Rząd socjalistyczny?: Kontrowersje w USA wokół decyzji Trumpa o zakupie udziałów w firmie produkującej chipy

bejsment.com 2 godzin temu

W piątek Donald Trump ogłosił, iż administracja USA nabyła 10% udziałów w koncernie Intel, jednym z największych producentów półprzewodników w kraju. Dodał także, iż rząd nie zamierza kończyć na tej transakcji i może kupować kolejne pakiety.
„Zawsze będę zawierał takie umowy dla dobra naszego państwa” – napisał na swojej platformie Truth Social. „Będę również wspierał firmy, które prowadzą korzystne interesy z Ameryką”.

Prezydent odniósł się w ten sposób do krytyki, która narastała od kilku dni. Powiedział, iż jego słowa skierowane są do „głupców”, wśród których wymienił część prawicowych komentatorów.
„Nie można sprzeciwiać się socjalizmowi wyłącznie wtedy, gdy dotyczy on lewicy” – stwierdził konserwatywny radiowiec Erick Erickson. „Jeśli ktoś popiera taki model, to Donald Trump jest właśnie jego kandydatem”.

Przeciwnicy zarzucają Trumpowi, iż łamie tradycje Stanów Zjednoczonych i konserwatywną zasadę ograniczonej roli państwa. Ekonomiści ostrzegają, iż wspieranie firm mających kontrakty z rządem może zwiększyć ryzyko nadużyć i obniżyć efektywność rynku.
„Widać, iż decyzje inwestycyjne będą podporządkowane polityce, a nie rachunkowi ekonomicznemu” – powiedział Tad DeHaven, ekspert ds. gospodarki z libertariańskiego think tanku Cato Institute. „To oznacza faktyczne wchodzenie rządu w proces zarządzania prywatną korporacją” – dodał.

Trump podkreśla, iż USA nie zapłaciły gotówką za pakiet akcji Intela wart blisko 9 miliardów dolarów, ponieważ są to udziały bez prawa głosu. W praktyce jednak nie był to zakup bezkosztowy.
Rząd zamienił bowiem niewypłacone dotacje na budowę zakładów, wynikające z ustawy Chip Act z 2023 roku – mającej wspierać rodzimą produkcję półprzewodników – na akcje przedsiębiorstwa.

To nie pierwszy raz, gdy administracja federalna sięga po taki mechanizm. W czasie kryzysu finansowego w 2009 roku państwo przejęło częściowy nadzór nad General Motors, Citigroup i AIG, by zapobiec ich bankructwu.
Ówcześni prezydenci George W. Bush i Barack Obama tłumaczyli, iż były to wyjątkowe działania, ograniczone w czasie, które miały powstrzymać załamanie gospodarki.

Obecna administracja tłumaczy się koniecznością ochrony strategicznej gałęzi przemysłu dla bezpieczeństwa narodowego, ale prawnicy zwracają uwagę, iż tego rodzaju zabezpieczenia realizowane są bez realnej kontroli zewnętrznej.
„To nie jest próba wzmocnienia Intela, ale przejęcie nad nim kontroli i być może czerpanie większych zysków” – ocenił Robert Atkinson, prezes fundacji Computing Technology and Innovation Foundation.

Sam fakt posiadania udziałów państwowych w firmach prywatnych nie jest niczym nadzwyczajnym. Podobne praktyki stosują Chiny, Rosja, a choćby kraje europejskie, które od dekad inwestują w strategiczne sektory, takie jak lotnictwo, kosmos, telekomunikacja czy energetyka.
We wtorek sekretarz handlu Howard Lutnick zapowiedział podobne posunięcia, wskazując, iż USA mogą wejść kapitałowo w spółki zbrojeniowe i produkujące amunicję.
„Lockheed Martin uzyskuje 97% przychodów od rządu federalnego” – zaznaczył. „Jeśli rząd buduje wartość waszej firmy, to uczciwe jest, aby prezydent Trump brał pod uwagę interes obywateli”.

Z kolei doradca ekonomiczny Trumpa, Kevin Hassett, zaproponował powołanie państwowego funduszu majątkowego. Prezydent wielokrotnie wskazywał fundusze inwestycyjne kontrolowane przez Chiny czy państwa Zatoki Perskiej jako wzór sposobu zarabiania przez rządy.
„W przyszłości będzie więcej tego typu umów, jeżeli nie w sektorze półprzewodników, to w innych” – przewidywał Hassett.

Mówił m.in. o „złotym udziale” rządu w US Steel, wynegocjowanym podczas przejęcia przez japońskich inwestorów, czy o części zysków ze sprzedaży chipów Nvidii i AMD w Chinach. Podkreślał również, iż zagraniczne inwestycje w amerykański przemysł mogą wzmocnić taki fundusz.
„Korea Południowa przeznaczy dla USA 350 miliardów dolarów w postaci inwestycji, które będą kontrolowane przez nasz kraj i wybrane przeze mnie jako prezydenta” – chwalił się Trump w zeszłym miesiącu na Truth Social.

Mimo iż Trump często podkreśla swoje talenty negocjacyjne, Richard Stern z konserwatywnego Heritage Foundation uważa, iż państwowa kontrola nigdy nie dorównuje efektom wolnorynkowej konkurencji.
„Nawet jeżeli ktoś byłby największym wizjonerem biznesu w historii, sukces firm bierze się z wiedzy i kompetencji ludzi, którzy znają branżę i produkt” – zaznaczył Stern. „Żaden człowiek nie jest w stanie skutecznie zarządzać wszystkimi gałęziami przemysłu”.

Jak dotąd niewielu republikańskich polityków – choćby w Kongresie – otwarcie skrytykowało nową koncepcję prezydenta związaną z państwowym kapitalizmem. Wyjątek stanowi senator Rand Paul z Kentucky, który stwierdził:
„Jeśli socjalizm oznacza kontrolę rządu nad środkami produkcji, to czy pakiet akcji Intela w rękach państwa nie jest właśnie takim krokiem?” – napisał na platformie X.

Z kolei senator Bernie Sanders z Vermont, deklarowany socjalista, pochwalił ten ruch. „Jeśli koncerny półprzewodnikowe korzystają z hojnych dotacji federalnych, podatnicy mają prawo oczekiwać realnego zwrotu z inwestycji” – powiedział były kandydat na prezydenta.

Niektórzy eksperci ostrzegają, iż władza gospodarcza zgromadzona przez Trumpa może zostać wykorzystana w przyszłości przez kolejnych przywódców.
„Kto wierzy, iż kolejny prezydent pozwoli, aby rząd posiadał 10% Intela i nie ingerował w jego politykę w kwestii zielonej energii, różnorodności czy odpowiedzialności społecznej?” – pytał DeHaven.

Sam Trump nie wydaje się tym przejmować – jego działania można odczytywać zarówno jako element szerszej strategii, jak i jako typowy odruch przedsiębiorcy chcącego brać udział w zarządzaniu, czy to sugerując Coca-Coli zmianę receptury, czy zachęcając Cracker Barrel do powrotu do starego logo.
„Ludzie uciekają w różne -izmy: socjalizm, korporacjonizm, kapitalizm państwowy” – podsumował DeHaven. „W rzeczywistości mamy do czynienia z trumpizmem”.

Idź do oryginalnego materiału