małego miasta nazwa technologii ma znaczenie drugorzędne. Interesuje go przede wszystkim to, czy po modernizacji ciepło będzie dostępne bez przerw i czy rachunek nie wzrośnie gwałtownie. Nowa gazowa jednostka może być znacznie nowocześniejsza i mniej emisyjna niż wysłużona kotłownia węglowa, ale jej rachunek ekonomiczny przez cały czas będzie zależał od światowych cen gazu oraz kosztów emisji.
Mniejsze miasta Mazowsza mogą znaleźć się w centrum zmian. Warszawa to zupełnie inna skala
Program może mieć duże znaczenie dla mniejszych miast i miejscowości Mazowsza, gdzie działają lokalne systemy ciepłownicze o nieporównywalnie mniejszej skali niż warszawska sieć. To właśnie takie przedsiębiorstwa mają największy problem ze sfinansowaniem kosztownej przebudowy wyłącznie z własnych środków.
Warszawa nie jest typowym adresatem zapowiadanego programu małych ciepłowni. Stołeczny system należy do największych w Europie i działa w zupełnie innej skali technologicznej oraz finansowej. Dla regionu zmiana może być jednak bardzo widoczna. W małym mieście wymiana jednego głównego źródła może oznaczać zmianę sposobu ogrzewania kilku tysięcy mieszkań praktycznie jednocześnie.
Węgiel ma ustępować gazowi, ale gaz również jest tylko etapem
Plan opisany przez Rzeczpospolitą rozwiązuje część problemu, ale nie zamyka transformacji. Przejście z węgla na gaz oznacza mniejszą emisję CO2 na jednostkę produkowanej energii i znaczące ograniczenie wielu lokalnych zanieczyszczeń. Nie oznacza natomiast stworzenia źródła całkowicie wolnego od polityki emisyjnej UE. Duże ciepłownie już mają ETS1, a małe systemy wykorzystujące paliwa kopalne mogą od 2028 roku odczuć ETS2 w cenie kupowanego paliwa.
Dlatego znacznie ważniejsze od samego hasła „węgiel zamieniamy na gaz” będzie to, co powstanie obok nowej jednostki gazowej. o ile równolegle pojawią się pompy ciepła, fotowoltaika, geotermia, odzysk ciepła, magazyny oraz zmodernizowana sieć, gaz może z czasem zostać ograniczony do roli źródła szczytowego. o ile natomiast pozostanie jedynym paliwem nowej ciepłowni, miejscowość pozbędzie się części problemów związanych z węglem, ale przez cały czas pozostanie zależna od cen paliwa kopalnego i kosztów emisji CO2.

1 godzina temu














