Reżim zastrasza

1 godzina temu
Jeśli po dobroci Polacy nie pozwolą na przejęcie Trybunału Konstytucyjnego przez nowo wybranego do Trybunału Konstytucyjnego, przez samego Donalda Tuska nazwanego jego prawą ręką Macieja Berka, który jak wskazują „śledztwa” posłów opozycji nie spełnia choćby formalnych wymogów, aby móc być wybranym do Trybunału Konstytucyjnego oraz przez innych wybranych do TK, którzy nie złożyli ślubowania jako sędziowie Trybunału Konstytucyjnego jak wskazuje na to Konstytucja przed Prezydentem RP, ale wystąpili w zainscenizowanej farsie przed Włodzimierzem Czarzastym, to będą represje. Okazuje się, iż wobec zgromadzenia Polaków przed siedzibą Trybunału i stanowczej postawie Trybunału Konstytucyjnego szturm sił zarządzanych przez Marcina Kierwińskiego na siedzibę TK wydaje się jeszcze ryzykowny, reżim Tuska uderzył w inny sposób. Metodą która została już przetrenowana przez prokuraturę Waldemara Żurka, gdy miesiącami więzione były urzędniczki ministerstwa sprawiedliwości uwolnione w końcu przez przez sąd także w wyniku olbrzymiego nacisku społecznego. Tym razem uderzono w pracujących dla Trybunału Konstytucyjnego i wykonujących polecenia swoich przełożonych, a przede wszystkim polecenia prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Prokuratorskie zarzuty usłyszała właśnie wieloletnia urzędniczka Trybunału Konstytucyjnego – do tej pory dyrektor kancelarii Trybunału Konstytucyjnego oraz komendant Straży Trybunalskiej. W ramach środków zapobiegawczych zarządzono m.in. dozór policyjny, czy zakaz zbliżania się do budynku Trybunału. A to wszystko dlatego, iż mieli nie dopuścić do pracy czworo nowych sędziów Trybunału. Uderzenie w podwładnych, którzy w rzeczywistości wykonywali polecenia służbowe tak kuriozalnymi zarzutami to ostrzeżenie dla prezesa Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Święczkowskiego i wezwanie do dobrowolnego oddania Trybunału w ręce osób, których procedura powołania do TK jest delikatnie mówiąc wadliwa. Jest bowiem przeciwnie. To dopuszczenie do pracy w Trybunale osób, które nie złożyły ślubowania przed Prezydentem RP stanowiłoby przestępstwo związane z przekroczeniem uprawnień. O tym jednak nie decydują ani szef kancelarii Trybunału ani dowódca Straży TK, którzy zostali represjonowani niejako w zastępstwie. Do tej pory z ust polityków koalicji Donalda Tuska mogliśmy usłyszeć, iż Trybunału Konstytucyjnego nie ma, iż Trybunał nie istnieje, w projekcie przyszłorocznego budżetu państwa nie uwzględniono choćby środków na funkcjonowanie TK, a wyroki Trybunału nie były ani publikowane, ani realizowane. W przypadku powrotu praworządności w Polsce odpowiedzilanych za to członków rządu nie powinno spotkać nic innego niż tylko więzienie. Sami zresztą czynami zadają tej narracji kłam, wybierając sędziów do Trybunału, którego „nie ma”. Nie dzieje się to bez powodu. Trybunał Konstytucyjny pozostaje dziś jednym z ostatnich bastionów praworządności w Polsce, której instytucje są przez rząd Donalda Tuska konsekwentnie demolowane. Postępujące zadłużanie kraju, w praktyce przyzwolenia na rozkradanie Polski, zatrzymanie kluczowych inwestycji rozwojowych, obniżanie naszej pozycji międzynarodowej, czy poniżanie i zastraszanie Polaków kierowaniem wobec nas represji ze strony państwowych urzędów i instytucji, czy pozostawienie chorych bez leczenia ma na celu wykształcenie przekonanie, iż nie jesteśmy już u siebie, iż nas swój kraj nie możemy liczyć oraz stworzenie obrazu kraju niezdolnego do podejmowania suwerennych decyzji chociażby z powodu gigantycznego zadłużenia i wręcz niemożliwości obsługi takiego długu. Odbicie Trybunału przez polityków realizujących w istocie niemiecką agendę stworzenia z Unii Europejskiej nowej niemieckiej rzeszy jest kluczowe. To Trybunał Konstytucyjny może kolejny raz przypomnieć o wyższości prawa krajowego nad prawem unijnym o tym, iż Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie jest źródłem prawa w Polsce i iż jesteśmy w niepodległej Polsce a nie niewolnikami w zaborze niemieckim.
Idź do oryginalnego materiału