Reforma ETS da Polsce 37 proc. uprawnień więcej. Pod jednym warunkiem

1 godzina temu

Europejski system handlu emisjami (EU ETS) od lat jest jednym z najbardziej spornych elementów unijnej polityki klimatycznej. Jego krytycy wskazują na wyższe koszty energii. Zwolennicy odpowiadają, iż ETS nie jest wyłącznie rachunkiem do zapłacenia. To mechanizm ograniczania emisji, impuls do modernizacji i źródło pieniędzy na transformację. To także klucz dla naszego bezpieczeństwa energetycznego.

ETS działa od 2005 r. i obejmuje przede wszystkim energetykę oraz energochłonne gałęzie przemysłu, a także lotnictwo i transport morski. To system, który jest jednocześnie kijem, bo w grę wchodzą koszty zakupu uprawnień do emisji CO2. Jest przy tym marchewką, bo daje on darmowe uprawnienia i zyski ze sprzedaży uprawnień, dzięki czemu państwa redukują emisje. Dzięki ETS ograniczana jest emisja gazów cieplarnianych, co wspiera ochronę klimatu i środowiska. Co więcej, patrząc na to, co dziś dzieje się np. na Bliskim Wschodzie – mechanizm ten może wspierać bezpieczeństwo energetyczne poprzez ograniczanie zależności od paliw kopalnych.

Kontrowersje budzi kwestia kosztów. Uprawnienia emisyjne są jednym z czynników wpływających na koszty energii elektrycznej, a ich ceny mogą przekładać się na konkurencyjność przemysłu. To rodzi spory polityczne. Przemysław Czarnek, wiceprezes PiS, w marcu 2026 r. wezwał do przygotowania planu wyjścia Polski z systemu. W maju zapowiadał ustawę pokazującą na rachunkach koszt związany z ETS. W jego wystąpieniach system był przedstawiany jako jeden z powodów wysokich cen energii. Jednocześnie szybszy rozwój OZE i elektryfikacji mógłby ograniczać zapotrzebowanie na paliwa kopalne i emisje objęte systemem ETS.

  • Czytaj także: Czarnek chce wycofać Polskę z ETS. Obiecuje tańszy prąd, a eksperci studzą emocje

ETS może zmienić sytuację Polski, ale jest problem

Czarnek jednak nie wspomina o tym, iż dzięki ETS mamy wpływy do budżetu. Jak zauważa Forum Energii, ETS jest jednocześnie źródłem dużych dochodów państw. W 2025 r. Polska uzyskała ze sprzedaży uprawnień 17,1 mld zł. Według analizy 43,6 proc. tej kwoty przypisano transportowi publicznemu, 26,9 proc. projektowi polskiej energetyki jądrowej, a 17 proc. rekompensatom dla przemysłu energochłonnego. Pozostała część została przypisana m.in. do wsparcia rozwoju OZE i innych działań związanych z transformacją. Forum Energii podkreśla jednak, iż wpływy z aukcji trafiają do budżetu państwa i nie są formalnie przypisane do konkretnych wydatków. Przedstawiony podział pokazuje sposób przyporządkowania wydatków raportowanych przez Polskę.

Jest jednak pewien problem, na który w swojej analizie zwraca uwagę Forum Energii. Chodzi o tzw. lukę ETS. To sytuacja, w której polska gospodarka potrzebuje więcej uprawnień do emisji CO2, niż ma ich do dyspozycji. W rezultacie brakujące uprawnienia musi kupować za granicą, wysyłając tam część pieniędzy zarabianych przez polskie firmy. W ocenie Forum Energii problem ten wynika m.in. ze zbyt wolnego tempa transformacji energetycznej Polski.

  • Czytaj także: Kotły na biomasę to nie recepta na ETS2. „Za kilka lat możemy zauważyć znaczący wzrost cen”

Konieczność likwidacji luki

Konieczne jest więc domknięcie tej luki, czyli krótko mówiąc większy nacisk na dekarbonizację gospodarki. Warto tu zadać pytanie: Czy „domknięcie luki ETS” oznacza przede wszystkim mniejsze koszty dla budżetu państwa, dla przedsiębiorstw czy dla całej gospodarki? Kto faktycznie ponosi koszt tej luki?

– Luka dotyczy bilansu uprawnień dla całej gospodarki. Zamknięcie luki spowoduje, iż polska gospodarka przestanie być importerem netto uprawnień – iż koszty zakupu uprawnień ponoszone przez polskie przedsiębiorstwa będą równe wpływom do budżetu państwa – odpowiada nam wiceprezes Forum Energii, Tobiasz Adamczewski.

To ważne rozróżnienie. Domknięcie luki nie oznacza automatycznego spadku kosztów ETS dla konkretnej firmy. Chodzi o to, by większa część pieniędzy wydawanych przez polskie przedsiębiorstwa na uprawnienia równoważyła krajowe wpływy z aukcji. Wtedy mniej kapitału odpływałoby z polskiej gospodarki.

Przemysł dostanie więcej czasu…

Komisja Europejska 17 lipca 2026 r. zaproponowała zmiany w systemie ETS. Ich celem jest m.in. wsparcie konkurencyjności europejskiego przemysłu oraz realizacja unijnego celu klimatycznego na 2040 r. Zakłada on ograniczenie emisji netto o 90 proc. względem 1990 r.

Jednym z kluczowych elementów reformy ma być wolniejsze tempo wycofywania uprawnień z rynku. Według wyliczeń Forum Energii dzięki proponowanym zmianom polska pula uprawnień w latach 2031–2040 zwiększyłaby się z 362 do 495 mln EUA. To wzrost o 37 proc.

Komisja Europejska proponuje wydłużenie okresu przydziału darmowych uprawnień. Dla przemysłu narażonego na tzw. ucieczkę emisji darmowe uprawnienia miałyby pozostać dostępne do 2040 r. Pojawia się więc kwestia: Czy przedłużenie darmowych uprawnień do 2040 r. nie stwarza ryzyka, iż część przedsiębiorstw będzie opóźniała inwestycje w dekarbonizację?

– Przedsiębiorstwa nie otrzymują wszystkich uprawnień za darmo, więc już teraz mają realną zachętę do zmian – odpowiada Adamczewski. – Co istotne, presja na modernizację nie powinna wynikać wyłącznie z konieczności redukcji emisji. Jak widać przez kolejny już kryzys energetyczny – celem jest uniezależnienie się w jak największym stopniu od importu paliw kopalnych i szoków cenowych – dodaje.

… musi jednak inwestować

Wolniejsze wycofywanie uprawnień i darmowe uprawnienia to marchewka, ale nie należy tego traktować jako bezwarunkowego prezentu. Komisja proponuje powiązanie darmowych uprawnień z inwestycjami w dekarbonizację. 80 proc. darmowych uprawnień miałoby być dostępne po zatwierdzeniu planu inwestycyjnego przedsiębiorstwa, a pozostałe 20 proc. dopiero po wykonaniu inwestycji.

To próba pogodzenia dwóch interesów. Przemysł potrzebuje ochrony przed konkurencją spoza UE i wysokimi kosztami energii, ale unijny system ma jednocześnie wymuszać modernizację.

Przesunięcie większej części pomocy na początek inwestycji to tzw. frontloading.

– Frontloading powinien odpowiadać na problem wysokiego ryzyka inwestycyjnego przemysłu. Z jednej strony ceny surowców i energii elektrycznej stają się coraz mniej przewidywalne ze względu na sytuację geopolityczną. Jednocześnie konkurencja od strony towarów z Chin i USA ciągle rośnie – wyjaśnia ekspert. – Możliwość pozyskania większej liczby darmowych uprawnień lub pieniędzy na początku okresu inwestycyjnego mogłoby pomóc w dostępie do tańszego kapitału oraz przyspieszyć decyzje dot. zmian w produkcji – dodaje.

Jak czytamy w analizie Forum Energii: Przemysł wymaga inwestycji już dzisiaj, żeby w kolejnej dekadzie mógł zmienić sposób produkcji na mniej emisyjny. Dlatego Booster Inwestycyjny, środki z Funduszu Modernizacyjnego i Innowacyjnego powinny być przyznawane w większych transzach na początkowym etapie inwestycji w przemyśle (tzw. frontloading).

– W ramach tzw. Boostera inwestycyjnego Komisja Europejska będzie miała do dyspozycji pulę uprawnień, które będzie mogła przeznaczać na projekty inwestycyjne. Frontloading mógłby polegać na przeznaczeniu większej puli uprawnień we wcześniejszym okresie funkcjonowania tego funduszu na wcześniejszą fazę potrzebnych inwestycji w UE – mówi Adamczewski.

OZE i elektryfikacja ważniejsze niż sama reforma

Autorzy analizy przekonują, iż długoterminowe rozwiązanie problemu luki ETS musi być związane przede wszystkim z ograniczeniem emisji w Polsce. Chodzi zwłaszcza o rozwój OZE, elektryfikację przemysłu i ciepłownictwa oraz umożliwienie przedsiębiorstwom korzystania z własnych źródeł energii.

Według przywołanej przez Forum Energii analizy poziom elektryfikacji polskiej gospodarki może wzrosnąć z 17,4 proc. do 42,9 proc. w 2040 r. Towarzyszyć temu może spadek zużycia energii końcowej o około 15 proc.

Proponowana reforma ETS jest w tej chwili przedmiotem negocjacji, a nie ostatecznie obowiązującym prawem. Dla Polski najważniejsze będzie więc nie tylko to, ile dodatkowych uprawnień otrzyma, ale także to, czy potrafi zamienić pieniądze z systemu ETS w inwestycje, które trwale ograniczą zapotrzebowanie przemysłu na emisje. A stawką jest nie tylko klimat, ale także nasze bezpieczeństwo energetyczne.

–

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Piotr Wytrazek

Idź do oryginalnego materiału