Rosyjska marynarka zaczęła malować część okrętów Floty Bałtyckiej w kontrastowe wzory kojarzone z kamuflażem dazzle, znanym z wojen światowych. Według analityków OSINT ma to utrudniać rozpoznanie jednostek i naprowadzanie dronów. Dla państw regionu to kolejny sygnał, iż wojna technologiczna coraz mocniej wchodzi na Morze Bałtyckie.
Powrót wzorów sprzed wieku
Rosyjskie okręty Floty Bałtyckiej zaobserwowano z nietypowym malowaniem kadłubów i nadbudówek. Jak podał Polsat News, chodzi o technikę kojarzoną z czasami I wojny światowej. Nie jest to klasyczne maskowanie, które ma ukryć jednostkę przed wzrokiem przeciwnika. Dazzle, czyli kamuflaż oparty na kontrastowych, geometrycznych wzorach, miał dawniej utrudniać ocenę kursu, prędkości i położenia celu.
Temat opisał także H.I. Sutton, analityk OSINT prowadzący serwis Covert Shores. Według niego nowe malowanie otrzymały dwie korwety rakietowe projektu 22800 Karakurt: Mytiszczi oraz Buria. Jednostki widziano w Kronsztadzie w lipcu 2026 roku. Na zdjęciach uwagę zwracają czarne dzioby, białe prostokąty, kontrastowe pasy oraz dodatkowe zabezpieczenia przeciw dronom.
Stara metoda wobec nowego zagrożenia
Historycznie kamuflaż dazzle nie miał czynić okrętów niewidzialnymi. Jego celem było zmylenie obserwatora. W epoce torped i peryskopów chodziło o to, aby przeciwnik gorzej oceniał ruch statku i wybrał błędny moment ataku. Dzisiaj rosyjska marynarka próbuje przenieść podobną logikę na warunki wojny dronowej.
Sutton ocenia, iż nowe malowanie może być próbą utrudnienia pracy ukraińskim operatorom dronów oraz systemom obserwacji. W ostatnich latach Rosjanie stosowali już prostsze zabiegi: zamalowywali numery burtowe, przyciemniali dzioby i rufy, rozciągali siatki maskujące, a także montowali osłony przeciw bezzałogowcom. Teraz widać krok dalej, bardziej widoczny i zarazem bardziej desperacki.
Nie ma pewności, czy taki kamuflaż realnie zwiększy przeżywalność okrętów. To ważne zastrzeżenie. Współczesne rozpoznanie łączy obraz optyczny, termowizję, dane satelitarne, pracę operatorów i algorytmy. Kontrastowe wzory mogą utrudnić część identyfikacji, ale nie zmienią faktu, iż duża jednostka nawodna pozostaje celem trudnym do ukrycia.
Bałtyk pod presją
Rosyjski eksperyment nie pojawia się w próżni. Flota Bałtycka działa na akwenie coraz mocniej obserwowanym przez państwa NATO. Po agresji Rosji przeciwko Ukrainie znaczenie Bałtyku wzrosło, a Finlandia i Szwecja weszły do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Rosyjskie okręty w tym regionie funkcjonują więc w znacznie trudniejszym otoczeniu niż kilka lat temu.
Covert Shores wskazuje także na wcześniejsze ukraińskie uderzenia dronów w rejonie Petersburga. Według tego źródła w marcu 2026 roku ucierpiał patrolowiec arktyczny Purga w Wyborgu, a w czerwcu 2026 roku drony miały trafić korwetę Boikij w doku w Kronsztadzie. Te doniesienia pokazują, dlaczego rosyjska marynarka szuka choćby nietypowych metod ochrony okrętów.
Dla Polski nie jest to ciekawostka historyczna. Bałtyk stał się akwenem, na którym infrastruktura krytyczna, żegluga, porty i siły morskie są elementami jednej układanki bezpieczeństwa. Rosyjska próba adaptacji starego kamuflażu mówi więcej o presji, pod jaką znalazła się flota, niż o sile samej techniki.
Lekcja dla regionu
Najważniejszy wniosek jest prosty: tanie systemy bezzałogowe zmuszają kosztowne jednostki do improwizacji. Okręt rakietowy nie przestaje być groźny tylko dlatego, iż otrzymał malowanie z podręcznika historii. Ale jeżeli marynarka wraca do pomysłów sprzed wieku, to znaczy, iż szuka odpowiedzi na problem, którego nie rozwiązuje sama masa stali, radarów i uzbrojenia.
Państwa bałtyckie oraz Polska powinny patrzeć na takie sygnały bez lekceważenia i bez przesady. Rosja testuje, poprawia, maskuje i sprawdza reakcje. Pytanie brzmi, czy Zachód równie gwałtownie wyciąga wnioski z wojny dronowej i przenosi je na ochronę własnych portów, baz oraz okrętów.
Źródło: Polsat News










