Najbardziej wybuchowy prezydent, jakiego pamiętamy, coraz bardziej ulega wpływom swoich osobistych zachcianek. Dyscyplina w realizacji pierwszych miesięcy drugiej kadencji prezydenta Donalda Trumpa, kiedy to starannie opracowane rozporządzenia wykonawcze zmieniały priorytety Waszyngtonu i Ameryki na świecie, są już tylko wspomnieniem.
Zamknięcie USAID, zniszczenie rządu federalnego i atak na program nauczania Ivy League mogły budzić kontrowersje. Ale wyrosły z racjonalnego planu opracowanego podczas czteroletniego wygnania Trumpa z Białego Domu. Ale ostatnio Trump wydaje się improwizować bardziej niż zwykle. I staje się coraz bardziej radykalny. Jego kruchy temperament w Waszyngtonie – kontrastujący z jego pogodnym nastrojem w weekendy w domu na Florydzie – jest coraz bardziej groźny. To, jak daleko zajdzie w dążeniu do dominacji, może zależeć od napięcia między jego wybuchami gniewu a krajowymi i międzynarodowymi realiami politycznymi, które czasami go ograniczają.
Szalony tydzień w niestabilnym roku
Zaledwie tydzień temu Trump wywołał oburzenie najbardziej rasistowską wiadomością, jaką ktokolwiek pamięta z Białego Domu, kiedy na jego koncie Truth Social opublikowano kreskówkę przedstawiającą Baracka i Michelle Obamów jako małpy.
Trump niedawno ponownie zajął się wyborami, a najwyższa amerykańska urzędniczka wywiadu Tulsi Gabbard udała się do Georgii, aby szukać dowodów potwierdzających jego fałszywą obsesję na punkcie oszustw w 2020 roku. W zeszłym tygodniu wyraził nowe obawy, iż spróbuje sfałszować listopadowe wybory uzupełniające, domagając się nacjonalizacji głosowania.
Jednocześnie narastało zamieszanie wokół statusu jego działań wobec migrantów, po tym jak dwóch obywateli USA zostało postrzelonych przez agentów federalnych wysłanych do Minnesoty. Trump wzywa teraz do „łagodniejszego podejścia”. Może to jednak być jedynie rebranding, mający na celu złagodzenie katastrofalnego wizerunku czystki, która zraziła wielu wyborców. A agenci federalni wysłani na ulice miasta w mundurach khaki byli bezpośrednim skutkiem nieustannych, osobistych żądań Trumpa dotyczących militaryzacji organów ścigania.
Tymczasem obsesja Trumpa na punkcie własnego dziedzictwa i jego maniakalne wysiłki, aby wszędzie rozsławić swoje nazwisko, przybrały kolejny obrót w zeszłym tygodniu, gdy pojawiły się doniesienia, iż chce przemianować na jego cześć międzynarodowe lotnisko Dulles i nowojorską stację kolejową Penn Station.
W niedzielę wybuchł kolejną tyradą w Truth Social, ostro krytykując występ portorykańskiej gwiazdy Bad Bunny’ego w przerwie meczu Super Bowl, nazywając go „obrazą wielkości Ameryki” i stwierdzając, iż „nikt nie rozumie ani słowa z tego, co mówi ten facet, a taniec jest obrzydliwy, zwłaszcza dla małych dzieci”.
Wcześniej prezydent ostro skrytykował amerykańskiego narciarza olimpijskiego Huntera Hessa, który stwierdził, iż to, iż „nosi flagę, nie oznacza, iż reprezentuje wszystko, co dzieje się w USA”. Trump napisał: „Jeśli tak jest, nie powinien był próbować dostać się do reprezentacji i szkoda, iż w niej jest”.
Trump od czasu do czasu działa w sposób konwencjonalny i strategiczny — na przykład w zeszłym tygodniu zaprezentował stronę internetową TrumpRx, której celem jest obniżenie cen leków — choć plan ten jest o wiele bardziej restrykcyjny, niż często twierdzi.
Jednak wrażenie, iż prezydent koncentruje się na własnych, często chaotycznych celach, jednocześnie pozostając obojętnym na los zwykłych wyborców, narasta. Na przykład w wywiadzie dla NBC News wyemitowanym w niedzielę podczas Super Bowl powiedział, iż jest „bardzo dumny” z gospodarki, błędnie argumentując, iż obniżył ceny artykułów spożywczych na wszystkich rynkach. Chociaż rynek akcji cieszy się dobrą kondycją – indeks Dow Jones Industrial Average po raz pierwszy zamknął się w zeszłym tygodniu powyżej 50 000 punktów – gospodarka Trumpa wciąż nie przyniosła korzyści wszystkim grupom dochodowym.
Polityczny koszt tej impulsywnej obsesji na punkcie samego siebie staje się coraz bardziej oczywisty. W sondażu CNN przeprowadzonym w zeszłym miesiącu tylko 36% Amerykanów stwierdziło, iż prezydent ma adekwatne priorytety, w porównaniu z 45% na początku jego kadencji. Tylko jedna trzecia Amerykanów stwierdziła, iż wierzy, iż Trump troszczy się o ludzi takich jak oni, w porównaniu z 40% w marcu ubiegłego roku i najgorszym wynikiem w jego karierze politycznej.
Grenlandia pokazuje, jak dzika retoryka staje się polityką
Niektóre strategie administracji wykazały pewien poziom planowania i realizacji – jak nalot, który obalił prezydenta Nicholasa Maduro w Wenezueli. Jednak narasta chaos i nieprzewidywalność, przypominające przywództwo Trumpa podczas pandemii COVID-19 w jego pierwszej kadencji. W tym roku powtarzającym się schematem jest to, iż prezydent atakuje śmiałymi komentarzami lub oskarżeniami. Urzędnicy spieszą się, by uzasadnić swoje działania i działać pod wpływem impulsu.

Tak było, gdy żądania Trumpa, by Dania oddała Grenlandię w styczniu, niemal doprowadziły do rozpadu NATO. Przejawia się to również w nieustannym manipulowaniu przez Trumpa cłami.
Wybuch na Grenlandii pokazał jednak również, iż choćby Trump czasami musi zmierzyć się z realiami międzynarodowymi lub krajowymi. Europejski opór i oburzenie Republikanów wywołane jego grenlandzkim gambitem doprowadziły do wycofania się Trumpa po wizycie w Davos w Szwajcarii. W innych przypadkach osłabienie pozycji politycznej jego prezydentury wymusza ponowne przemyślenie decyzji, jak to miało miejsce, gdy gniew Republikanów doprowadził do usunięcia przez niego rasistowskiego filmu ze swojej strony Truth Social.
Ta rywalizacja między pragnieniem Trumpa, by sprawować coraz większą, nie podlegającą odpowiedzialności władzę, a utrzymującymi się ograniczeniami politycznymi i konstytucyjnymi w zakresie jego działań, zacznie definiować politykę w roku wyborów uzupełniających.
Wybory pokażą, czy wyborcy w całym kraju zechcą ograniczyć Trumpa, czy też przyznać mu dalsze, szerokie pole manewru. I czy zaakceptuje on ich demokratyczny werdykt.
Zbliża się starcie ICE
Nikt nie wie, co Trump zrobi dalej. I być może on też nie wie. Ale jednym z pojedynków, na który kraj może liczyć w tym tygodniu, jest sprawa ICE. Demokraci mają nadzieję, iż uda im się wykorzystać walkę o finansowanie budżetu Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, która grozi zamknięciem rządu pod koniec tygodnia, do nałożenia ograniczeń na agentów ICE po zabójstwie Renee Good i Alexa Prettiego.


„Wiemy, iż ICE jest całkowicie i całkowicie poza kontrolą” – powiedział w niedzielę w programie „State of the Union” w programie Dana Bash z CNN lider mniejszości demokratycznej w Izbie Reprezentantów, Hakeem Jeffries. „Posunęli się o wiele za daleko, a Amerykanie chcą ich powstrzymać, ponieważ egzekwowanie przepisów imigracyjnych powinno być sprawiedliwe, uczciwe i humanitarne”.
Republikanie jednak protestują, pomimo wezwań Trumpa do łagodniejszego podejścia i wydania kamer nasobnych funkcjonariuszom ICE w Minnesocie w zeszłym tygodniu.
Starcie to będzie kolejnym sprawdzianem tego, czy Demokraci będą potrafili wykorzystać rosnące niezadowolenie społeczeństwa z Trumpa, aby narzucić znaczące ograniczenia jego polityce, mimo iż nie mają dostępu do władzy na Kapitolu i w Białym Domu.
W zeszłym tygodniu administracja zapowiedziała wycofanie 700 agentów ICE z Minneapolis. To, podobnie jak apel Trumpa o „łagodniejszą postawę”, wywołało pozytywne nagłówki po tym, jak opinia publiczna zwróciła się przeciwko jego metodom egzekwowania prawa.
„Wycofujemy się, ponieważ wykonaliśmy tam świetną robotę” – powiedział Trump w wywiadzie dla NBC News podczas Super Bowl.
„To było obrzydliwe wideo”
Odmowa Trumpa przeprosin za rasistowski film opublikowany na jego stronie Truth Social podkreśla, jak jego historia skandalicznych zachowań uchroniła go przed konsekwencjami swoich działań. Prezes, który opublikowałby taki materiał, mógłby stracić pracę. Jednak Biały Dom początkowo zrzucił winę za tę reakcję nie na obraźliwe treści, ale na tych, którzy poczuli się urażeni.

Jednak gniew Republikanów wywołany wpisem, w tym potępienie ze strony jedynego czarnoskórego senatora Partii Republikańskiej, Tima Scotta, gwałtownie podważył polityczne podstawy tego stanowiska. Treść została usunięta, a jeden z pracowników został obwiniony za jej opublikowanie. Trump upierał się, iż nie widział obraźliwego fragmentu. Odmówił jednak przeprosin, twierdząc, iż nie zrobił nic złego. Jego upór wywołał w niedzielę nową falę krytyki.
„Zdecydowanie musi przeprosić. To był obrzydliwy film” – powiedział Jeffries w programie „State of the Union”. „Prezydent został słusznie, stosownie i stanowczo potępiony przez ludzi w całym kraju, Demokratów, a choćby garstkę Republikanów, którzy w końcu wykazali się odwagą, sprzeciwiając się złośliwemu, nikczemnemu zachowaniu prezydenta”.
Republikański kongresmen z Nowego Jorku Mike Lawler, który ubiega się o reelekcję w jednym z najbardziej konkurencyjnych okręgów w wyborach uzupełniających, również potępił ten wpis. „Myślę, iż czasami najlepiej po prostu powiedzieć »przepraszam« i zrobić coś lepszego” – powiedział Lawler w rozmowie z ABC, dodając, iż takie treści nie powinny pojawiać się w Ameryce. Gdyby ten post był wyjątkiem, to byłaby inna sprawa. Coraz więcej dowodów wskazuje jednak na to, iż taki ekstremizm jest dominującą cechą drugiej kadencji Trumpa.

2 godzin temu












