„Rój” wraca po 75 latach. IPN odnalazł szczątki jednego z ostatnich Żołnierzy Wyklętych

dzienniknarodowy.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: „Rój” wraca po 75 latach. IPN odnalazł szczątki jednego z ostatnich Żołnierzy Wyklętych


Przez siedemdziesiąt pięć lat komuniści skrywali, gdzie pogrzebali ciało jednego z najgroźniejszych dla nich partyzantów. 24 lipca Instytut Pamięci Narodowej ogłosił, iż odnaleziono i zidentyfikowano szczątki starszego sierżanta Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”, jednego z ostatnich wielkich dowódców antykomunistycznego podziemia. Spoczywały na warszawskiej „Łączce”, tuż obok szczątków majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Legenda mazowieckiej konspiracji wraca do rodziny i do narodowej pamięci.

Znalezisko na „Łączce”

Informację przekazano 24 lipca na konferencji prasowej Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie. Szczątki „Roja” spoczywały w kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach, w miejscu, w którym komunistyczny aparat represji potajemnie grzebał zamordowanych żołnierzy niepodległościowego podziemia. Dziś ten skrawek ziemi Polacy znają pod nazwą „Łączka”.

Odnalezione kości leżały tuż obok szczątków majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, jednego z najsłynniejszych dowódców antykomunistycznej partyzantki. Zastępca prezesa IPN dr hab. Krzysztof Szwagrzyk nie krył wzruszenia i podkreślił: „To nieprawdopodobna sytuacja, iż dwaj wielcy zasłużeni żołnierze polskiego podziemia leżą obok siebie”.

Jeden z ostatnich, którzy nie złożyli broni

Mieczysław Dziemieszkiewicz najpierw walczył w szeregach Narodowych Sił Zbrojnych, a po wojnie związał się z Narodowym Zjednoczeniem Wojskowym. W stopniu starszego sierżanta dowodził patrolem Pogotowia Akcji Specjalnej NZW na północnym Mazowszu. Jego oddział przeszedł do historii jako jedna z najdłużej walczących formacji antykomunistycznego podziemia.

Gdy kolejne struktury konspiracji rozbrajały się, licząc na łaskę amnestii, „Rój” pozostawał w polu. Za jego ujęcie bezpieka wyznaczała nagrody, a jego nazwisko obrastało legendą jeszcze za życia. Pośmiertnie został awansowany do stopnia podporucznika.

Zdradzony i osaczony

W nocy z 13 na 14 kwietnia 1951 roku we wsi Szyszki koło Pułtuska żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wspólnie z funkcjonariuszami Urzędu Bezpieczeństwa i milicji, otoczyli kryjówkę partyzantów. Obławę poprzedził donos agentki o pseudonimie „Stanisław”. Dziemieszkiewicz poległ w wymianie ognia razem ze swoim podkomendnym Bronisławem Gniazdowskim „Mazurem”.

Dalszy los jego ciała dobrze oddaje metody ówczesnej władzy. Zwłoki przewieziono do Pułtuska, gdzie przeprowadzono sekcję, a do rozpoznania zabitego wezwano jego matkę. Następnie przetransportowano je do Warszawy. Od tamtej chwili, przez ponad siedem dekad, rodzina nie miała pojęcia, gdzie pochowano „Roja”.

Orzełek i kod genetyczny

Do identyfikacji doprowadziły badania DNA. Materiał genetyczny z odnalezionych szczątków porównano z profilami pobranymi od żyjących i nieżyjących już krewnych, w tym matki i siostry. Śledczych utwierdził w rozpoznaniu także drobny przedmiot wydobyty podczas ekshumacji: orzełek z partyzanckiej czapki, który zestawiono z zachowanym zdjęciem pośmiertnym z 1951 roku.

O sensie tej pracy dr hab. Karol Polejowski z IPN mówił prosto: „Realizujemy bardzo potrzebny element, jakim jest oddawanie rodzinom szczątków”.

Powrót, który jest zobowiązaniem

Odnalezienie „Roja” to coś więcej niż zamknięcie jednej biograficznej luki. To dowód, iż państwo, które go zamordowało, przegrało również ostatnią bitwę, jaką mu wytoczyło: bitwę o pamięć. Komuniści chcieli, by po żołnierzu wyklętym nie został choćby grób, do którego mogłaby przyjść rodzina. Wolna Polska ma wobec takich ludzi dług, którego nie da się spłacić inaczej niż przez przywrócenie im nazwiska, munduru i godnego pochówku.

Po siedemdziesięciu pięciu latach „Rój” wraca tam, gdzie jego miejsce: do bliskich i do wspólnoty, o którą walczył do końca. Ile jeszcze takich powrotów jest nam winna historia?

Źródło: Do Rzeczy

Idź do oryginalnego materiału