Tłum gotów skandować: „Pod twoją obronę, ojcze Rydzyku, oddajemy się”, „Dziękujemy za opatrzność boską, która zesłała nam ciebie, a ty począłeś nasze ukochane Radio Maryja”. Gdy w roku 1991 na Kujawach zaczęła nadawać stacja o charakterze religijno-społecznym, niewielu było takich, którzy wróżyli jej przyszłość. Rydzyk jednak wiedział swoje, celował w odbiorcę 60 plus z emeryturą, i się nie pomylił. Nie tylko powstała wielka radiowa rodzina, ale także zebrał spory kapitał. Kiedy okazało się, iż dzienna słuchalność Radia Maryja przekracza 680 tysięcy, z kasą pospieszyli politycy.
Ksiądz biznesmen zapragnął mieć telewizję. Trwam jednak kuleje – średnia liczba widzów nie przekracza 29 tys. i z roku na rok maleje. Natomiast rozwija się i kwitnie imperium medialne. Już nie tylko nadaje i kształtuje opinię prawicowego elektoratu, ale także kształci propagandystów, uważanych za dziennikarzy. Rydzykowi do biznesu, jak do życia tlen, potrzebni byli i są politycy, szczególnie gdy z państwowej kasy szczodrze sypali milionami. Ta chwilowo zamknięta, ale zbliżają się wybory i politykom Rydzyk znów może być potrzebny w kampanii wyborczej. Więc mimo iż ojciec dyrektor „tych” w Sejmie nazwał „żulikami w krawatach”, to na Jasną Górę, bez obrazy, zjechali gremialnie m.in. Błaszczak, Czarnek, Obajtek, Macierewicz, by w modlitwach, śpiewach i tańcach uczestniczyć.
Radio Maryja na tle innych prawicowych stacji wyróżnia się natężeniem dezinformacji. Rydzyk choćby w tym świętym miejscu – jak Twardowski w balladzie Mickiewicza – „śmieszył, tumanił i przestraszał”. Słuchacze przyjmowali „święte słowa” redemptorysty za dobrą monetę i na pewno uwierzyli, iż Ziobro i Romanowski to kryształowi ludzie. Bestialstwem nazwał zgodne z prawem działania rządu, dając do zrozumienia, iż po wyborach może się to zmienić. Od modlitwy pielgrzymów dużo zależy.
Tak oto na Jasnej Górze robi się propagandę wyborczą, boże szaleństwo.

1 godzina temu





