Rosyjskie drony uderzyły przy granicy Polski. Tusk ostrzega przed eskalacją

dzienniknarodowy.pl 7 godzin temu
Zdjęcie: Rosyjskie drony uderzyły przy granicy Polski. Tusk ostrzega przed eskalacją


Rosyjskie drony uderzyły w niedzielę 13 września w stację paliw około 800 metrów od polskiej granicy oraz w lokomotywę pociągu Kijów-Warszawa dwa kilometry od Polski. Nikt nie ucierpiał. Polska poderwała myśliwce, uruchomiła alarmy na Lubelszczyźnie i czasowo wstrzymała odprawy, a Donald Tusk ostrzegł przed możliwą eskalacją na nasze terytorium.

Uderzenie przy przejściu Dorohusk-Jagodzin

Rosyjski atak nastąpił nad ranem podczas zmasowanego nalotu na Ukrainę. W rejonie przejścia Dorohusk-Jagodzin bezzałogowiec trafił w stację paliw po stronie ukraińskiej, około 800 metrów od granicy. Według późniejszych informacji MSWiA zapaliły się dwie ciężarówki. Po polskiej stronie nie było poszkodowanych, a służby nie potwierdziły upadku żadnego obiektu na terytorium Rzeczypospolitej.

Drugie uderzenie nastąpiło w obwodzie wołyńskim. Ukrzaliznycia poinformowała, iż rosyjski dron uszkodził lokomotywę pociągu pasażerskiego jadącego z Kijowa do Warszawy, około dwóch kilometrów od granicy. Załoga otrzymała wcześniej ostrzeżenie od zespołu monitorującego zagrożenia powietrzne. Dzięki temu nikt nie ucierpiał.

Polska uruchomiła procedury obronne

Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poderwało polskie myśliwce i postawiło w gotowości naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego. Na Lubelszczyźnie uruchomiono syreny i rozesłano alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Odprawy na kilku przejściach zostały czasowo wstrzymane, a ludzi ewakuowano z obiektów Straży Granicznej. Ruch później wznowiono.

To kolejny alarm w krótkim czasie. Dzień wcześniej ostrzeżenie RCB objęło część Lubelszczyzny i Podkarpacia, gdy Rosja ponownie atakowała cele na Ukrainie. Stała gotowość lotnictwa kosztuje i obciąża wojsko, ale granicy nie zabezpiecza się komunikatem prasowym. Państwo musi mieć sprawne rozpoznanie, obronę przeciwlotniczą i jasne procedury dla ludności.

Tusk mówi o wzmożonych działaniach Rosji

Po posiedzeniu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa premier Donald Tusk ocenił, iż eskalacja ze strony Federacji Rosyjskiej staje się faktem. Zapowiedział działanie w trybie wzmocnionym i ostrzegł, iż najbliższe tygodnie oraz miesiące przyniosą wzmożone akcje Rosji. Nie wykluczył, iż eskalacja obejmie również terytorium Polski.

Słowa premiera trzeba traktować poważnie, zwłaszcza po doniesieniach o raporcie dotyczącym możliwej rosyjskiej prowokacji w Polsce. Rząd odpowiada jednak za coś więcej niż trafne opisanie ryzyka. Polacy mają prawo wiedzieć, czy system obrony powietrznej jest wystarczająco szczelny, jak gwałtownie docelowo reagują służby i czy mieszkańcy terenów przygranicznych otrzymają konkretne instrukcje.

Nacisk na Kijów zamiast na agresora

Tego samego dnia prezydent USA Donald Trump wezwał Ukrainę do zaprzestania uderzeń w rosyjski sektor naftowy. Taki nacisk budzi zasadnicze pytanie o logikę Zachodu. Rosja atakuje infrastrukturę i transport tuż przy granicy państwa NATO, a od Kijowa oczekuje się ograniczenia działań wymierzonych w zaplecze gospodarcze agresora.

Polski interes jest czytelny. Wojna powinna pozostać jak najdalej od naszych granic, a Rosja musi ponosić realny koszt agresji. Warszawa nie może pozwolić, by cudze rachuby dyplomatyczne zastąpiły własną ocenę zagrożenia. Dzisiejszy brak ofiar to ulga. Odległość 800 metrów od Polski jest jednak ostrzeżeniem, którego odpowiedzialne państwo nie ma prawa zlekceważyć.

Źródła: WP Wiadomości, Gazeta.pl o ataku przy granicy, Gazeta.pl o uderzeniu w lokomotywę

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału