Najistotniejsze są jednak trzy zidentyfikowane, a dalej rozwinięte w ich rozmowie aspekty równości – „ekonomiczny, polityczny i odnoszący się do relacji społecznych”, rozumiane jako kwestie „godności, statusu i poszanowania”. I faktycznie w każdym z tych obszarów znajdujemy palące problemy, domagające się rozwiązania. Problemy, które nie istnieją wszak jako oderwane od kolejnych stadiów naszego rozwoju, ale obrazujące także ogrom naszych zapóźnień lub efekt błędnych decyzji i zaniechań, które zapędziły nas w przysłowiowy kozi róg.
W marcu o równości mówimy jakby więcej. Międzynarodowy Dzień Kobiet przypomina nam o kolejnych równościowych postulatach, wskazujących – nie bez racji zresztą – na cały katalog praw kobiet, a jednocześnie przecież zapisanych w naszych konwencjach i konstytucjach praw człowieka, które są przez nas najbardziej oczekiwane.
Ale równość liczy się zdecydowanie częściej niż z tylko przy jakiejś okazji, raz czy kilka razy do roku. Równość – postulat źródłowo wszak liberalny – ma fundamentalne znaczenie każdego dnia. I to nie dla jakiejś wybranej grupy obywateli. Ona dotyczy wszystkich bez wyjątku, gdyż każdy może znaleźć się w sytuacji, gdy zaskoczony będzie swoim brakiem uprzywilejowania (szczególnie jeżeli się do niego przyzwyczaił). Choć o równości częściej mówimy od strony negatywnej, wskazując na niedostatki w równości tej czy innej grupy, to równość jest wartością pozytywną, która może się nam po prostu wielowymiarowo opłacać. „Dążenie to (do równości – przyp. red.) wynika z mobilizacji społecznej i potężnego politycznego zapotrzebowania na równość uprawnień w zakresie dostępu do tego wszystkiego, co ludzie uznają za dobra podstawowe, czyli do edukacji, ochrony zdrowia, prawa do głosowania, czyli – ogólnie rzecz ujmując – do możliwie pełnego uczestnictwa w najróżniejszych formach życia społecznego, kulturalnego, ekonomicznego, obywatelskiego i politycznego” – pisze Thomas Piketty.
Równość. Dlaczego jest ważniejsza niż myślisz – niewielka, a znacząca książeczka stanowiąca zapis rozmowy Thomasa Piketty’ego i Michaela Sandela, przeprowadzonej w maju 2024 w Paris School of Economics – stawia nas wobec pytań o znaczenie i wymiary równości we współczesnym świecie, o jej źródła, inspiracje, ograniczenia, a także o trudne miejsca i trudne czasy, którym musi ona sprostać. A raczej, z którymi my – jako jednostki, wspólnoty, rządy – musimy sobie poradzić w zajętym sobą świecie. Dyskutanci przedstawiają tu wspólną diagnozę: współczesne demokracje rozpadają się pod ciężarem narastających nierówności, a odbudowa zaufania społecznego wymaga nowego myślenia o równości – zarówno ekonomicznej, jak i moralnej. Ich rozmowa to połączenie ekonomicznej analizy Piketty’ego i filozoficznej krytyki Sandela, prowadzące do kilku kluczowych tez, dotyczących istotnych wątków myśli i praktycznego funkcjonowania naszego świata. Obszary, w jakich się poruszają, wyznaczają horyzont myślenia o równości. Podejmują zatem zagadnienia związane z nierównościami, znaczeniem pieniądza, moralnymi granicami rynków, wyzwaniami, jakie dla polityk stanowią migracje czy zmiany klimatu, pytają o nasze wspólnoty i realność solidarności, czy wreszcie o przyszłość lewicy. Istotnym wątkiem jest także merytokracja i jej przełożenie na równość/nierówności.
Najistotniejsze są jednak trzy zidentyfikowane, a dalej rozwinięte w ich rozmowie aspekty równości – „ekonomiczny, polityczny i odnoszący się do relacji społecznych”, rozumiane jako kwestie „godności, statusu i poszanowania”. Uszczegóławiając Sandel wskazuje trzy powody, dla których nierówności stanowią problem. „Pierwszy z nich dotyczy powszechnego dostępu do dóbr podstawowych, drugi dotyczy równości politycznej – prawa głosu, dostępu do władzy, uczestnictwa – a na koniec – zwracając się do Piketty’ego – wspomniałeś o godności”. I faktycznie w każdym z tych obszarów znajdujemy palące problemy, domagające się rozwiązania. Problemy, które nie istnieją wszak jako oderwane od kolejnych stadiów naszego rozwoju, ale obrazujące także ogrom naszych zapóźnień lub efekt błędnych decyzji i zaniechań, które zapędziły nas w przysłowiowy kozi róg.
To właśnie – zauważa Piketty – nierówności ekonomiczne najbardziej zagrażają demokracji. Podkreśla przy tym, iż rosnące różnice majątkowe i dochodowe prowadzą do erozji zaufania społecznego i politycznego. Gdy bogactwo koncentruje się w rękach nielicznych, demokracja staje się fasadą. Co zatem? Rozwiązanie może stanowić progresywna polityka podatkowa, odważne reformy, bez których nierówności ani korygować, ani tym bardziej ograniczyć się po prostu nie da. Korekty według Piketty’ego wymaga również globalizacja, która w jego opinii w obecnej swej formie sprzyja kapitałowi, a nie pracy. Proponuje zatem bardziej sprawiedliwe reguły gospodarcze, które chroniłyby pracowników i ograniczały arbitraż podatkowy. Odnosząc się do nowego wydania książki Democracy’s Discontent (2022) Piketty wskazuje na jej uwspółcześniony epilog, gdzie również Sandel pisze jak „przerośnięta globalizacja oraz fakt, iż rządy mniej czy bardziej lewicowe (…) przyczyniły się do osłabienia demokracji i umożliwiły Partii Republikańskiej, a w szczególności Donaldowi Trumpowi, stopniowe przedstawianie Demokratów jako partii faworyzującej tych, którzy odnieśli sukces na rynku”. De facto obaj zdają się tu upatrywać otwarcia drogi dla tego rodzaju populizmów (choć w rozmowie obaj nie przepadają za tym słowem), które trumpowskim przykładem rozpełzły się po świecie.
Sandel podkreśla jednak mocniej, iż to współczesna merytokracja – przekonanie, iż sukces jest wyłącznie zasługą jednostki – jest moralnie i społecznie destrukcyjna. Prowadzi do pychy zwycięzców i upokorzenia przegranych, co ma niebagatelne znaczenie dla kształtowania się przyszłych poglądów i postaw. Filozof podkreśla, iż równość musi obejmować wymiar moralny i polityczny: poczucie wspólnoty, wzajemnego szacunku i uznania. Bez tego reformy ekonomiczne nie wystarczą. „Jednym z najbardziej szkodliwych skutków pogłębiania się nierówności w ostatnich dekadach jest zjawisko, w ramach którego zamożni i ubodzy prowadzą odseparowane życie – powiada Sandel. (…) Potrzebujemy miejsc i przestrzeni publicznych, w których będą spotykać się różni ludzie i w których będą mogli kształtować poczucie wspólnoty i współodpowiedzialności”. Z tej perspektywy rysuje także ograniczenia dla rynku, wskazując, iż nie wszystko powinno być towarem, zaś nadmierna komercjalizacja życia publicznego niszczy więzi społeczne i poczucie wspólnego dobra.
Rozprawiając o idei i praktyce równości obaj myśliciele są zgodni, iż demokracja wymaga nowej wizji równości, która łączy reformy ekonomiczne z odnową moralną i obywatelską. Dlaczego? Bo ich zdaniem w dzisiejszym świecie nierówności nie są naturalne ani nieuniknione, ale stanowią wynik decyzji politycznych, które można zmienić. To zaś miałoby pomóc także w odbudowie, nadwątlonego obecnie, zaufania społecznego, które wymaga zarówno sprawiedliwszej gospodarki, jak i silniejszej wspólnoty politycznej. Ta z kolei – jeżeli ma być autentyczna, silna i trwała – bez równości najzwyczajniej nie ma szansy się wydarzyć.

8 godzin temu










