Burmistrz Chicago Brandon Johnson w piątek zaprezentował prognozę budżetową miasta na rok fiskalny 2026, ujawniając prognozowany deficyt w wysokości 1,15 miliarda dolarów. Według władz miasta powodem tej trudnej sytuacji są m.in. słabsze wpływy podatkowe, niepewność związana z funduszami emerytalnymi oraz rosnące koszty pracy i opieki zdrowotnej.
– Mieszkańcy Chicago zasługują na prawdę o kondycji finansowej miasta – powiedział Johnson 29 sierpnia podczas prezentacji online dla Rady Miasta. – Główne czynniki są jasne: rosnące koszty zatrudnienia, ochrony zdrowia i emerytur, a także utrata jednorazowych funduszy, które wcześniej pomagały bilansować budżet – dodał.
Joe Ferguson, były inspektor generalny Chicago, a w tej chwili prezes organizacji Civic Federation, podkreślił, iż mimo powagi sytuacji istnieją sposoby na wypełnienie luki. – W tym budżecie da się znaleźć oszczędności i poprawić sposób zarządzania. Nie ma powodu do paniki, ale sprawa jest poważna – zaznaczył.
Ekspert wskazał, iż najważniejsze będzie włączenie związków zawodowych do poszukiwania rozwiązań i cięcia wydatków przed ewentualnym podniesieniem podatków dla najbogatszych mieszkańców.
Annette Guzman, dyrektor ds. budżetu miasta, zwróciła z kolei uwagę na dodatkowe obciążenia, jak spodziewane cięcia w federalnym finansowaniu programów mieszkaniowych, leczenia HIV/AIDS czy programów dla dzieci i seniorów. – To obszary, w których niemal na pewno musimy liczyć się z ograniczeniami ze strony rządu federalnego – podkreśliła.
Prezentacja burmistrza Johnsona odbyła się dzień po trudnej debacie nad budżetem Chicago Public Schools. Rada Edukacji odrzuciła propozycję Johnsona, by zaciągnąć wysoko oprocentowaną pożyczkę, która miała zapobiec cięciom w szkołach.
Deficyt budżetowy w wysokości ponad miliarda dolarów stawia administrację Johnsona przed ogromnym wyzwaniem – koniecznością znalezienia równowagi pomiędzy cięciami, reformami a ewentualnym zwiększeniem obciążeń podatkowych.