Rosja sondaje aneksję Osetii Południowej. Europa ostrzega Moskwę

dzienniknarodowy.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: Rosja sondaje aneksję Osetii Południowej. Europa ostrzega Moskwę


Francja, Niemcy, Włochy i Wielka Brytania ostrzegają, iż ostatnie ruchy Rosji wobec Osetii Południowej mogą prowadzić do pełnej aneksji okupowanego regionu Gruzji. To nie jest odległy kaukaski detal. Dla Polski to kolejny dowód, iż Moskwa testuje granice cierpliwości Zachodu tam, gdzie widzi słabość, zmęczenie i brak twardej odpowiedzi.

Cztery państwa ostrzegają Rosję

Francja, Niemcy, Włochy i Wielka Brytania opublikowały 7 sierpnia 2026 r. wspólne stanowisko w 18. rocznicę wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej. W oficjalnym oświadczeniu ministerstw spraw zagranicznych państwa te potwierdziły poparcie dla suwerenności i integralności terytorialnej Gruzji w jej międzynarodowo uznanych granicach.

Najostrzejszy fragment dotyczy Osetii Południowej. Sygnatariusze wskazali, iż umowa o pogłębieniu sojuszu i współpracy, podpisana 9 maja 2026 r. między Moskwą a de facto władzami regionu, narusza suwerenność Gruzji i prawo międzynarodowe. Razem z powołaniem obywatela Rosji na czele regionu ma to budzić obawy przed możliwą pełną aneksją.

Gruzja jako wcześniejsze ostrzeżenie

Rosja od lat trzyma Abchazję i Osetię Południową poza realną kontrolą Tbilisi. Wojna z sierpnia 2008 r. była jednym z tych momentów, gdy Kreml sprawdził, jak daleko może się posunąć, zanim Zachód przejdzie od deklaracji do kosztów. Odpowiedź była zbyt słaba. Moskwa zapamiętała lekcję.

Dziś ten sam mechanizm widać szerzej: najpierw paszportyzacja i polityczne uzależnienie, potem obecność wojskowa, następnie pozory lokalnej decyzji, a na końcu faktyczne włączenie obszaru do rosyjskiej przestrzeni państwowej. Nie trzeba krzyczeć o wojnie, by widzieć metodę. To imperialna technika rozbierania cudzej suwerenności kawałek po kawałku.

Wspólne oświadczenie czterech państw przypomina także o sześciopunktowym porozumieniu z 12 sierpnia 2008 r., którego Rosja miała przestrzegać. Wskazuje również na militaryzację okupowanych terytoriów jako zagrożenie dla bezpieczeństwa Gruzji oraz stabilności regionalnej i europejskiej. To język dyplomacji, ale sens jest twardy: Kreml przez cały czas łamie zobowiązania i przesuwa granice faktów dokonanych.

To dotyczy także Polski

Polska nie ma luksusu patrzenia na Kaukaz jak na odległy teatr. Państwo, które rozumie własną historię, wie, iż imperialna Rosja rzadko zaczyna od wielkiej deklaracji. Częściej zaczyna od drobnego przesunięcia, od nowej umowy, od kontrolowanej administracji, od wojsk, które miały być tymczasowe, a zostają na lata.

Dlatego ostrzeżenie w sprawie Osetii Południowej trzeba czytać razem z szerszym obrazem bezpieczeństwa. Niedawno pisaliśmy, iż Rosja może testować NATO już jesienią. Nie chodzi o to, by każdą prowokację traktować jak początek wielkiej wojny. Chodzi o to, by nie udawać, iż prowokacje nie układają się w politykę.

Polska racja stanu wymaga trzeźwego realizmu. Nie rusofilii przebranej za pokój. Nie liberalnej wiary, iż komunikat europejskich stolic zatrzyma imperialny apetyt. Potrzebna jest polityka, która rozumie, iż granice i sojusze są tyle warte, ile gotowość do ich obrony.

Zachód nie może znów zaspać

W oświadczeniu państwa zachodnie pochwaliły Republikę Nauru za wycofanie uznania dla rzekomej niepodległości Abchazji i Osetii Południowej oraz wezwały innych do pójścia tą samą drogą. To słuszny krok dyplomatyczny. Sam w sobie nie wystarczy.

Jeżeli Rosja formalnie przyłączy Osetię Południową, będzie to kolejny sygnał dla całego obszaru postsowieckiego: granice można naruszać, jeżeli cena jest akceptowalna. Dla Polski oznacza to większą presję na wschodnią flankę, większe znaczenie własnej armii, obrony cywilnej i poważnej polityki sojuszniczej.

Właśnie dlatego polska reakcja na rosyjskie komunikaty i prowokacje nie może być nerwowym epizodem. Gdy Moskwa atakuje słownie polskich przywódców, jak w sprawie twardych słów Karola Nawrockiego wobec Rosji trzeba odpowiadać spokojnie, ale bez cofania się o krok.

Gruzja płaci cenę za to, iż Zachód zbyt długo traktował rosyjski imperializm jako problem do zarządzania, a nie zagrożenie do powstrzymywania. Polska nie może popełnić tego błędu. Dla nas stawką jest bezpieczeństwo granic, wiarygodność NATO i prawo narodów do życia bez dyktatu Moskwy.

Źródło: Kresy.pl, wspólne oświadczenie Francji, Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii.

Źródło: Kresy.pl

Idź do oryginalnego materiału