Robert Galara: „Czyste Powietrze się zatkało. Trzeba je wreszcie odetkać”

2 godzin temu

Bogusław Mrukot: Stał się pan gwiazdą Internetu. Wideo z pana mocnego wystąpienia na posiedzeniu połączonych sejmowych komisji ochrony środowiska oraz energii tylko na kanale naszego tygodnika doczekało się ponad ćwierć miliona odtworzeń. Wkurzył się pan?

Robert Galara: Wkurzyłem się trochę, choć starałem się mówić spokojnie i rzeczowo argumentować. Ale po wypowiedziach moich przedmówców – instalatorów pomp ciepła i przedstawicieli firm wykonawczych – wyłonił się dość dramatyczny obraz. Wiele firm instalacyjnych ma dziś poważne kłopoty.

– Jak poważne?

– Nie płacą swoim pracownikom, bo zaległości w wypłatach dofinansowań z programu „Czyste Powietrze” sięgają choćby kilkunastu miesięcy. Według NFOŚiGW, wypłaty są opóźnione „raptem” o kilka miesięcy i dotyczą około 4 procent wniosków, jeżeli dobrze pamiętam. To budzi uzasadnione niezadowolenie i oburzenie firm wykonawczych, zwłaszcza, iż wiosenne szacunki mówiły, iż w systemie może brakować choćby 22 miliardów złotych.

– Z czego wynika ta różnica?

– A z tego, iż firmy instalacyjne liczą wszystkie rozpoczęte instalacje i termomodernizacje, a NFOŚiGW bierze pod uwagę tylko zatwierdzone wnioski i podpisane umowy. Ale to nie zmienia faktu, iż mamy totalny pat i na razie nie widać dobrego rozwiązania.

My, jako branża, od dawna sygnalizowaliśmy, iż praprzyczyną kłopotów w „Czystym Powietrzu” – który jest programem bardzo dobrym, bo zakłada wymianę starych źródeł ciepła z dużym, choćby 100-procentowym dofinansowaniem dla najuboższych – było to, iż na początku został on zbyt lekko pomyślany. Nie weryfikowano praktycznie kosztów kwalifikowanych. Można było dla trzeciej grupy beneficjentów wystawić fakturę na 65–67 tysięcy złotych za termomodernizację i drugie tyle za wymianę źródła ciepła.

– Może to pan przystępniej wyjaśnić?

– Obok uczciwych firm pojawiła się cała rzesza nieuczciwych. Znamy to z relacji młodych ludzi, którzy jeździli po kraju: trzeba było znaleźć najuboższą chałupę na wsi i zaproponować klientowi 100 procent dofinansowania w zamian za podpis na upoważnieniu. Człowiek o niskich dochodach nie jest fachowcem od ogrzewania ani budownictwa. Nie miał pojęcia, czy na materiały budowlane wydano 65 tysięcy, bo faktury na oczy nie widział. Nie wiedział też, czy pompa ciepła kosztowała 65 tysięcy, czy może 25, bo znowu faktury nie widział. A takie faktury były składane do rozliczenia.

– I Fundusz „łykał” te faktury?

– Tak, jak ten przysłowiowy pelikan. W efekcie importem i montażem pomp ciepła zaczęły zajmować się firmy, które nigdy wcześniej nie miały z tym nic wspólnego. Ludzie sprowadzali po dwa-trzy kontenery pomp ciepła z Dalekiego Wschodu, nie mając pojęcia, jak dobrać urządzenie do budynku. Audyty energetyczne robiono… przez telefon. Zapewniam: audytu budynku nie da się zrobić przez telefon. Montowano pompy ciepła kompletnie niedopasowane do danego budynku, w wyniku czego faktycznie pojawiały się „rachunki grozy”. Jako producent i importer pomp ciepła mogę kategorycznie powiedzieć: pompa ciepła jest bardzo niedużym odbiornikiem energii. Przysłowiowo – jak dwie latarki na baterie. Oczywiście, jeżeli jest minus 20, czy minus 30 stopni Celsjusza na dworze, a do danego domu przyjedzie 20 osób i każda będzie chciała się wykąpać, to włączą się grzałki elektryczne. Wtedy zużycie prądu będzie oczywiście większe. Ale po pierwsze, do kogo przyjeżdża 20 osób naraz? A po drugie, kiedy ostatnio mieliśmy minus 20 stopni? Dlaczego mówię o tym, kto się zajął pompami ciepła? Bo po pierwsze, wyciągnięto z „Czystego Powietrza” potężne, nienależne pieniądze. Po drugie, wielu uczciwych ludzi (zarówno beneficjentów jak i instalatorów) zostało oszukanych.

– Czyli może dobrze, iż w listopadzie 2024 program wstrzymano do „naprawy”?

– Wie pan co… Trudno powiedzieć, dlaczego naprawdę został zatrzymany. Są dwie teorie. Jedna, iż było zbyt dużo „lewizny”. Druga, iż skala składanych wniosków przekroczyła najśmielsze oczekiwania decydentów. Przed zawieszeniem programu, 1 listopada, szacowano, iż było 120 tysięcy wniosków. Ktoś, chyba trochę PR-owo, na wyrost ogłosił, iż w okresie zawieszenia, między listopadem a kwietniem, można realizować termomodernizacje i wymiany źródeł ciepła, a późniejsze złożenie wniosku i tak zostanie zatwierdzone. Według różnych szacunków, na początku odwieszenia programu mogło być już choćby 200 tysięcy wniosków.

– A potem zaczęły się schody…

– Być może za mało jest urzędników, być może mamy zbyt skrupulatne czepianie się każdej kropki na fakturze, a do tego zagęszczenie sita, czyli wprowadzenie kosztów kwalifikowanych i obcinanie wydatków. Instalatorzy mają rację, iż zmian dokonuje się „do tyłu”, bo instalacje są dawno wykonane, a zatory tylko rosną. I teraz mamy zderzenie dwóch narracji, nie tylko na komisjach sejmowych, ale też w mediach, na spotkaniach z Ministerstwem Środowiska, na targach i konferencjach branżowych. NFOŚiGW mówi, iż zaległości to kilka procent i kilka miesięcy. Instalatorzy mówią, iż mają rachunki złożone kilkanaście miesięcy temu i dalej niewypłacone dofinansowania wzrosły do miliardów złotych!

– O jakich kwotach mówimy?

– Na wiosnę, przy odwieszeniu programu, mówiło się choćby o 22 miliardach złotych do wypłaty. Ale jeszcze raz podkreślam: instalatorzy liczą wszystkie złożone wnioski, a Fundusz – tylko rozpatrzone i podpisane umowy. Różnica może być kilkukrotna, choćby kilkunastokrotna.

– To co dalej?

– Mimo wszystko powinniśmy usiąść do stołu i przestać przerzucać się winą: rząd z opozycją, opozycja z rządem. Trzeba się skupić na tym, jak ten problem rozwiązać. I o tym mówiłem również na poprzedniej komisji. My, dostawcy i producenci, choćby w kuluarach rozmawialiśmy, iż w firmie prywatnej, jeżeli ma pan klęskę urodzaju, to po prostu zatrudnia pan dodatkowych ludzi. Ale mamy wrażenie, iż w budżetówce, po stronie rządowej, to tak nie działa. Brakuje pracowników, brakuje pieniędzy, a tu padają kwoty rzędu 20 miliardów.

– Fundusz ma w ogóle takie pieniądze?

– I znowu: słowo przeciw słowu. Na komisji padło, iż być może to całe „przeginanie pały” z czasem rozpatrywania wniosków, te ciągłe pytania, szarpanie się o przysłowiową kropkę na fakturze, może wynikać z braku pieniędzy. Ale Fundusz i Ministerstwo Środowiska zapewniają, iż pieniądze są. Że to środki budżetowe i europejskie. No i trudno to rozstrzygnąć, bo trzeba by pójść do skarbca i sprawdzić, czy te pieniądze tam faktycznie leżą. Ale ja bym się na tym nie skupiał. Przede wszystkim trzeba udrożnić system. Odetkać program. I moim zdaniem, nie spierać się o przecinki czy kropki, tylko trzymać zasady „pacta sunt servanda”: podpisanych umów należy dotrzymywać. Zresztą, choćby posłowie koalicji rządzącej, obecni na spotkaniu, to przyznali. Najpierw była mała pyskówka z opozycją, ale potem wszyscy zgodnie stwierdzili: trzeba udrożnić program, a nie przekomarzać się o drobiazgi.

– Da się to gwałtownie zrobić?

– Oczywiście, iż nie chcę powiedzieć, iż się nie da… Ale się nie da. Bo tego jest po prostu za dużo. Tu trzeba by zrobić kilka rzeczy naraz: zatrudnić więcej ludzi, uprościć procedury i dopiero to dałoby efekt.

– Wątpię, by sami z siebie urzędnicy podjęli różne „odważne” decyzje. Może trzeba, jak często czytamy w clickbajtowych tytułach na portalach, żeby „Tusk się wściekł”?

– Ja bym takich ostrych słów nie używał, ale chyba są tu uzasadnione. Powinien się w końcu za to wziąć premier, bo wizerunkowo szkodzi to obecnej koalicji. Bo premierowi nikt nie podskoczy. Bo z naszej strony – instalatorów, producentów, importerów – nerwy są potężne. Zatory są potężne. I nic by się nie stało, gdyby trochę nerwów pojawiło się też po stronie rządowej. Może to by w końcu spowodowało odetkanie programu. Żeby ten strumień pieniędzy ruszył i wsparł rodziny instalatorów. Bo to jest bardzo ważne i bardzo poważne. Każdy z nas, czy firma instalacyjna, czy produkcyjna, mówi o wielu miejscach pracy. W moim przypadku o sześciuset. Jeszcze raz powiem: to nie jest tak, iż ja żyję tylko z „Czystego Powietrza”, bo już dawno by mnie nie było. Ale szlag mnie trafia, kiedy widzę, iż żyję w kraju, który się rozwija, który ma świetny program poprawy jakości powietrza, a on się rozbija o tematy… no, jednak urzędnicze. Biurokracja. To jest słabe.

– No, a co z tymi szwindlami? Mają pójść w niepamięć?

– Od przypadków totalnej lewizny – zawyżania faktur, wpisywania rzeczy, których nie było – są organy ścigania. Ale ofiarą tego nie powinien być polski instalator ani polski producent. I tu dochodzimy do kolejnej sprawy: bardziej rygorystycznego podejścia do importu pomp ciepła.

– Czyli wstrzymania importu z Chin?

– Absolutnie tak! Sito było zbyt szerokie, oczka za duże. Patrzmy na to, co przychodzi. Bo – i tu zacytuję swoje wystąpienie z dużego spotkania Polityka Insight sprzed kilku miesięcy – każecie nam, panowie, walczyć fair z konkurencją z Dalekiego Wschodu, tylko iż nam wiąże się ręce z tyłu. o ile wiemy, iż w Chinach dofinansowana jest produkcja, ceny prądu, eksport, a kurs waluty, juana, jest celowo zaniżany, to jak mamy walczyć? Do tego koszty pracy są dużo niższe. I nie ma żadnych dowodów, iż w tamtejszych fabrykach przestrzegane są prawa pracownicze. Czy nie pracują tam więźniowie z obozów pracy. Mówię grubo, ale jeżeli ktoś twierdzi, iż mamy na świecie wolny rynek, to jest w błędzie. Nie mamy.

– Przydałoby się coś zobrazować…

– Polska była w 2022 roku drugim krajem w Europie pod względem liczby zamontowanych pomp ciepła – 191 tysięcy sztuk. Polskich pomp było może 5 procent, a raczej 3. Reszta to import. Proszę sobie wyobrazić, ile pieniędzy wyparowało z naszego PKB i zasiliło PKB państwa daleko stąd. Dziś obawiam się, iż udział polskich pomp pozostało mniejszy. A przecież w Polsce powstały dziesiątki wydziałów produkcji pomp ciepła: w małych Głubczycach, pod Białymstokiem, Gdańskiem, Nowym Targiem, pod Kielcami. Fabryki budowane od zera. Ile myśmy wszyscy w to włożyli pieniędzy. A dziś? Nie produkujemy, bo nie ma potrzeby. Wyprzedajemy magazyny. Tylko co dalej? Co z certyfikatami, które zdobyliśmy? Co z wykształconą kadrą? Ci ludzie rozglądają się za inną pracą.

Tak samo instalatorzy. Wielu już nie chce mieć nic wspólnego ani z pompami ciepła, ani z „Czystym Powietrzem”. To dotyczy też instalatorów kotłów na pellet. Bo oni wykładają swoje pieniądze, a potem ich nie dostają. Ja im się nie dziwię.

– Tylko być może to problem na szersze forum, unijne. Polska nie może sama wprowadzić barier importowych.

– Oczywiście, iż nie może. Jesteśmy częścią wspólnego rynku. Zasadą Unii jest swobodny przepływ towarów i usług. Ale, co ważne, zaczęły się prace, nie tylko w Polsce, ale też na poziomie unijnym, nad definicją „wyrobu europejskiego” i nad wspieraniem wyrobów europejskich. Bo wprost nie możemy wspierać polskich, ale europejskie już tak. To będzie pewne ograniczenie importu. Oczywiście, miejmy świadomość, iż polski przemysł pomp ciepła jest wciąż w powijakach, a na Zachodzie są firmy, które zjadły na tym zęby. Ale z europejskimi producentami możemy walczyć bardziej fair. Może nie jak równy z równym, ale jednak fair. Bo dziś bywa tak, iż ktoś tylko przykleja w Europie etykietę, a reklamuje się jako „polski producent pomp ciepła”. My w branży wiemy, iż ten człowiek nie wyprodukował ani jednej pompy. I nie ma podstaw, żeby go ścigać.

– Czy wasza branża przetrwa do czasu, aż te zmiany wejdą?

– Wie pan… To zależy, gdzie ucho przyłożyć. Mamy, niestety, przykłady firm wykonawczych, instalatorów, którzy plajtują. Oby było tak jak u nas – iż nie żyjemy tylko z programu „Czyste Powietrze”. Bo jeżeli instalator działa także poza programem, to ma szansę się utrzymać. Ale nie przesadzajmy: to nie jest tak, iż firmy upadają codziennie. Tylko iż my o tym mówimy od ponad dwóch lat i kilka się zmienia. Kolejka się wydłuża. Liczyłem na program, dostarczając urządzenia. Moi zagraniczni konkurenci się rozwijają, inwestują w nowe technologie, nowe maszyny. I tego dystansu nie da się potem nadrobić. A ja tylko myślę, co zrobić z tym, co mam na magazynie.

– Podczas tego głośnego już posiedzenia komisji użył pan mocnych słów: „Jak się, k…, zatkało, to trzeba odetkać”. Jak pan myśli, poruszyło to odpowiednią strunę?

– Niestety, mogę tylko mieć nadzieję. I to, iż mówię to w ten sposób, jest chyba najbardziej wymowne. Mogę mieć tylko nadzieję, iż w końcu dotrze to wyżej niż teraz i iż ktoś wreszcie zda sobie sprawę, iż to nie są żarty. Tak, jak powiedziałem na komisji, to nie są śmichy-chichy, to nie jest jakaś tam interwencja czy dobra rada dla, pozwolę sobie zacytować samego siebie, „pani Zosi”, która z branżą nie ma nic wspólnego. To jest naprawdę bardzo, bardzo poważna sytuacja.

– A po stronie politycznej jest świadomość tego, o czym pan mówi?

– Do tej pory, obawiam się, była słaba. Ta „ciepła gotóweczka”, która regularnie wpływa na konta pracowników budżetówki, chyba trochę uśpiła wszystkich. Zarówno obecny zarząd programu NFOŚiGW, jak i poprzedni, za wcześniejszej koalicji. I tu nie chodzi o przerzucanie się epitetami, kto był gorszy czy lepszy. Program został przygotowany zbyt lekko, jeżeli chodzi o warunki, zasady, nadzór. I, mam wrażenie, kilka się w tym zakresie zmieniło. Mówię to bardzo wyraźnie jako przedstawiciel polskiego przemysłu: najwyższy czas, żeby to wreszcie naprawić.

– Gdyby od dziś wszystko zaczęło działać jak należy, jak gwałtownie sytuacja się unormuje. Za rok, pięć lat?

– Wie pan, trochę się uchylę od odpowiedzi wprost. Jestem przedsiębiorcą, pracuję w firmie mojego ojca ponad 30 lat. I to jest niezaprzeczalny plus prywatnego biznesu: jeżeli jest sytuacja podbramkowa, właściciel albo prezes podejmuje decyzję tu i teraz, a jutro zaczynamy ją wdrażać. W biurokracji, w budżetówce, to wszystko jest dużo bardziej skomplikowane. I tu najważniejsza jest wola polityczna. A po tę wolę trzeba sięgnąć wyżej. Najwyżej.

– Czyli jednak musi dotrzeć do „mitycznego Tuska”, iż to nie jest problem jakiejś małej, niszowej branży?

– Tak, tak. Bardzo się cieszę, iż pan użył tego słowa. Bo ja sam czasem się kryję, kiedy tłumaczę znajomym spoza branży, iż my nie produkujemy komputerów, czołgów ani samolotów. Ale jeżeli dobrze policzyć, w naszej branży pracuje w Polsce naprawdę dobre kilkadziesiąt tysięcy osób. A od naszej pracy zależy, czy w domach będzie ciepło i czy powietrze będzie czyste. Ciepłe grzejniki, podłogówka, ciepła woda pod prysznicem i czystsze powietrze, kiedy wypuszczamy dzieci na podwórko. To są rzeczy, które każdy czuje na własnej skórze.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału