W swej powieści Petersburg, mówiąc o stolicy Cesarstwa Rosyjskiego, Andriej Bieły od razu przechodzi do Prospektu Newskiego i powiada, iż „wiedzie on w prostej linii, ponieważ jest to europejski prospekt”.
Newski Prospekt został zaprojektowany, wraz z całym układem architektonicznym nowej stolicy, przez Piotra Wielkiego. Cara-budowniczego, cara-cieślę, cara-prawodawcę, cara-antychrysta. Ruś Moskiewska przez wiek XVII żyła zgrozą Smuty (Czasów Zamętu) z początków tegoż wieku, co kulminowało wtedy okupacją Moskwy przez Polaków, a potem rozpamiętywała okropieństwa rabacji chłopskiej pod wodzą Stieńki Razina z lat 1665-1671. I pod koniec stulecia nowy car Piotr uznał, iż Rosja podoła zagrożeniu z Europy tylko przyswajając nauki i rozwiązania europejskie. Młody car nakazywał czytać książki o nawigacji, metalurgii czy filozofii, a modernizacyjne plany wcielał w życie jak samodzierżca. Mniej sumiennych popędzał kijem, opornych ścinał. Nade wszystko zaś sam dawał przykład, harując na równi z robotnikami przy budowie i wodowaniu okrętu czy też zgłębiając matematykę lub inżynierię i zmuszając do tego bardziej rozgarniętą młodzież. Obdarzony gigantycznym wzrostem, wzbudzał zabobonny lęk wśród poddanych.
W następstwie nadludzkich wysiłków modernizacyjnych Rosja za Piotra stworzyła nowoczesną armię i flotę, które gromiły Szwecję, ówczesną potęgę regionalną. Tę, która „zatopiła” Rzeczpospolitą pół wieku wcześniej. Nie dziwota, iż zwycięska armia rosyjska zaczęła się też panoszyć w Polsce. Jeszcze wiek wcześniej Polacy na Kremlu traktowali Moskali tak, jak stulecie wprzódy Hiszpanie Azteków. Atoli na początku XVIII wieku role się diametralnie odmieniły, czego dowiódł „sejm niemy” z 1717 roku. Rosja spotężniała dzięki modernizacji, ta zaś poczęła generować w Rosji zalążki społeczeństwa obywatelskiego. Toporna mentalność szlachty w Rzeczpospolitej, gdzie brakowało mieszczaństwa i światłych władców absolutnych, nijak nie mogła ogarnąć podstawowych praw merkantylizmu o bogactwie narodów jako o rękojmi ich siły i sprawczości w dziejach. Mentalność tę zakręcała rycerska zawadiackość jako sposób rozwiązywania problemów politycznych, co w tej chwili Jarosław Kaczyński przełożył na modły do „patriotycznego wzmożenia”.
Rosja Petersburska urzekła intelektualne elity europejskie Doby Świateł tym, iż sukcesywnie wdrażała w kraju eurazjatyckim reformy oświeceniowe. Dokonaniami Piotra I zachwycał się Leibniz, który twierdził, iż car prowadzi do „zbieżności Europy i Rosji”. Z kolei Katarzyna II uwodziła nie tylko nimfomanią, ale talentami politycznymi i intelektualnymi, zaskarbiając sobie w Europie miano Semiramidy Północy. To na mocy edyktu Katarzyny rosyjscy „ludzie służebni”, czyli agrobiurokracja dawnej despocji moskiewskiej, ostatecznie – po rewolucyjnych przemianach ich statusu, czego dokonał Piotr I – przeistoczyli się w dworianstwo (szlachtę). Wyemancypowani z poddańczości względem państwa dworianie przyczynili się do wzlotu rosyjskiej kultury i nauki. XX-wieczny rosyjski myśliciel emigracyjny, Władimir Weidlé, uznał, iż najlepsze, co wyłoniło się z Rosji Petersburskiej, to rosyjska szlachta.
Dworianstwo parło do liberalizacji systemu i wprowadzenia konstytucji w Rosji, prefabrykowało zaczątki struktur obywatelskich dzięki samorządności lokalnej (zjemstwa). Ale równocześnie w Rosji formowała się warstwa tzw. raznoczyńców, mniej lub bardziej wykształconych wychodźców z klas średnich: drobnych urzędników, nauczycieli, kupców i ludzi wolnych zawodów, a także zdeklasowanego dworianstwa – postrzegana potocznie jako inteligencja. Z niej głównie wywodziły się osobistości przywódcze rosyjskiego radykalizmu: terroru narodowolskiego oraz bolszewizmu.
W Rosji Petersburskiej współistniały dwie kultury, a więc dwa odrębne i rosyjskojęzyczne zarazem narody. Jeden z nich obnosił się ze schedą moskiewską, wyrosłą na pokracznej hybrydyzacji bizantyńskich zauroczeń i mongolskiej opresji. Utożsamiała się z nim Rosja wiejska i prowincjonalna, gdzie królowała „potęga mroku” (mówiąc słowami Lwa Tołstoja). Drugi narodził się z reform Piotra, orientował się na Europę i w końcu, na przełomie XIX i XX wieku, poczuł się narodem europejskim.
Swoje kredo zamanifestował w 1905 roku, wymuszając na caracie, konfrontowanym z potężną ruchawką ludową, reformę ustrojową wiodącą ku monarchii konstytucyjnej. I owe kredo potwierdził, przyczyniając się w roku 1917 do obalenia caratu oraz tworząc – krótkotrwałą niestety – Republikę Rosyjską. Jednak podczas wojny domowej w Rosji naród petersburski przegrał cywilizacyjne starcie z narodem integrystycznym, ludowym, ziejącym nienawiścią do pańskości – wyobcowanej, faramuśnej, po prostu nierdzennej. Antagonizm ów wykorzystali do cna bolszewicy, zwłaszcza ich narodowo-rusofilskie skrzyło, którego liderem okazał się Stalin.
Od drugiej połowy XIX wieku w Europie fetowano wzloty kultury petersburskiej, atoli stroszono się na widok Cesarstwa Rosyjskiego, kostycznie traktowano je w polityce. Francja za Napoleona III udaremniała, na ile mogła, interwencjonizm rosyjski w Europie. Wielka Brytania w imię „równowagi sił” sekowała Rosję, gdy ta nadmiernie przybliżała się do imperium osmańskiego oraz do Środkowego Wschodu. Niemcy scalone w Drugą Rzeszę upatrywały w Rosji głównego rywala w swych imperialnych rachubach.
Wrogością prychali na Rosję Polacy, zwłaszcza nastawieni niepodległościowo i insurekcyjnie polityczni romantycy. Ich postawa esencjonowała się w zakrzyku mickiewiczowskim: „Zemsta, zemsta na wroga, z Bogiem i pomimo Boga”. Tego motta trzymał się też Józef Piłsudski – spotkawszy się z nim po raz pierwszy, Maria Dąbrowska zrecenzowała go jako artystę romantycznego, a nie polityka – w aktywności na kierunku rosyjskim. Upokorzenia i pobicia, jakich doznał za caratu podczas uwięzień i katorgi, wypaliły głęboką traumę u tego pamiętliwego człowieka. Rosji nienawidził i gdy jej klęski w I wojnie światowej, sprzężone z dezorganizacją państwa i gospodarki, kulminowały wybuchem rewolucji w 1917 roku, a rok później skapitulowały Niemcy oraz Austro-Węgry, uznał, iż wybiła godzina odwetu. prawdopodobnie upajał się, widząc, jak w wojnie domowej wykrwawiają się Biali i Czerwoni, co niechybnie nadwątli Rosję na długie lata – i w tym upatrywał dziejowej Nemezis. Jak trafnie zauważa Jan Engelgard, liczył na to, iż „bolszewicy u władzy to gwarancja permanentnego chaosu, zapewniającego możliwość odbudowy Wielkiej Polski na wzór jagielloński. Był to – z perspektywy czasu – kardynalny błąd w rachubach”.
Rzeczpospolita, która się odrodziła w 1918 roku, karykaturowała: kształtem terytorialnym, ustrojem rozwibrowanym, nienowoczesną gospodarką itd., swój jagiellońsko-sarmacki pierwowzór. I doczekała się podobnego werdyktu od historii jak poprzedniczka sprzed 150 lat. Albowiem sąsiednie Niemcy, zasobne i zorganizowane, gwałtownie wygenerowały potęgę militarną na usługach totalitaryzmu Trzeciej Rzeszy. Sowiety też nie pogrążyły się w rozgardiaszu, a w latach 30. dokonały skoku industrializacyjnego i zbrojeniowego.
W 1919 roku piłsudczykowska Polska wolała konszachtować z bolszewicką Rosją, w poczuciu nienawiści do Rosji Petersburskiej, choćby w jej republikańskim wcieleniu. Dowódcy zaś sił białogwardyjskich nie byli monarchistami, ale republikanami i demokratami, i swoją desperacką walkę z Czerwonymi toczyli w imię republiki, nie zaś imperium (co im insynuowali piłsudczycy). Gdyby zwyciężyła Rosja Biała nad Czerwoną, dzięki wsparciu wojska polskiego – o co prosił Polaków gen. Denikin, podejmując w 1919 roku najgroźniejszą dla Sowietów ofensywę na Moskwę – Polska miałaby jako sąsiada państwo przewidywalne, nieopętane mesjanizmem. Zwróćmy uwagę, iż w ówczesnej Rosji zaprzysięgli monarchiści i imperialne dzierżymordy ze staroreżymowych kręgów orientowali się na bolszewię, która w ich mniemaniu jako jedyna dążyła do odbudowy wschodniego imperium. Toteż w 1920 roku masowo zasilili Armię Czerwoną, gdy ta szykowała się do nieubłaganej rozprawy z „białopolakami”.
Zwycięstwo bolszewików w wojnie domowej i masowa emigracja – „dopóki bodaj tramwaje jeździły” – elit przedrewolucyjnych oraz zagłada tych, którzy nie emigrowali, w stalinowskich czystkach, zatopiły cywilizację petersburską, o której filozof Dymitr Miereżkowski pisał w przeczuciu wielkich tragedii po rewolucji 1905 roku: „Piotr Wielki to pierwszy rosyjski inteligent. (…) Jedynymi pełnoprawnymi spadkobiercami, dziećmi Piotrowymi jesteśmy my, inteligenci rosyjscy. (…) Innego Piotra Rosja nie będzie miała, (…) i inteligencję rosyjską ma Rosja tylko jedną, innej nie będzie”. Prawdziwe to do bólu słowa, które wyjaśniają, dlaczego tak ciężko było układać się politycznie i dyplomatycznie z Rosją sowiecką. I co dolegliwie ciąży na relacjach z Rosją post-sowiecką.
prof Jarosław Bratkiewicz
Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)










