W nocy z 7 na 8 września rosyjski atak na Ukrainę uruchomił polskie lotnictwo wojskowe, naziemną obronę powietrzną i rozpoznanie radiolokacyjne. Mieszkańcy województw lubelskiego i podkarpackiego otrzymali dwa alerty RCB, później odwołane. Polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona, ale noc pokazała cenę stałej gotowości na wschodniej granicy.
Rosyjski atak postawił polskie wojsko na nogi
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych uruchomiło w nocy niezbędne siły i środki po wzroście aktywności rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu, które prowadziło uderzenia na Ukrainę. W polskiej przestrzeni powietrznej rozpoczęło operowanie lotnictwo wojskowe. Do gotowości postawiono też naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego.
Działania miały charakter prewencyjny. Ich celem było zabezpieczenie polskiej przestrzeni, zwłaszcza rejonów sąsiadujących z obszarem rosyjskich uderzeń. Nie odnotowano jej naruszenia. To ważna informacja, ale nie powód do lekceważenia sytuacji. Rosja po raz kolejny zmusiła polskie państwo do uruchomienia kosztownej osłony własnego nieba.
Dwa alerty w ciągu jednej nocy
Pierwszy alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa trafił do części mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego po godzinie 4. Odbiorców wezwano do zachowania czujności, śledzenia komunikatów i reagowania na syreny alarmowe. Ostrzeżenie odwołano przed godziną 5, gdy służby otrzymały informację o ustaniu zagrożenia.
Około godziny 6.30 mieszkańcy tych samych regionów dostali kolejny komunikat związany z ponownym operowaniem wojskowego lotnictwa. Ten alert również został później odwołany. Dynamiczna zmiana komunikatów mogła budzić niepokój, ale system ostrzegania ma działać gwałtownie właśnie wtedy, gdy zagrożenie zmienia się z minuty na minutę. Państwo powinno po każdej takiej nocy sprawdzać, czy wiadomości dotarły na czas i czy były dla ludzi jednoznaczne.
W sierpniu podobny rosyjski atak także uruchomił polskie lotnictwo i alert RCB. Powtarzalność tych działań pokazuje, iż nie są już one nadzwyczajnym epizodem. Stały się elementem bezpieczeństwa mieszkańców wschodniej Polski.
Gotowość kosztuje, bierność kosztowałaby więcej
Dla Polski stawka jest bezpośrednia. Każdy zmasowany atak na zachodnie regiony Ukrainy może oznaczać konieczność poderwania samolotów, zwiększenia pracy radarów i postawienia służb cywilnych w stan czujności. To obciążenie dla wojska i budżetu, którego źródłem jest agresywna polityka Moskwy.
Nie wolno przy tym budować fałszywego poczucia bezpieczeństwa tylko dlatego, iż tej nocy nie doszło do naruszenia granicy. Ukraiński wywiad ostrzegał przed rosyjskim testowaniem wschodniej flanki NATO. Polska musi więc utrzymywać zdolność do szybkiej reakcji, a sojusznicze wsparcie traktować jako uzupełnienie własnej obrony.
Sprawne poderwanie lotnictwa i uruchomienie systemów naziemnych było adekwatną odpowiedzią. Teraz potrzebna jest równie rzetelna ocena działania alertów. Polacy na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu mają prawo wiedzieć, co robić, gdy telefon budzi ich w środku nocy. Suwerenność państwa zaczyna się od zdolności ochrony własnego terytorium i jasnej informacji dla obywateli.
Źródło: Kresy.pl, komunikaty Dowództwa Operacyjnego RSZ i Rządowego Centrum Bezpieczeństwa
Źródło: Kresy.pl














