Rosja werbuje ludzi z internetu. Sabotaż uderza w zbrojeniówkę Europy

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Rosja werbuje ludzi z internetu. Sabotaż uderza w zbrojeniówkę Europy


Według „The Telegraph”, cytującego zachodnie źródła wywiadowcze, Rosja wykorzystuje zwerbowanych przez internet ludzi oraz lokalne grupy przestępcze do sabotażu europejskiej zbrojeniówki. Celem są zakłady wspierające Ukrainę, a stawką dla Polski jest ochrona fabryk, kolei i łańcuchów dostaw przed wojną hybrydową.

Sabotaż poniżej progu wojny

Według zachodnich źródeł wywiadowczych cytowanych przez „The Telegraph”, Rosja prowadzi nową falę działań sabotażowych przeciw europejskiemu przemysłowi zbrojeniowemu. Jak podało Polskie Radio za brytyjskim dziennikiem, model działań opiera się na pośrednikach: lokalnych grupach przestępczych, komunikatorach internetowych i płatnościach w kryptowalutach. To sabotaż tani, trudny do przypisania i obliczony na testowanie cierpliwości NATO.

Mechanizm jest czytelny. Moskwa nie musi wysyłać oficera z paszportem dyplomatycznym. Wystarczy zlecenie przez Telegram, pośrednik, gotówka cyfrowa i człowiek gotowy podpalić magazyn albo uszkodzić element infrastruktury. Dla Kremla taki wykonawca jest jednorazowy. Dla państw europejskich staje się jednak realnym problemem kontrwywiadowczym.

Telegram, kryptowaluty i brudna robota

Według relacji opartych na brytyjskim dzienniku, rosyjskie służby wojskowe nie zawsze kontaktują się bezpośrednio z wykonawcami. Zadania trafiają przez pośredników, a ludzie na miejscu mogą choćby nie wiedzieć, kto jest ostatecznym zleceniodawcą. Właśnie tu leży siła tej metody: rozmywa odpowiedzialność, opóźnia reakcję i pozwala Moskwie zaprzeczać.

NATO już wcześniej ostrzegało przed rosyjską kampanią hybrydową prowadzoną także przez pełnomocników. W deklaracji szczytu w Waszyngtonie Sojusz pisał o sabotażu, aktach przemocy, prowokacjach przy granicach i działaniach przez proxy. Te formuły opisują wojnę prowadzoną poniżej progu czołgów, ale wymierzoną w bardzo konkretne cele: fabryki, lotniska, kolej, magazyny i morale społeczeństw.

Zakłady dla Ukrainy na celowniku

„The Telegraph” wymienia serię incydentów przy zakładach związanych z produkcją lub dostawami uzbrojenia dla Ukrainy. Chodzi między innymi o pożar budynku należącego do estońskiej firmy Milrem Robotics w Tallinnie, eksplozję w bułgarskim zakładzie EMKO 10 sierpnia oraz wybuch w KNDS Ammo Italy w Colleferro pod Rzymem trzy dni później. Przy części spraw śledczy dopiero badają tło, a władze niektórych państw zachodnich ostrożniej łączą incydenty z Rosją.

Ta ostrożność bywa proceduralnie zrozumiała. Politycznie ma jednak koszt. Każdy atak bez czytelnej odpowiedzi uczy Kreml, jak daleko może przesunąć granicę. Tak działa rosyjski realizm: nie sprawdza deklaracji, tylko reakcję na fakty dokonane. jeżeli magazyn spłonie, produkcja stanie, a sojusznicy ograniczą się do komunikatu, Moskwa otrzymuje informację operacyjną.

Dla Polski szczególne znaczenie ma własna baza przemysłowa. Defence24 zwraca uwagę, iż część polskich firm zbrojeniowych leży we wschodniej Polsce, do 200 km od granicy z Białorusią i Ukrainą. Nie chodzi o abstrakcję z mapy sztabowej, ale o zakłady, pracowników, kontrakty, transporty i produkcję, od której zależy odporność państwa.

Polska nie jest widzem

Polska prawica powinna patrzeć na tę sprawę bez złudzeń. Rosja nie prowadzi wojny wyłącznie na Ukrainie. Prowadzi presję przeciw całemu zapleczu Zachodu, a Polska jest jednym z najważniejszych korytarzy pomocy, produkcji i logistyki. DN pisał już, iż pociski do Patriotów z polskiej ziemi są realną ofertą dla Waszyngtonu. Im większa rola polskiego przemysłu, tym większa pokusa Moskwy, by go zastraszać lub paraliżować.

Niemieckie śledztwa pokazują skalę zagrożenia. „The Guardian” opisał sprawę skrytki z bronią pod Berlinem, podejrzenia przygotowywania poważnego aktu przemocy oraz wcześniejsze wątki paczek zapalających i planów wymierzonych w ludzi związanych z przemysłem obronnym. Rosja zaprzecza udziałowi w sabotażu, ale państwa NATO nie mają komfortu czekania na rosyjskie przyznanie się do winy.

Odpowiedź: kontrwywiad i odporność państwa

Stawką dla Polaków jest bezpieczeństwo fabryk, kolei, lotnisk, portów, magazynów i sieci energetycznej. To również bezpieczeństwo pracowników, którzy nie są postaciami z geopolitycznej planszy, tylko ludźmi codziennie wchodzącymi do zakładów. Państwo musi chronić ich tak samo poważnie, jak chroni granicę.

Potrzebne są twarde procedury: kontrola dostępu, kontrwywiad przemysłowy, monitoring prób werbunku, kooperacja z firmami prywatnymi, ochrona kolei i szybka wymiana informacji z sojusznikami. Na wschodniej flance nie wystarczy wiara w parasol NATO. DN opisywał niedawno, iż trzy AWACS-y nad Bałtykiem były sygnałem pod Królewiec. Sygnały są ważne, ale Rosja rozumie dopiero koszt.

Polska racja stanu wymaga więc prostej zasady: przemysł obronny jest częścią bezpieczeństwa narodowego, nie zwykłą branżą gospodarki. Kto uderza w fabrykę amunicji, magazyn dronów albo transport wojskowy, uderza w zdolność państw Europy do obrony przed agresorem. Odpowiedź musi być szybka, wspólna i dotkliwa. Inaczej Kreml będzie dalej sprawdzał, ile może zrobić cudzymi rękami.

Źródło: WP Wiadomości, Polskie Radio, Defence24, NATO, The Guardian.

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału