Gdy 17 grudnia 2024 r. Komisja Europejska przekazała Polsce, po spełnieniu tzw. kamieni milowych, głównie związanych z reformą sądownictwa – „mrożone” przeciw rządowi Zjednoczonej Prawicy od czerwca 2022 r. – środki drugiej i trzeciej transzy KPO, już 29 stycznia 2025 r. koalicyjny rząd przyjął uchwałę w sprawie zmiany Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności, przedłożoną przez Minister Funduszy i Polityki Regionalnej Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Uchwała wprawdzie nie jest publicznie dostępna, ale w komunikacie po obradach rządu napisano, iż wprowadzone zostają zmiany do reformy „ograniczenie segmentacji rynku pracy”. Wśród proponowanych alternatywnych rozwiązań zastępujących oskładkowanie umów zlecenia znalazła się reforma, która miała zapewnić skuteczne przekształcanie pozornych umów cywilno-prawnych w umowy o pracę. Podobny komunikat wydało Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. Można w nim przeczytać m.in., iż decyzją rządu Tuska „nastąpiła rezygnacja z oskładkowania umów cywilnoprawnych (z wyjątkiem umów o dzieło oraz studentów do 26. roku życia). Wśród proponowanych alternatywnych rozwiązań znajdują się m.in. następujące reformy:
– polegająca na zapewnieniu skutecznego przekształcania pozornych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę przy zwiększeniu efektywności działań Państwowej Inspekcji pracy;
– Kodeksu pracy, przewidująca korzystniejsze zasady obliczania stażu pracy pracowników zatrudnionych w przeszłości na podstawie umów cywilnoprawnych;
– dotycząca zabezpieczenia socjalnego osób wykonujących zawód artystyczny poprzez odpowiednie włączenie artystów do systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych.
Przyjęta przez rząd uchwała daje mandat Ministrowi Funduszy i Polityki Regionalnej do prowadzenia oficjalnych negocjacji z Komisją Europejską. Formalny wniosek o rewizję KPO zostanie wysłany do KE przed 31 stycznia” 2025 r.
Jak wynika z ustaleń Business Insider Polska, to wiceminister Jan Szyszko odpowiadający w MFiPR za fundusze europejskie, negocjował z Komisją Europejską zastąpienie oskładkowania umów-zleceń dwoma reformami: PIP i stażową.
W rewizji KPO zatwierdzonej przez Komisję Europejską i Radę UE w czerwcu 2025 r. zmiany były o wiele bardziej szczegółowe niż w uchwale rządu z 29 stycznia tegoż roku. W sporze chodziło o „nadanie Państwowej Inspekcji Pracy uprawnień do wydawania decyzji administracyjnych zamieniających nieprawidłowo zawarte umowy cywilnoprawne w umowy o pracę”. Jako kamień milowy wprowadzono po tych negocjacjach zapis: „wejście w życie reformy Państwowej Inspekcji Pracy i nowelizacji kodeksu pracy”. Jako wskaźniki jakościowe (dla kamieni milowych) zapisano: „przepis w aktach ustawodawczych wskazujący na wejście w życie” wymienionych reform. Jako orientacyjny harmonogram zakończenia tego działania KPO przyjęto IV kwartał 2025 r. W opisie kamienia milowego i każdej wartości docelowej precyzował: „Wejście w życie pakietu ustaw lub zmian istniejących aktów ustawodawczych, w których przewiduje się: 1) nadanie Państwowej Inspekcji Pracy uprawnień do wydawania decyzji administracyjnych zamieniających nieprawidłowo zawarte umowy cywilnoprawne w umowy o pracę; 2) umożliwienie wymiany danych między Państwową Inspekcją Pracy, Zakładem Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) i Krajową Administracją Skarbową (KAS) do celów inspekcji pracy; 3) wprowadzenie możliwości przeprowadzania przez Państwową Inspekcję Pracy kontroli zdalnych; 4) nałożenie na Państwową Inspekcję Pracy obowiązku przygotowywania rocznych i długoterminowych planów działania dotyczących ukierunkowanych kontroli w oparciu o analizę ryzyka; 5) co najmniej podwojenie maksymalnej kwoty kar pieniężnych, jakie Państwowa Inspekcja Pracy może nakładać w postępowaniach mandatowych; 6) uznanie doświadczenia zawodowego zdobytego w oparciu o umowy cywilnoprawne jako stażu pracy regulowanego kodeksem pracy”.
Wszystko to można przez cały czas przeczytać na stronie 62 oficjalnej Noty Sekretariatu Generalnego Rady UE numer 9590/25 ADD1, określonej jako „Załącznik do decyzji wykonawczej Rady zmieniającej decyzję wykonawczą z dnia 17 czerwca 2022 r. w sprawie zatwierdzenia oceny planu odbudowy i zwiększania odporności Polski” (którą podpisał rząd Mateusza Morawieckiego).
Już 10 kwietnia 2025 r. ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Nowej Lewicy – w związku z uchwałą Rady Ministrów w sprawie zmiany Krajowego Planu Odbudowy – powołała w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zespół, którego zadaniem było przygotowanie zgodnie z jednym z „kamieni milowych” KPO rozwiązań prawnych dla reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Czyli: opracowanie inicjatyw legislacyjnych zwiększających efektywności zadań postawionych przed Państwową Inspekcją Pracy oraz przedstawienie rozwiązań, które zwiększają ochronę socjalną osób wykonujących pracę na podstawie umów cywilnoprawnych. W jego skład weszli: Liwiusz Laska – Dyrektor Generalny w Ministerstwie Pracy, Jakub Szmit – Dyrektor w Departamencie Prawa Pracy oraz Tomasz Wlazło, Dyrektor w Departamencie Prawnym, a także przedstawiciele Departamentu Prawnego, Biura Ministra, Departamentu Rynku Pracy i Departamentu Analiz Ekonomicznych. Do Zespołu nie wszedł żaden przedstawiciel Państwowej Inspekcji Pracy.
Podczas gdy Państwowa Inspekcja Pracy pod presją kamienia milowego Krajowego Planu Odbudowy Unii Europejskiej oraz tempa narzuconego przez MRPiPS dopiero szykuje się do reformy, Zakład Ubezpieczeń Społecznych już coraz częściej i skuteczniej kontroluje umowy B2B. Jak podała „Gazeta Wyborcza”, przedsiębiorcy, którzy latami „optymalizowali” składki, winni są pracownikom – według wyliczeń ZUS – tylko za rok 2024 r. „ponad 26 mld zł samych odsetek od zaległych składek. Co więcej, w przypadku aż 93 proc. kontroli wykrył nieprawidłowości”.
Według najnowszego raportu Grant Thornton, w ciągu minionych pięciu lat liczba kontroli ZUS „wzrosła z ok. 12 tys. do prawie 30 tys. rocznie (średnioroczny wzrost sięga przy tym 25 proc.). […] ZUS realizuje kontrole nie tylko przez sam wgląd do dokumentów, ale wykorzystuje także dane historyczne, analitykę i modele predykcyjne. Organ rentowy patrzy w dokumentację płatników, porównując deklaracje składkowe, zgłoszenia do ubezpieczeń, działalność powiązanych podmiotów, a choćby decyzje lekarskie”.
Tymczasem media i portale społecznościowe – w ślad za opiniami krytycznymi wobec projektu MRPiPS ze strony ministerstw rządowych oraz organizacji pracodawców – skoncentrowały na PIP ataki za próbę wprowadzenia do uprawnień inspektorów pracy ustalania, czy dana umowa nie ma charakteru umowy o pracę. Takie ataki na promowane przez MRPiPS zapisy projektu nasiliły się na przełomie listopada i grudnia 2025 r. Do sprawy odniósł się były premier Mateusz Morawiecki: „Czy znacie już szefa Państwowej Inspekcji Pracy mianowanego przez Donalda Tuska? Zobaczcie, co on wygaduje. Za chwilę ten człowiek i jego podwładni będą decydować o tym, czy jakaś umowa B2B ma być przekształcona w umowę o pracę. Będą w tym mieli całkowitą dowolność. A o ile tak zadecydują, to będą mogli naliczyć odsetki za trzy lata wstecz. Horror. Zatrzymajmy to razem”.
Warto pamiętać, kto się zgodził na tzw. kamienie milowe KPO. Czy to przypadkiem nie ten sam pan Mateusz?
4 grudnia 2025 r. projekt ustawy o zmianie ustawy o PIP został zaakceptowany przez Stały Komitet Rady Ministrów. W kolejnym kroku miał trafić pod obrady Rady Ministrów. Jego przyjęcie oznaczałoby, iż regulacja zostałaby skierowana do Sejmu. Na portalu X minister Marek Berka napisał: „Stały Komitet Rady Ministrów rozpatrzył projekt ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. […] Jakie ważne zmiany do projektu przyjął SKRM? jeżeli inspektor PIP stwierdzi stan, który w jego ocenie jest niezgodny z prawem, to pierwszym obowiązkowym etapem będzie wydanie przez niego polecenia doprowadzenia stanu wiążącego strony do zgodnego z prawem. Następnie strony między sobą ustalają, czy chcą zawrzeć umowę o pracę, czy też skorzystają z możliwości skorygowania wiążącego ich stosunku cywilnoprawnego. jeżeli inspektor akceptuje przyjęte przez strony rozwiązanie to kończy postępowanie. jeżeli nie akceptuje, może wówczas wydać decyzję. Decyzja ta wywołuje skutki na przyszłość, tzn. od dnia wydania decyzji. Jest jeden wyjątek, który dotyczy ochrony faktu zatrudnienia osoby, która jest pracownikiem – tu ochrona będzie działała od rozpoczęcia kontroli. Decyzja jest wykonalna dopiero wtedy, gdy jest ostateczna, na ogólnych zasadach, tj. gdy nie można się od niej odwołać – nie wprowadzamy tu innego trybu niż przewidzianego w Kpa. Alternatywnie do ścieżki opartej o decyzję administracyjną, inspektor mógłby skierować sprawę do sądu, np. jeżeli uważa, iż skutki rozstrzygnięcia powinny być wsteczne. PIP uzyska także prawo wydawania interpretacji, które będą chronić pracodawców przed ewentualnymi błędami w zatrudnieniu. […] warto przypomnieć: dzięki działaniom rządu, w ramach rewizji KPO, zrezygnowaliśmy z obowiązkowego oskładkowania wszystkich umów cywilno-prawnych (zlecenia, umowy o dzieło). Zastąpiliśmy to wzmocnieniem kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy w skutecznym egzekwowaniu przepisów prawa pracy. Wdrożenie całej reformy powinno być zakończone do 30 czerwca 2026 r.”.
4 grudnia w Sejmie odbyła się także konferencja zorganizowana przez Klub Parlamentarny PSL oraz przedstawicieli najważniejszych organizacji pracodawców i przedsiębiorców, którzy wyrazili stanowczy sprzeciw wobec projektu zmian w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy. Na konferencji prasowej polityk PSL Marek Sawicki mówił tak: „Wspólnie z dziewięcioma najważniejszymi organizacjami skupiającymi pracodawców sprzeciwiamy się stanowczo szkodliwym rozwiązaniom, które planowane są w Państwowej Inspekcji Pracy. Są to rozwiązania godzące i osłabiające filar polskiej gospodarki i rozwoju”. Business Centre Club reprezentował prezes Związku Przedsiębiorców BCC, Łukasz Bernatowicz, który powiedział: „Nie możemy zgodzić się na przepisy, które w rażący sposób naruszają równowagę między organem kontrolnym a przedsiębiorcą. Domagamy się rzetelnych konsultacji społecznych i uwzględnienia postulatów naszego środowiska”. ZP BCC wyraził jednoznaczny sprzeciw wobec dalszego procedowania projektu ustawy w obecnej formie, chociaż zapowiedział dalsze działania na rzecz prowadzenia dialogu w procesie legislacyjnym. Podobnie Związek Przedsiębiorców i Pracodawców ocenił projekt, jako zbyt głęboko ingerujący w swobodę prowadzenia działalności gospodarczej.
Paweł Łossowski, prezes Grupy Ever, w wywiadzie „Chaos wokół zmian w PIP. „Przepraszam, czy tu biją?” na portalu Money.pl wyjaśnił, jak doszło do takiego zamieszania z projektem ustawy. „Zadałem sobie trud dotarcia do kamieni milowych, które stoją u jej fundamentów. Jeden nazywa się: «przeciwdziałanie segmentacji rynku pracy», czyli ograniczenie umów zawieranych z pracownikami i współpracownikami w sposób, który pomija pełne ozusowanie. o ile na rynku są umowy cywilnoprawne nie w pełni oskładkowane, pojawia się zjawisko wykluczenia emerytalnego. To jest najważniejsze słowo, o którym się nie mówi, bo coraz więcej osób w Polsce, osiągając wiek emerytalny, nagle odkrywa, iż większość życia zawodowego pracowało na nieoskładkowanych umowach. Tworzy się gigantyczny problem społeczny, a mamy dodatkowo jeszcze kryzys demograficzny. Inicjatywa była więc słuszna, chodziło o to, by wyrównać szanse ludzi na godną emeryturę. Ale w praktyce powstał potworek prawny. Kamień milowy w pierwotnej wersji dotyczył ozusowania wszystkich umów cywilnoprawnych, czyli działanie systemowe, równe dla wszystkich, według mnie bardzo dobre. Natomiast nie wiadomo z jakich powodów, skończyło się na tym, iż «przeciwdziałanie segmentacji rynku pracy» zmieniło się na «zwiększenie kompetencji PIP». No i mamy rozwiązanie bardzo kontrowersyjne”. Prowadzący wywiad Łukasz Kijek, szef redakcji money.pl zauważył w tym kontekście, iż ozusowanie wszystkich umów zgodnie z kamieniem milowym KPO oznaczałoby, iż „odpowiedzialność muszą wziąć za to politycy, którzy stanowiliby równe prawo. Tymczasem uznano, iż odpowiedzialność wezmą pracodawcy, bo ustawa nie tworzy jednolitych zasad, tylko wysyła kontrolę”. Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził z kolei: „Nigdy się nie zgodzimy na niszczenie polskich firm po to, żeby rozrastała się machina urzędnicza Państwowej Inspekcji Pracy. – Nie pozwolimy na upadek tysięcy firm przez wzmacnianie biurokracji, kontroli i autorytarnych rządów Państwowej Inspekcji Pracy”.
Spór wokół promowanego przez ministrę rodziny, pracy i spraw społecznych Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk projektu ustawy o zmianie ustawy o PIP rozpalił emocje, które niszczą resztki autorytetu Państwowej Inspekcji Pracy. Złe emocje, które grają już nie tylko wśród polityków opozycji czy wewnątrz koalicji parlamentarno-rządowej, w tej chwili świadomie podsyca się w mediach społecznościowych. Trwa nakręcanie spirali insynuacji wymierzonych w PIP.
W połowie grudnia Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej przesłało poprawioną wersję projektu do Rządowego Centrum Legislacji. Jednak jego najnowsza wersja nie ujrzała światła dziennego i nie ma pewności, czy uwzględniała uwagi. Projekt powinien zostać opublikowany na portalu RCL oraz być skierowany do Komisji Prawniczej, aby następnie trafić na posiedzenie rządu. Takie decyzje jednak nie zostały podjęte. Tymczasem zgodnie z KPO reforma powinna wejść w życie do końca roku. Dlatego ministra A. Dziemianowicz-Bąk zawnioskowała o przyspieszenie prac nad projektem i skierowanie go od razu na obrady rządu. Jednak w porządku obrad Rady Ministrów na dzień 30 grudnia 2025 r. projekt nie został uwzględniony. Podczas obrad premier Donald Tusk rzutem na taśmę zażądał wycofania projektu i doszło do poważnej awantury w sprawie nowych uprawnień inspektorów pracy, która trwała ponad godzinę, bo premier i minister Maciej Berek poczuli podobno się oszukani. Jak w Podcaście politycznym w TVN24+ przekazali Arleta Zalewska i Konrad Piasecki, premier poprosił ministrę pracy A. Dziemianowicz-Bąk oraz ministrę funduszy i polityki regionalnej K. Pełczyńską-Nałęcz o wyjaśnienie, dlaczego coś, na co rząd nie wyraził zgody, znalazło się w projekcie i trafiło do kamieni milowych. Tusk i przewodniczący SKRM, minister M. Berek mieli zarzucać Dziemianowicz-Bąk, iż „chciała przemycić swoje poglądy do ustawy”. Na co ta jakoby odpowiedziała, iż to chyba świadczy tylko dobrze o ministrze rządu, iż był w stanie okpić komisje prawne i sejmowe. Ostra dyskusja na posiedzeniu rządu miała charakter nieformalny, co oznaczało, iż formalnie rząd projektu ani nie przyjął, ani nie odrzucił.
Zaatakowane ministerstwa nie wiedzą, co mogą teraz zrobić. Zaraz po awanturze w rządzie odbyła się specjalna narada w sprawie feralnego projektu w MRPiPS. Resort pracy nie bardzo wiedział, co może jeszcze dalej z nim zrobić, skoro do RCL została przesłana wersja z uwzględnieniem uwag po SKRM i nie ma podstaw do jej zmiany.
Z chwilą, gdy nie wyraził zgody na dalsze procedowanie tego projektu, Donald Tusk chciał wiedzieć, jaki kształt reformy umów cywilnoprawnych Polska może zaproponować Komisji Europejskiej, ale bez uprawnień do wydawania przez inspektorów PIP decyzji o przekształceniu umowy. Najwyraźniej chodziła mu po głowie ponowna rewizja KPO. Główny Inspektor Pracy po awanturze i decyzji Tuska o wycofaniu projektu przekazał mediom, iż na obecnym etapie nie wie, co dalej stanie się z przygotowanym projektem. Zadeklarował jednak „wolę włączenia się do tego projektu”. „Poprawa projektu jest w tej sytuacji wręcz niemożliwa. Żądanie premiera nie odzwierciedla zapisów dotyczących owego mitycznego kamienia milowego KPO po czerwcowej rewizji. Trzeba otwarcie powiedzieć, iż to jest zmiana decyzji rządu, co do kształtu KPO” – mówiła mediom osoba podobno zbliżona do resortu funduszy. Ktoś inny, zbliżony do rządu, mówił, iż zamiana umów to główny element kamienia milowego A71G: „Sami go zaproponowaliśmy, więc jeżeli ustawa reformująca PIP, która umożliwi zamianę umowy cywilnoprawnej w etat decyzją administracyjną, nie zostanie uchwalona, to kamień nie będzie zrealizowany i nie będzie można wysłać wniosku o płatność”.
Osoba zbliżona do resortu funduszy uważa, iż ponowne negocjacje tego kamienia milowego będą bardzo trudne. Według niej w pierwszej połowie 2025 r. rząd Tuska negocjował, aby reforma PIP zastąpiła oskładkowanie wszystkich umów zlecenia: „Rewizja została zaakceptowana w czerwcu, informacje o tym dostali wszyscy, i raptem pół roku później, mamy pójść i powiedzieć, iż znowu chcemy zmiany? Co zaproponować w zamian, jaką reformę? Czy samo wzmocnienie inspekcji pracy wystarczy. Trudno sobie bowiem wyobrazić powrót do oskładkowania umów zleceń, skoro premier sprzeciwił się temu już na początku zeszłego roku. Gdy nie wiadomo o co chodzi, wiadomo, iż chodzi pieniądze. Duże pieniądze. MFiRR nie mówi oficjalnie, ile warty jest ten kamień milowy, jednak osoby zbliżone do tego resortu i MRPiPS mówią, iż chodzi o ok. 2 mld euro, czyli jakieś 8 mld zł. Sprzeciw premiera wywołuje tylko jeden element, jednak jego brak oznacza brak realizacji całego kamienia milowego A71G KPO”.
Wprawdzie formalnie projekt ustawy o zmianie ustawy o PIP nie wypadł z obrad Rady Ministrów i nie trafił ponownie do prac w MRPiS, jednak został odesłany z RCL do Ministerstwa, ale nie wiadomo na jakiej podstawie prawnej… Ostatecznie 6 stycznia pytany o ustawę Donald Tusk ogłosił: „Podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Sprawę uważam za zamkniętą”. Podobnie w serwisie X wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz napisał: „Dobrze, iż historia tego projektu jest już zakończona. Od samego początku procedowania ustawy o PIP PSL było jednoznacznie przeciw tym zmianom. Nie było, nie ma i nie będzie naszej zgody na forsowanie przepisów uderzających w przedsiębiorców”.
Być może dla Tuska i PSL-owskich neoliberałów sprawa jest zamknięta, jednak – jak zauważył dziennikarz Polsat News Marcin Fijołek w ostatnim odcinku programu „Polityczny WF”: „To będzie jeden z kluczowych problemów na początku 2026 roku dla koalicji”.
Na swoim profilu na Facebooku Piotr Ostrowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, ostrzega, iż rząd igra z miliardami z KPO – i to kosztem pracowników. „Panie Premierze, proszę stanąć po stronie milionów polskich pracownic i pracowników, a nie po stronie milionerów”. Jak poinformował z kolei „Nowy Obywatel” „kilka związków zawodowych różnych branż i orientacji ideowopolitycznych wspólnie domaga się od Tuska wzmocnienia Państwowej Inspekcji Pracy oraz skończenia z tolerowaniem śmieciowego zatrudnienia […] Umowy śmieciowe to głęboki regres cywilizacyjny. Przedsiębiorcy i posłowie, którzy próbują osłabić lub zablokować obecną zmianę przepisów o PIP, cofają Polskę do realiów XIX wiecznych. Co gorsza, członkowie partii, które zwykle powołują się na pro-europejskie wartości, na czele z samym premierem Donaldem Tuskiem, dziś blokują pro-pracownicze rozwiązania, których wymaga właśnie Unia Europejska. Robią to, ryzykując choćby utratę miliardów złotych z Krajowego Planu Odbudowy przeznaczonych na odbudowę i tworzenie odporności społeczno-gospodarczej Polski w dobie kryzysów. W zamian, w imię miliardowych zysków nieuczciwych przedsiębiorców, politycy przeciwni reformie PIP pchają nas w kolejny głęboki kryzys”.
Co się zmieniło od stycznia/czerwca zeszłego roku do grudnia? Odpadł z gry tymczasowy marszałek Sejmu, Hołownia. Pozycja jego ministrów w rządzie osłabła. Rolę wzmacniającą dawał im cichy sojusz z ministrami lewicy. Dlatego przewracając ich wspólny projekt Tusk daje do zrozumienia zarówno Nowej Lewicy, jak i Polsce 2025, swoim koalicjantom, iż bez uzgodnień z nim nie mają szans na żaden własny projekt. Tu pojawia się PSL Kosiniak-Kamysza i głośno melduje Tuskowi: my z tobą. My lepsi w tej koalicji, chociaż w sondażach lecimy na łeb, na szyję. A to wszystko na tle słabnącej pozycji przystawek i głównego koalicjanta po klęsce w wyborach prezydenckich. Inny wymiar interesów to naturalne sprzeczności między władzą a opozycją. Dlatego ataki Morawieckiego na Głównego Inspektora Pracy idą pod niewyartykułowanym wprost hasłem: my to mogliśmy zrobić lepiej. Dla spokoju społecznego. Tak żeby zatrudniciele i pracownicy byli udobruchani. Jeszcze inny wymiar jest klasowy i dotyczy sprzeczności interesów między zatrudnicielami a ludźmi pracy najemnej. Między polską drobną burżuazją, na Zachodzie zwaną dla niepoznaki „klasą średnią”, która u nas ledwo wiąże koniec z końcem, a spychaną na śmieciówki tanią siłą roboczą. A ostatni wymiar interesów to konkurencja ponadnarodowych korporacji i wielkiego kapitału w stosunku zarówno do drobnego kapitalisty polskiego, jak i polskiej taniej siły roboczej. Sprzeczność interesów między tym, czego w międzynarodowym podziale pracy i wyzysku potrzebują wielkie kapitały neokolonialne, a tym, o co muszą z nimi walczyć ekonomicznie podporządkowane i wyzyskiwane tubylcze zasoby kraju i kapitału ludzkiego.
Wszystkie te wymiary konfliktów interesów można jak w soczewce dostrzec w tym chaosie i kompromitacji w sprawie rządowego, bo ministerialnego projektu ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Wystarczy tylko chcieć w nią spojrzeć.
Roman Adler
Grafika w nagłówku tekstu: Skibka from Pixabay

1 dzień temu














