Rządowy projekt UD458 ma od 1 stycznia 2027 r. obniżyć limit ryczałtu z 2 mln do 250 tys. euro i wprowadzić 17-proc. stawkę od nadwyżki ponad 300 tys. euro. Dla małych firm to sygnał prosty: fiskus znów szuka pieniędzy w polskiej przedsiębiorczości.
Niższy limit, wyższa stawka
Ministerstwo Finansów wpisało do projektu podatkowego dwa rozwiązania, które szczególnie uderzają w przedsiębiorców rozliczających się ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. W założeniach projektu UD458 przewidziano obniżenie limitu przychodów uprawniającego do wyboru ryczałtu z 2 mln euro do 250 tys. euro. Drugi element to 17-proc. stawka od nadwyżki przychodów osiągniętych w trakcie roku ponad 300 tys. euro.
To nie jest drobna korekta techniczna. Limit ma spaść ośmiokrotnie. W praktyce państwo mówi części przedsiębiorców: dopóki rośniecie ostrożnie, możecie korzystać z prostszych zasad, ale gdy osiągacie większą skalę, wracacie pod cięższy reżim fiskalny. Tak buduje się gospodarkę zależną od etatu i urzędu, a nie silną klasę właścicielską.
Ryczałt był prosty, więc stał się podejrzany
Ryczałt zyskał popularność, bo jest czytelny: podatek płaci się od przychodu, według stawki zależnej od rodzaju działalności. Dla wielu małych firm oznacza mniej księgowej mitręgi i łatwiejsze planowanie. Według opisu tej formy opodatkowania na biznes.gov.pl stawki zależą od rodzaju prowadzonej działalności, a samo rozwiązanie jest uproszczoną formą opodatkowania.
Obecnie ryczałt mogą stosować przedsiębiorcy mieszczący się w limicie 2 mln euro przychodów za poprzedni rok. Rząd chce wrócić do pułapu 250 tys. euro, obowiązującego przed rozszerzeniem tej formy od 2021 r. W złotych dokładna granica na 2027 r. będzie zależała od kursu NBP z pierwszego dnia roboczego października 2026 r. Przy kursach z ostatnich lat mowa jednak o okolicach miliona złotych przychodu, a przychód to nie dochód. Firma handlowa lub usługowa może mieć duży obrót i znacznie skromniejszy realny zysk.
Ten sam mechanizm opisywaliśmy już przy podatkowej presji na ryczałtowców. Polityczna opowieść brzmi łagodnie: najpierw ulga dla części podatników, potem „uszczelnienie” gdzie indziej. Rachunek zwykle trafia do tych, którzy pracują na własne ryzyko.
17 proc. od nadwyżki
Nowy pomysł z 17-proc. stawką działa inaczej niż sam limit wyboru ryczałtu. Przedsiębiorca, który w 2027 r. wejdzie w rok z prawem do ryczałtu, bo w 2026 r. nie przekroczył 250 tys. euro przychodu, miałby zachować tę formę do końca roku. o ile jednak w trakcie 2027 r. przekroczy 300 tys. euro przychodu, od nadwyżki zapłaciłby 17 proc. ryczałtu. W następnym roku, po przekroczeniu limitu, straciłby prawo do tej formy rozliczenia.
Rząd przedstawia to jako powrót do pierwotnych założeń ryczałtu i ograniczenie preferencji dla podmiotów o wysokich przychodach. Problem w tym, iż państwo myli skalę przychodu ze skalą realnej siły gospodarczej. Mała polska firma, która kupuje towar, opłaca ludzi, wynajem, paliwo, leasing i energię, nie jest wielkim koncernem tylko dlatego, iż faktury przekraczają ustawowy próg.
Business Insider Polska podał, iż Ministerstwo Finansów potwierdziło niekorzystny wpływ obniżenia limitu na kilkadziesiąt tysięcy przedsiębiorców. To istotny szczegół, bo pokazuje, iż nie chodzi o egzotyczny margines. Chodzi o realną grupę firm, które tworzą miejsca pracy, finansują lokalne usługi i utrzymują rodziny bez państwowego etatu.
Obietnice dla jednych, rachunek dla drugich
Pakiet podatkowy rządu obejmuje także zmiany w skali PIT: próg 12-proc. stawki ma wzrosnąć ze 120 tys. do 130 tys. zł, pojawić ma się przedział 24 proc. dla dochodów od 130 tys. do 150 tys. zł, a 32 proc. ma dotyczyć nadwyżki ponad 150 tys. zł. Na papierze wygląda to jak ulga. W polityce podatkowej zawsze trzeba jednak zapytać, kto za nią zapłaci.
Odpowiedź widać w tym samym pakiecie: wyższa danina solidarnościowa, wyższy CIT dla największych podmiotów i ciaśniejszy ryczałt. Pisaliśmy o tym szerzej przy reformie podatków Tuska i rachunku dla firm. Państwo nie rozdaje własnych pieniędzy. Najpierw zabiera je obywatelom i przedsiębiorcom, potem rozdaje z konferencji prasowej.
Dla polskiej gospodarki stawka jest większa niż jedna tabela podatkowa. jeżeli państwo karze wzrost obrotów, to zachęca do dzielenia działalności, hamowania sprzedaży albo ucieczki w mniej przejrzyste konstrukcje. Uczciwa firma ma wtedy do wyboru: rosnąć mimo fiskusa albo zwolnić, żeby nie wejść w droższy reżim. To absurdalne z punktu widzenia interesu narodowego.
Polska potrzebuje właścicieli, nie petentów
Narodowa gospodarka nie powstaje z samego kapitału zagranicznego, grantów i rządowych programów. Powstaje z tysięcy firm, które z roku na rok budują majątek, kompetencje i lokalne zaplecze. Ryczałt był jednym z narzędzi, które dawały części z nich prostotę i przewidywalność. Teraz ta przewidywalność znów ma zostać ograniczona.
Jeżeli projekt przejdzie przez parlament i zostanie podpisany, zmiany mają wejść od 1 stycznia 2027 r. Do tego czasu przedsiębiorcy będą liczyć nie inwestycje, ale progi i ryzyka. Polska prawica powinna mówić jasno: państwo silne to państwo sprawne i oszczędne, a nie państwo, które łata budżet kieszenią człowieka pracującego na własny rachunek.
Źródło: Rządowe Centrum Legislacji, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Business Insider Polska, Portal.Faktura.pl, Money.pl












