Rosja zaatakowała na Ukrainie. Polskie lotnictwo zakończyło operację

dzienniknarodowy.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Rosja zaatakowała na Ukrainie. Polskie lotnictwo zakończyło operację


Polskie lotnictwo wojskowe zakończyło we wtorek 15 września o świcie operację rozpoczętą z powodu rosyjskich uderzeń dronów na zachodzie Ukrainy. Alert RCB dla województw lubelskiego i podkarpackiego odwołano o godz. 3.52, a o godz. 5.45 wojsko podało, iż nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.

Nocna operacja nad Polską

Rosja przeprowadziła w nocy uderzenia z użyciem bezzałogowych statków powietrznych na cele w zachodniej części Ukrainy. Ze względu na położenie atakowanych obszarów Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych uruchomiło działania polskiego lotnictwa wojskowego. Naziemne systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły gotowość. Była to reakcja prewencyjna, nastawiona na zabezpieczenie polskiego nieba.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało w nocy ostrzeżenie do osób przebywających w województwach lubelskim i podkarpackim. Komunikat informował o rosyjskim ataku powietrznym na Ukrainie, operowaniu polskiego lotnictwa w przestrzeni Rzeczypospolitej oraz konieczności śledzenia dalszych informacji. Alert objął między innymi Lublin, Chełm, Zamość, Białą Podlaską, Rzeszów, Przemyśl, Krosno i Tarnobrzeg, a także wskazane powiaty obu województw.

Podobne procedury uruchamiano w ostatnich dniach. W sobotę RCB ostrzegło mieszkańców 49 powiatów, gdy rosyjskie uderzenia ponownie zbliżyły się do polskiej granicy. Powtarzalność takich alarmów pokazuje, iż presja na wschodnią część kraju nie jest epizodem.

Nie stwierdzono naruszenia polskiego nieba

O godz. 3.52 RCB odwołało zagrożenie i poinformowało, iż atak na obszarze Ukrainy dobiegł końca, a na terytorium Polski nie ma zagrożenia. Następnie o godz. 5.45 Dowództwo Operacyjne przekazało, iż wojskowe lotnictwo zakończyło operowanie w polskiej przestrzeni powietrznej. Nie zarejestrowano jej naruszenia.

Systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego wróciły do standardowej działalności operacyjnej. Wojsko zapewniło zarazem, iż przez cały czas monitoruje sytuację na Ukrainie i utrzymuje gotowość do ochrony polskiego nieba. To istotne rozróżnienie: nocne działania były środkiem ostrożności, a nie odpowiedzią na potwierdzone wtargnięcie rosyjskiego obiektu nad Polskę.

Dzień wcześniej opisywaliśmy rosyjskie uderzenie w pobliżu polskiej granicy. Każdy taki atak skraca czas na rozpoznanie zagrożenia i decyzję o reakcji. Właśnie dlatego gotowość radarów, dowodzenia i lotnictwa musi być stała, a komunikaty dla ludności szybkie i jednoznaczne.

Bez paniki, bez złudzeń

Brak naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej to dobra wiadomość. Nie oznacza jednak, iż Polska może pozwolić sobie na rutynę. Rosyjska agresja dzieje się tuż za naszą granicą, a bezpieczeństwo mieszkańców Lubelszczyzny i Podkarpacia zależy od sprawnego wykrycia każdego obiektu oraz od realnej umiejętności jego przechwycenia.

Dla mieszkańca alarm ma znaczenie tylko wtedy, gdy jasno mówi, co się dzieje i jak należy postąpić. Państwo powinno więc równocześnie chronić przestrzeń powietrzną oraz budować zaufanie do systemu ostrzegania. Nieprecyzyjny komunikat rodzi strach, zbyt częsty bez wyjaśnienia grozi obojętnością. W sytuacji realnego zagrożenia oba skutki są niebezpieczne.

Polski interes wymaga chłodnej oceny. Trzeba unikać paniki, ale nie wolno oswajać społeczeństwa z alarmami do tego stopnia, by przestało na nie reagować. Wzmocniona gotowość służb po rosyjskiej eskalacji ma sens tylko wtedy, gdy za komunikatami stoją szczelne procedury, nowoczesne radary i dostępne środki zwalczania dronów. Wschodnia granica Polski nie może być obszarem, na którym bezpieczeństwo zależy od szczęścia.

Źródło: Polskie Radio Lublin

Źródło: Polskie Radio Lublin

Idź do oryginalnego materiału