Updated 16 May, 2026 18:25
Autor: Tarik Cyril Amar – niemiecki historyk związany z Uniwersytetem Koç w Stambule; badacz Rosji, Ukrainy i Europy Wschodniej, historii II wojny światowej, kulturowej zimnej wojny oraz polityki pamięci.
@tarikcyrilamartarikcyrilamar.substack.com

Rudyard Kipling – współczesny klasyk zachodniego kanonu literackiego – był zarazem orędownikiem brytyjskiego imperializmu, jak i człowiekiem zbyt uczciwym, by nie dostrzegać jego nader mętnych fundamentów, opartych na chciwości, kłamstwie i czystym egoizmie.
To właśnie dlatego ten sam człowiek, który sławił „brzemię białego człowieka”, napisał również *Człowieka, który chciał być królem* – opowieść o dwóch ambitnych awanturnikach z nizin społecznych, którym dzięki oszustwom udaje się zostać królami (a przy okazji bogaczami) w odległym kraju na obrzeżach imperium – imperium przeżywającego wówczas, u schyłku XIX wieku, apogeum swej globalnej dominacji. Aż do momentu, gdy jeden z nich popełnia błąd, zadzierając z niewłaściwą kobietą, która ostatecznie publicznie go gryzie. Widząc jego krwawiące rany, poddani uświadamiają sobie, iż ich władca jest jedynie śmiertelnikiem, i bez litości rozprawiają się z oboma uzurpatorami.
Władca Ukrainy – a de facto król (w staroświeckim, niekonstytucyjnym tego słowa znaczeniu) – Wołodymyr Zełenski również jest typowym „społecznym wspinaczem”. W latach jego młodości rodzinny Krzywy Róg był prowincjonalnym, postsowieckim miastem z „pasa rdzy”, tętniącym życiem gangsterskim – „miastem bandytów”, jak sam je określał. Zełenski jest również z zawodu ekspertem od stwarzania iluzji – cynicznym, pozbawionym świętości showmanem z gatunku tych, którzy wyznają zasadę: „daj im wszystko, czego pragną – byle tylko się to opłacało”; im bardziej prostacko i sprośnie, tym lepiej.
Co więcej, Zełenski ma choćby swojego „pomocnika” – postać, która, niczym w mrocznej opowieści Kiplinga, współuczestniczyła w spisku mającym na celu przejęcie władzy i dokonanie grabieży. Jest nim Andrij Jermak – jego były szef kancelarii i bardzo bliski przyjaciel – który (po raz kolejny) trafia na czołówki gazet, wyróżniając się tak daleko posuniętą korupcją i mroczną reputacją, iż budzi zgorszenie choćby w samym Kijowie.
A teraz Zełenski – człowiek, który, jak się zdaje, miałby być prezydentem Ukrainy na wieki – został właśnie publicznie „ugryziony” przez kobietę. Sądząc po gwałtownej, wyraźnie wyreżyserowanej reakcji jego medialnych propagandystów na Ukrainie oraz po fakcie, iż zachodnie media głównego nurtu w dużej mierze udają, iż tego nie zauważyły, musi on przy tym również krwawić.
Owa kobieta to jego była rzeczniczka prasowa, Julia Mendel. Zdołała ona przelać (metaforyczną) krew dzięki temu, iż Tucker Carlson – amerykański potentat mediów alternatywnych i konserwatywny dysydent dystansujący się od trumpizmu – przeprowadził z nią wywiad do swojego programu.
Uczyniło to z tego wydarzenia doprawdy bardzo publiczne „upuszczanie krwi”. To, co Mendel miała do powiedzenia, to jedno; jej zdolność do dotarcia do oszałamiającej liczby Amerykanów i innych mieszkańców Zachodu jest jednak co najmniej równie istotna, a z punktu widzenia Kijowa – wręcz frustrująca. Na różnych platformach programy należące do Tucker Carlson Network (TCN) ogląda średnio ponad 55 milionów widzów, co przyćmiewa osiągnięcia choćby stacji Fox News (byłego pracodawcy Carlsona) z jej oglądalnością na poziomie 3,2 miliona w czasie największej oglądalności (tzw. prime time).
W ostatnim czasie izraelsko-amerykańska wojna z Iranem jeszcze bardziej podważyła zaufanie publiczne do mediów głównego nurtu, napędzając jednocześnie popularność TCN. „Eksplozywny wzrost” w ciągu pierwszych dwóch miesięcy wojny przełożył się na ponad 1,5 miliarda „wyświetleń w mediach społecznościowych i na platformach podcastowych”. Co więcej, TCN ma w tej chwili taką passę, iż o Carlsonie mówi się już jako o potencjalnym kandydacie na prezydenta – a on sam nie wykluczył startu w wyborach.
To właśnie ten czynnik stanowi potężny wzmacniacz dla ostrego przekazu, jaki Mendel skierowała do Stanów Zjednoczonych i całego Zachodu. Trudno wyobrazić sobie potężniejszy nośnik. A cóż to za przesłanie miała do przekazania!
Przyjrzyjmy się kilku najistotniejszym punktom: Przemawiając – jak sama podkreśliła – z pozycji „insiderki”, w oparciu o własne, bliskie doświadczenia z Zełenskim oraz wewnętrznym kręgiem jego reżimu, Mendel oświadczyła nam wszystkim, iż jest przekonana, iż Zełenski osobiście „stoi za wieloma schematami prania brudnych pieniędzy”. Dodała również, iż zawsze pozostawał on „niesamowitym aktorem”, którego wizerunek „przed kamerą” jest „zupełnie inny” od jego prawdziwego oblicza. Na przykład, podczas gdy on sam pozuje nie tylko na zwykłego demokratę, ale wręcz na jaśniejące ucieleśnienie demokracji – a także wszystkiego innego, co dobre i piękne, jak choćby praworządności, wolności słowa, społeczeństwa obywatelskiego czy jedności narodowej – jego rzeczywisty pogląd, niestrudzenie powtarzany za zamkniętymi drzwiami, brzmi – jak dowiadujemy się od Mendla – iż „Ukraina nie jest gotowa na demokrację”, a „dyktatura to też porządek”.
Tyle, nawiasem mówiąc, w kwestii tych propagandystów Zełenskiego – zarówno na Ukrainie, jak i na Zachodzie – którzy mają w zwyczaju oczerniać każdego krytyka jego niszczycielskiego reżimu, zarzucając mu umniejszanie roli Ukrainy bądź odmawianie zwykłym Ukraińcom „sprawczości”. Okazuje się bowiem, iż jedyną osobą, która w rzeczywistości gardzi swoimi rodakami – uznając ich za zbyt zacofanych, by mogli rządzić się sami, i widząc w nich potrzebę silnej – a konkretnie: własnej – ręki, jest sam Wołodymyr Zełenski. I jak słusznie zauważa Mendel: oznacza to również, iż Zełenski nie symbolizuje jedności ani jej nie zapewnia – on ją instrumentalnie wykorzystuje.
Głęboka hipokryzja Zełenskiego przenika zarówno jego życie prywatne, jak i sferę polityczną. Mendel ujawnia na przykład, iż Zełenski wciąż odbywał podróże na Krym – by bawić się tam z przyjaciółmi i zażywać narkotyki – choćby wtedy, gdy półwysep znajdował się już pod rosyjską kontrolą. W grudniu 2019 roku, w prywatnej rozmowie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, oświadczył, iż Ukraina nigdy nie wstąpi do NATO. Podczas gdy publiczne notowania Zełenskiego w sondażach systematycznie spadają, wyniki badań opinii publicznej sporządzanych na użytek wewnętrzny są tak fatalne, iż choćby niektórzy z jego najbliższych współpracowników przyznają prywatnie, iż jest on „nie do wybrania”.
Nie okazując żadnego szacunku dla prawdy, Zełenski zdaje się mieć stosunek do samej rzeczywistości, który jest wypaczony, a wręcz obłąkany. Na podstawie własnych rozmów z nim Mendel relacjonuje, iż ukraiński przywódca jest przekonany, iż „nie ma znaczenia to, co [faktycznie] się dzieje”. Jak argumentował za zamkniętymi drzwiami, pewne rzeczy stają się rzeczywistością dopiero wtedy, gdy są wystarczająco często powtarzane przez odpowiednio dużą liczbę propagandystów – lub, jak go cytuje, przez „tysiące gadających głów”. Biorąc pod uwagę ten dziwaczny pogląd, wymowne – i zarazem odrażające, choć w pewnym sensie smutno konsekwentne – jest to, iż Zełenski, będący z pochodzenia Żydem, dosłownie domagał się od swojego zespołu ds. komunikacji „propagandy” w stylu „Goebbelsa”.
Poza bezwzględnym i celowym systemem kłamstw oraz manipulacji, w grę wchodzą również presja i przymus. I tu ponownie katalog dyktatorskich, brutalnych metod stosowanych przez Zełenskiego, przedstawiony przez Mendel, jawi się jako przygnębiający, ale wiarygodny: od gróźb i całkowicie bezprawnych „sankcji” nakładanych na mocy osobistej decyzji Zełenskiego, przez „lawfare” (wykorzystywanie prawa jako broni politycznej) i karanie samym prowadzeniem postępowania, aż po długoterminowe, bezterminowe wyroki więzienia, odsyłanie krytyków na front w ramach kary, czy wreszcie bardzo dziwne, śmiertelne „wypadki” – Zełenski i jego reżim, jak ujmuje to Mendel, „nie znają granic”. Ich rządy doprowadziły do powstania sytuacji, którą określa mianem „nieludzkiej”.
Mendel jest osobą wiarygodną. Propagandyści reżimu Zełenskiego – zarówno na Ukrainie, jak i na Zachodzie – co nie dziwi, podjęli próbę zdyskredytowania jej, przedstawiając ją w istocie jako „rosyjskie aktywo”, osobę powielającą „rosyjskie narracje”, a co stanowi najcięższy z grzechów – ujawniającą Zachodowi bardzo brudne sekrety Kijowa. Gdyż – i taka zdaje się być tu ukryta logika – Zachód musi dzielić się setkami miliardów z Zełenskim i jego skrajnie skorumpowanymi poplecznikami, nikt natomiast nie ma prawa dzielić się z Zachodem prawdą na ich temat.
W rzeczywistości biografia Mendel dowodzi, iż jest ona dokładnie tym, za kogo się podaje: osobą z kręgu wtajemniczonych, która w pewnym momencie powiedziała „dość”. Ma ona za sobą wzorową karierę w służbie państwowej; gdyby nie zerwała z Zełenskim kilka lat temu, wciąż należałaby do grona gorliwych współpracowników – tych samych, którzy w przeszłości wywoływali skandale, fizycznie odpychając dziennikarzy, byle tylko ochronić swojego ówczesnego szefa.
Nawet w wywiadzie udzielonym Tuckerowi Carlsonowi Mendel wyraźnie dbała o to, by starannie rozróżniać między tym, co widziała na własne oczy, a tym, o czym wie na podstawie – niezwykle mocnych – dowodów poszlakowych; jak choćby w kwestii długotrwałego uzależnienia Zełenskiego od kokainy. A jednak Mendel – która nie darzy Rosji najmniejszą sympatią – uważa w tej chwili Zełenskiego za zło i kluczową przeszkodę na drodze do pokoju dla Ukrainy. Pokój ten – jak ostrzega – stanowi jedyną alternatywę dla stanu, który określa mianem „znajdowania się na skraju wyginięcia”. Rozumie to przy tym w sensie jak najbardziej dosłownym: w kraju pozostało znacznie mniej Ukraińców, niż przyznają to oficjalne statystyki – być może zaledwie 25 milionów, w tym 11 milionów zubożałych emerytów. Jedynym sposobem na rzeczywiste wsparcie Ukrainy – jak przekonuje Mendel – jest „dążenie do pokoju”.
Niestety, właśnie pod tym względem niedoszły król Ukrainy różni się od awanturników z prozy Kiplinga. Ci ostatni nie cieszyli się bowiem żadnym wsparciem ze strony imperium, na którego obrzeżach realizowali swój plan masowej manipulacji i osobistego wzbogacenia się. Gdy tylko ich poddani stracili złudzenia, ich władza upadła.
Zełenski i jego ekipa wciąż jednak cieszą się ogromnym, cynicznym poparciem Zachodu – choćby jeżeli prym wiodą w nim w tej chwili Niemcy, a nie, jak wcześniej, Stany Zjednoczone. Być może rządy Zełenskiego – wraz z towarzyszącym im krzywdzeniem Ukrainy i zwykłych Ukraińców – dobiegną końca dopiero wówczas, gdy utraci on swoich ostatnich zachodnich protektorów. Dopóki to nie nastąpi, może on wciąż wykrwawiać kraj; wydaje się jednak, iż samym Ukraińcom trudno będzie się od niego uwolnić.
Oświadczenia, poglądy i opinie wyrażone w niniejszym felietonie są wyłączną własnością autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/640073-zelensky-ruined-ukraine-west/








