Lwowska Rada Obwodowa 20 października przyjęła uchwały ustanawiające 2027 rokiem UPA, Romana Szuchewycza i Ołeha Olżycza. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz nazwał decyzję nieakceptowalną i zażądał reakcji władz Ukrainy. Uchwał dotąd nie podpisał przewodniczący rady, ale sam gest uderzył w pamięć polskich ofiar i wzajemne zaufanie.
Lwowscy radni wybrali patronów roku 2027
Lwowska Rada Obwodowa, odpowiednik polskiego sejmiku województwa, przyjęła 20 października uchwały dotyczące obchodów w 2027 roku. Samorządowcy postanowili uczcić Ukraińską Powstańczą Armię, jej głównego dowódcę Romana Szuchewycza oraz działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Ołeha Olżycza. Uzasadnieniem były przypadające w 2027 roku rocznice: 85 lat od powstania UPA oraz 120 lat od narodzin Szuchewycza i Olżycza. Plany lwowskich władz były znane już w lipcu, gdy projekty trafiły do prac miejscowej komisji kultury.
Problem nie dotyczy ukraińskiego prawa do czczenia walki o własną państwowość. Dotyczy wyboru symboli. UPA i jej dowództwa nie da się oddzielić od masowych zbrodni na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Sejm RP w uchwale z 22 lipca 2016 roku nazwał te zbrodnie ludobójstwem dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej.
Szef MON żąda odcięcia się władz Ukrainy
Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił decyzję lwowskiego samorządu jednoznacznie. Napisał, iż jest ona „nieakceptowalna”, nie buduje wzajemnego zaufania i wzmacnia podziały. Za konieczne uznał odcięcie się władz Ukrainy od tego stanowiska. Podobnie zareagowała Ambasada RP w Kijowie, wskazując, iż gloryfikowanie UPA i postaci odpowiedzialnych za zbrodnie jest sprzeczne z wartościami europejskimi oraz dobrosąsiedzkim charakterem relacji polsko-ukraińskich.
To reakcja potrzebna, choć sama deklaracja nie wystarczy. Polska dyplomacja już wcześniej mówiła władzom w Kijowie, iż wynoszenie UPA na piedestał niszczy zaufanie i obciąża współpracę. jeżeli po kolejnych gestach kończy się na słowach oburzenia, druga strona może uznać, iż polityczny koszt takich decyzji jest niewielki.
Szuchewycz i odpowiedzialność dowództwa UPA
Roman Szuchewycz objął funkcję głównego dowódcy UPA w 1943 roku. Biogram edukacyjny Instytutu Pamięci Narodowej przypomina, iż kierował formacją w czasie masowych mordów na Polakach i Żydach. UPA prowadziła też czystkę etniczną w Galicji Wschodniej. Dlatego przedstawianie Szuchewycza wyłącznie jako bojownika o niepodległość pomija podstawowy fakt: wolność jednego narodu nie może być budowana na przemilczeniu zbrodni popełnionych na innym.
Polska pamięć nie jest dodatkiem do bieżącej polityki ani kartą do odłożenia na czas wojny. Rzetelna ocena rosyjskiej agresji na Ukrainę nie wymaga milczenia o ludobójstwie dokonanym przez OUN i UPA. Przeciwnie, trwałe partnerstwo może opierać się wyłącznie na prawdzie, szacunku dla ofiar i zgodzie na pochówek zamordowanych.
Uchwały przyjęte, ale bez podpisu
Po polskich protestach sprawa nie została formalnie zamknięta. Informacja o uchwałach zniknęła ze strony rady, a przewodniczący Lwowskiej Rady Obwodowej nie podpisał dokumentów w przewidzianym terminie. Władze w Warszawie otrzymały zapewnienie z otoczenia prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, iż decyzja nie wejdzie w życie. To krok w dobrą stronę, ale Polska ma prawo oczekiwać jasnego wycofania uchwał, a nie ich zawieszenia w proceduralnej próżni.
Stawka jest konkretna. Chodzi o pamięć polskich rodzin, wiarygodność polskiej polityki historycznej i jakość relacji z państwem, któremu Polska udziela ogromnego wsparcia wobec rosyjskiej agresji. Dobrosąsiedztwo nie oznacza rezygnacji z prawdy. Bez niej każde pojednanie pozostanie kruche.
Źródło: PAP, Lwowska Rada Obwodowa, Instytut Pamięci Narodowej, Sejm RP.
Źródło: Banderyzm / Ukraina (monitor PL)












